Nie musisz

img 20200813 140146 1 - Nie musisz

Prywatnie ten rok był u mnie całkiem znośny. Wyłączając te 2,5 miesiąca lockdownu, gdy trzeba było pracować z domu z trzylatką w tym samym pokoju. To nie była ani praca, ani opieka/wychowywanie. Obejrzałyśmy Króla Lwa trzydzieści razy. Mój mąż jakiej sześćdziesiąt razy odgrywał rolę Mufasy w scenie śmierci Mufasy (ja trochę mniej razy), po to by Lula mogła zagrać Simbę zwisającego z drzewa, a potem Simbę w żałobie. Śmierć była przez pewien czas jej sporym zainteresowaniem, ale już woli dinozaury. Dzisiaj bardzo się z tego śmieję, ale wtedy wcale nie było zabawnie być tym martwym Mufasą albo mieć wyrzuty sumienia, bo dziecku się zwoje rozprostują od nadmiaru bajek.

Jak tak sobie teraz myślę o tym roku, to psychicznie jednak mnie rozjechał. Właściwie cały lockdown był przerywanym atakiem paniki i dziwnymi, panicznymi zachowaniami, wywoływanymi w dużej mierze przez przedawkowywanie newsów i słuchanie wszystkich tych ludzi, którzy mówili ci, że za mało nie wychodzisz z domu. Wiecie, raz wydarłam się na męża, że jest nieodpowiedzialny, wychodząc codziennie do sklepu, przecież są ludzie którzy ostatni raz zakupy zrobili miesiąc temu. To było strasznie głupie.

Od października żyję właściwie w ciągłym napięciu, dopiero od paru tygodni jest lepiej. Od początku pandemii panicznie bałam się, że złapię koronę i zarażę moją siedemdziesięcioletnią matkę. W ogóle najbardziej bałam się, że moja matka zachoruje i może przez to umrzeć. Więc kiedy razem z moim bratem złapali wirusa, żyłam w permanentnym stresie. Wydzwaniałam do nich codziennie, aż moja matka naprawdę miała mnie dość i powiedziała, że jestem gorsza niż sanepid. W końcu wyzdrowiała i już wszystko jest w porządku. Miałam za sobą swój największy lęk.

Oczywiście zanim w ogóle mogłam po tym stresie ochłonąć, zaczęły się protesty po wyroku TK w sprawie aborcji. Przez ponad miesiąc czułam się jakbyśmy były na wojnie, chociaż moje zaangażowanie aktywistyczne (mam na myśli tu jakąkolwiek pomoc organizacyjną, nie uczestnictwo w protestach) było minimalne. To znaczy, nie mam oczywiście pojęcia jak jest na wojnie, ale nie wiem jakim innym porównaniem mogłabym oddać ten poziom napięcia związanego z walką i poczuciem zagrożenia.

Tak po prawdzie, moja psychika po tym roku jest mocno przeczołgana. Jak pewnie większości z nas. Mimo to, muszę przyznać, że czuję się lepiej niż rok temu, gdy zaliczyłam jakieś dziwne załamanie nerwowe, którego nie za bardzo jestem w stanie dziś opisać. Czuję się lepiej ze sobą. Wszystkie lęki i napięcia w tym roku brały się z zewnątrz, nie wymyślałam ich sama, nie taplałam się też w poczuciu bycia beznadziejną (no, było kilka takich dni, one zawsze są i zawsze będą, ale mijają). Albo po prostu nie było kiedy się w tym poczuciu babrać.

Co nie zmienia faktu, że w nowy rok wchodzę zwyczajnie zmęczona. Z ogromną potrzebą ograniczenia social mediów. To nie jest żadna nowa potrzeba, wiem o tym od dawna i wiem, że FOMO to mój spory problem. Czuję się emocjonalnie wykończona polityką, internetem, inbami w mojej banieczce i tym podobnymi rzeczami, w które zwykle nie angażuję się czynnie, bo szkoda mi nerwów, ale samo czytanie i śledzenie tego wszystkiego, tych wszystkich napięć rozkłada mnie emocjonalnie. 

Z pełną świadomością unikałam w ostatnich dwunastu miesiącach komentowania większości bieżących afer o słuszność rozpalających lewicowe internety. Pewnie poświęciłam cenne zasięgi, ale nie da się komentować wszystkiego. Nawet nie dlatego, że nie warto. Były takie tematy, na które było by warto, ale czułam, że emocjonalnie mogłabym się przy okazji roztrzaskać na amen. Jeśli o czymś nie pisałam, to nie znaczy, że nie poświęciłam temu ani jednej myśli. Bywało, że tematy, na które nigdy publicznie się nie wypowiedziałam zajmowały moją głowę przez wiele dni i myślałam o nich o wiele więcej niż o rzeczach, o których wam pisałam. Ja generalnie myślę zbyt dużo, to nie zawsze jest dobre. Bywa że mam wrażenie, że zaraz eksploduje mi głowa, czasem nie mogę zasnąć przez ten natłok myśli. I wiecie, zanim napiszę jakiś tekst, najpierw długo o tym myślę, mam kiepski refleks, ale mówią też, że pośpiech to kiepski doradca. I czasem okazuje się, że zwyczajnie nie mam siły.

Z jednej strony chciałabym pisać jak najwięcej, dokładać swój głos w ważnych sprawach. Dawać wam dobry kontent. No i wiadomo, zasięgów też nie robi się siedząc cicho. Ale robię coraz większą selekcję wśród bieżących sprawach ważnych. To nawet nie o to chodzi, że większość jest gównoburzą. Chodzi o to, że moja higiena psychiczna też jest ważna. I tego się będę trzymać, gdy następnym razem znów dopadnie mnie poczucie winy, że nie komentuję czegoś, o czym piszą wszyscy. To też jest ok. Kiedyś miałam tak, że temat przestawał mnie męczyć, zajmować moje myśli, dopiero gdy wyraziłam je wszystkie w długim na dziesięć tysięcy znaków tekście na blogu. Teraz wyzbyłam się przymusu spisywania wszystkich myśli. Nie mam poczucia winy, że coś zostało w mojej głowie. Może to jakaś strata dla świata? Pewnie nie. Dla mnie nie jest to już stratą, a nie zawsze było to oczywiste.

Chciałabym, żeby 2021 był rokiem higieny psychicznej na tyle, ile się da. To bardzo trudne, bo na świecie nie jest dobrze, no i nawet, gdyby łatwo było wyłączyć się z internetu, problemy nie znikają, gdy o nich nie czytamy i nie dyskutujemy. Ale jest jedna rzecz, dobra rzecz, taka nauka, którą zostawił po sobie poprzedni rok: Nie musisz. Są rzeczy, których naprawdę nie musisz (tak, to oświecenie niekiedy przychodziło pod wpływem “nie możesz”). Nie żebym już całkiem umiała nie musieć bez poczucia winy lub straty, ale są kwestie, w których już się udało.

Zobacz także

3 Comments

  1. Anna Małgorzata Dul

    Pani Ado, i ja od połowy zeszłego roku nie napisałam ani jednego kawałka. Te, które napisałam wcześniej, są u mnie na dysku. A chciałabym dalej pisać na tematy: język a feminizm, język a feministki, język a prawa kobiet, język a polityka…

  2. Ada, opisałaś dokładnie, to co czuję. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona. Internetem, covidem, aferami. I nawet dorastam do tej myśli, że ja naprawdę nie muszę robić 70%, rzeczy, które robię. I trzymam za nas kciuki, żebyśmy w tym roku umiały skupić się bardziej na sobie <3

    1. Ada T. Kosterkiewicz

      Też trzymam i mocno Cię tulę na odległość <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj