Nie przepraszam za bałagan. Ja tu mieszkam

bed pillows main 940x627 - Nie przepraszam za bałagan. Ja tu mieszkam

Jej dom lśni czystością, jak z reklamy cifu. Może nie jest to muzeum perfekcyjnej pani domu, ale i tak wygląda jakby sprzątano tu nie dawniej niż wczoraj. Nawet pokój jej córki, u większości ludzi świątynia chaosu, wygląda jak z pinteresta. Z tą różnicą, że jest różowy, bo tu mieszka prawdziwa mała dziewczynka. Mimo to, od progu wita nas przepraszająco: „Nie przestraszcie się bałaganu”.

Tyle razy pytałam: „jakiego bałaganu?”, że już sama śmieje się z siebie. Przepracowała zresztą swoje obsesje związane ze sprzątaniem, doskonale wie, kto zaszczepił w niej to poczucie winy. Wie dobrze, że sprzątanie dla zapewnienia sobie komfortu wolności od brudu jest spoko, a nie spoko jest sprzątanie na błysk, bo co ludzie powiedzą. Mimo to wciąż przeprasza od progu. To silniejsze od niej.

Dom jest od mieszkania, a nie od sprzątania. Dlatego nie przepraszam za bałagan. Ja tu do cholery mieszkam. Wieczorem nie zawsze chce mi się schować ciuchy do szafy, więc lądują na kanapie. Nie potrafię zapełnić całej zmywarki w jeden dzień, nie potrafię tego zrobić nawet w dwa dni, więc naczynia grzecznie czekają na jej uruchomienie na blatach. Moje koty wszędzie zostawiają sierść i roznoszą żwirek na łapkach. Walka z nimi byłaby walką z wiatrakami.

Póki nie prowadzisz u siebie pensjonatu pod różą, twój dom jest dla ciebie. To ty w nim mieszkasz, to ty chcesz się w nim czuć dobrze, to ty robisz w nim bałagan i to ty decydujesz, kiedy ten bałagan przekroczył granicę twojej odporności i powinien natychmiast zniknąć. Ty albo inny domownik. W końcu nie jesteś tutaj pokojówką.

Tymczasem jesteśmy trochę ofiarami wychowania w poczuciu winy. Nauczyły nas tego nasze matki. Chciały nauczyć nas sprzątać i gotować, ale tak naprawdę wpoiły w nas przekonanie, że jeśli nie będziemy ogarniać chaty na błysk i gotować obiadu dla męża na czas i na smak, to przegramy życie. Nawet jeśli męża znajdziemy, to pewnie nie utrzymamy. Będziemy postrzegane jako złe gospodynie (co to w ogóle znaczy?). Będziemy niepełnowartościowymi kobietami. Jakimiś nieogarami. A nasi mężczyźni umrą z głosu i brudu, bo przecież nie potrafią o siebie zadbać. Oczywiście nasze matki nie chciały źle. Nawet jeśli za złe wykręcenie szmaty zlały nas tą szmatą przez łeb, źle nie chciały. One nauczyły się tego samego od swoich matek. Niby sprzątania i gotowania, a tak naprawdę kultywowania tradycyjnego podziału ról, który czyni z nas frustratki i niewolnice, i strasznego poczucia winy. Sama nie wiem co gorsze.

Niedawno słyszałam o dziewczynie, która ścieli łóżko swojemu bratu. To jest w ich rodzinie normalne. Brat nie musi ścielić żadnego łóżka. Tak ich wychowali. Gdyby któryś z moich braci kazał mi pościelić swoje łóżko, to: dostałby kopa (w dzieciństwie, zapewne by oddał), zostałby wyśmiany (dziś). Zastanawiam się na ile taki model wychowania dziewczynek, tak głęboko patriarchalny, wciąż jest powszechny. Wierzę, że to tylko ostatni przedstawiciele gatunku na wymarciu, ale może się mylę.

Chyba więc powinnam podziękować swojej matce, że niczego mnie nie nauczyła. Sprząta byle jak, bo ma słaby wzrok i tak nie widzi różnicy. Ja sprzątam równie beznadziejnie, chociaż w szkłach kontaktowych widzę całkiem nieźle. Gotować nauczyłam się sama z miłości do dobrego jedzenia. Jedzenie mojej matki nie zawsze jest dobre. To nie czyni z niej złej matki. To nie czyni ze mnie złej kobiety. Nienawidzę sprzątać. Nie robię tego prawie wcale. Mój mąż wziął na siebie ten przykry obowiązek. Ja ogarniam gotowanie, bo lubię gotować. Ale i tak dzień, w którym zatrudnimy sprzątaczkę będzie jednym z najbardziej wyzwalających dni w moim życiu, nawet jeśli moja proletariacka natura trochę się buntuje przed takim burżujstwem.

Kiedy w 2012 roku Magda Kostyszyn założyła profil Chujowej Pani Domu, niektórzy psioczyli, że jak tak można przyznawać się, że ma się w zlewie syf, toż to wstyd, ale dla tysięcy kobiet był to głos wyzwolenia. I trochę przełamania tabu, czegoś co w naszej kulturze wiązało się z jakimś dziwnie pojmowanym wstydem. Bo przecież kobieta jest tą świętą strażniczką domowego ogniska. A jak strażniczka, to przecież żaden zarazek się nie przeciśnie. Domestos w oczach i mop zamiast dłoni.

Możliwość zidentyfikowania się jako chujowej pani domu wyzwoliła nas z pułapki myślenia o swoim domowym nieogarze w duchu poczucia winy. Tak, ja też nie ogarniam bałaganu na chacie. Tak, ja też nie potrafię nawet ugotować jajka. Tak, ja też nie umiem obsługiwać żelazka. I nie czyni to ze mnie gorszej kobiety. Bo kobiety po prostu nie muszą być królowymi kuchni i miotły, tak jak meżczyźni wcale nie muszą być mistrzami śrubokręta i wiertarki. Mój mąż nie potrafi na przykład za bardzo przykręcić gniazdka, które wyrwał z kablem od odkurzacza, ale czy to sprawia, że jest mniej super?

Dzisiaj ChPD ma pół miliona fanów i fanek na Facebooku, Magda została wybrana głosami czytelniczek superbohaterką Wysokich Obcasów. To świadczy o tym, że wstydzimy się bałaganu coraz mniej, że nie uważamy już wcale, że albo perfekcyjna gospodyni, albo śmierć. A jednak wciąż przepraszamy za bałagan. Nawet, gdy bałaganu nie ma wcale, to tylko nam wydaje się, że staramy się za słabo. A przecież od dziewczynek zawsze wymagało się, by starały się bardziej. My, kobiety z pokolenia ChPD, wiemy dobrze, że można inaczej, ale nasze wychowanie wciąż podświadomie wzbudza w nas poczucie winy. Im bardziej jednak będziemy tego świadome, tym bardziej będziemy pilnować tego, by nie zaszczepiać tego poczucia w kolejnych pokoleniach. I wcale nie chodzi tylko o sprzątanie.

Zobacz także

34 Comments

  1. Jak byłam mała i odwiedzała nas ciocia, to zawsze mówiła, że ja powinnam poodkurzać. Gdy odpowiadałam jej, że to powinien robić mój brat, bo ja robię inne rzeczy, a on nic, to słyszałam: no ale to Ty jesteś dziewczynką… od początku się z tym nie zgadzałam. A gdy brat chciał żebym mu wypracowała koszulę, to musiał płacić ?

  2. Zawsze powtarzał moj tato, ze dom jest od mieszkania a nie od sprzatania, a gdy bsłam się pająków (nie to ze az tak brudno mielismy a ze wokol domu duzo roslin orod itc..to tata nigdy jch nie zabijal a za noge łapał i na dwór wypuszczał i mowił gdzie pająki są tam szczesliwy dom..??

  3. Ja przez to głupie sprzątanie mam jakieś nieprzerobione problemy z dzieciństwa, bo w moim domu wiecznie były kłótnie o sprzątanie. Byla też trójka małych dzieci i dwoje pracujących rodziców, więc perfekcyjnie nie było nigdy, co wywoływało kolejne spiny i awantury. Całe dziecinstwo slyszałam, jaka jestem syfiara i beznadziejny przypadek, i dzisiaj panicznie boję się, że ludzie oceniają mój stan posprzątania. Dopiero mieszkając chwilę sama na studiach zauważyłam, że można sprzątać bez wściekłości, nienawiści do świata, bez buntu. Po co ludzie to robią swoim dzieciom to ja nie wiem. Porządku ich na pewno nie nauczą ciagłymi krzykami.

  4. O, wreszcie któś mądrze ujął w słowa, to o czym myślę od lat. Dom to miejsce do życia i to życia ma być w nim widać, a nie sterylne i ascetyczne wnętrza, ułożone od linijki trzy książki i kuchnia z pustym blatem…

  5. Jeżu kolczasty w borze zielonym, ADU, jak ja Ci dziękuję za ten tekst. Widzę, że ma ponad dwa lata, cicho, wlazłam na tekst o kampanii Reserved, a ten mi poleciło pod spodem. Z perspektywy osoby z ostrymi zaburzeniami depresyjnymi, gdzie sprzątanie czasem przerasta bardziej niż wejście po schodach na pałac kultury, przepraszanie za bałagan to przepraszanie, że się żyje i jest się nieudanym egzemplarzem homego sapiensa. Homem bajzelisem. Tak się składa, że mieszkam sama i bałaganię sama sobie. No dobra, jeszcze psu, ale on już ma wyćwiczone ścieżki pomiędzy zalegającymi czasem rzeczami, we’re cool. Nie przepraszam. Uwielbiam Cię.

    1. Ada T. Kosterkiewicz

      Dziękuję! A ja uwielbiam Ciebie, wiesz 🙂

      1. Dużo jest napisane o tym, że dziewczynki są wychowywane w poczuciu, że „muszą” sobie znaleźć męża. I nauka sprzątania jest jednym z „atutów”. I że jeśli dziewczyna/ kobieta nie spełnia się w roli przyszłej małżonku/pani domu. Otóż panienki, kobietki, kobiety… tak żyć, by bycie z mężczyzną/mężem/partnerem nie było celem samym w sobie, żeby wynikało z tego, że pokochaliśmy i jesteśmy kochane, a nie jako szczyt szczęścia, że znalazłyśmy męża i teraz musimy dostawać, za przeproszeniem „wścieklizny macicy” by stanąć na „wysokości zadania” by być godną miana przyszłej mężatki ?. Taką być, robić co się lubi najlepiej, być samowystarczalną, bez myślenia „muszę mieć męża” lub muszę być Nb taka wtedy taka, muszę idealnie prowadzić dom, bo przecież mąż zarabia, mąż mnie utrzymuje…. blabla i tak dalej….

  6. Bałagan i brud to nie to samo. Chaos u mnie bywa a i owszem – mam 2 dzieci w wieku przed szkolnym jeszcze. Jednak brudu u mnie brak, lubię sprzątać, odkurzać, mycie podłogi mnie odpręża 🙂

  7. A moim zdaniem okropne jest okreslanie mnie przez kogos mianem zlej lub dobrej gospodyni. Oczywiście ta dobra zapie..a 12h na dobę tworząc z domu nibylandie dla męża. A ta zla nie rezygnuje z siebie, swoich marzen i oczekiwan wobec zycia. Dlaczego, jesli sprzatam swoje gacie, zmywam patelnie, myje okno i piekę sernik, to jestem zaraz mianowana gospodynia. A jak zrobie tort, to nie jestem cukiernikiem, jak poplace rachunki to nie jestem ksiegowa! Po co mi patriarchacka kontrola jakosci?

  8. To jest prawda, pamietam jak mi w domu mówiono, że nigdy nie znajdę męża, bo nie chcę gotować

  9. Od jakiegoś czasu pracuję jako pomoc domowa, czy jak kto woli – sprzątaczka i muszę tu rzec, iż człowiek się może uzależnić od sprzątania. Z natury jestem zwolennikiem tzw twórczego nieporządku wokół siebie i mam w d… co inni powiedzą (czytaj: robię tylko to, na co mam ochotę). Swój dom traktuję jak jeden z tych, w których pracuję, czyli ogarniam go porządnie raz w tygodniu od góry do dołu. Jednak odkąd jestem sprzątaczką, zupełnie inaczej widzę świat. Dziś, gdy wchodzę do czyjegoś domu, urzędu czy w inne miejsce, od razu zauważam wszystkie pajęczyny, kurz, plamy etc i mam ochotę zapytać, gdzie stoi odkurzacz czy miotełka do kurzu 🙂 Dlatego dziś jestem w stanie zrozumieć te wszystkie ciocie, sąsiadki i inne kobiety, które w domu miały porządek idealny. To jest choroba, obsesja, nałóg. Jeśli ktoś wychował się sterylnym i idealnym domu, sam będzie takiego samego ładu u siebie wymagał i wcale nie dla innych, tylko dla siebie. Bo ten idealny porządek ma się w głowie i w duszy. Człowiek może się źle czuć, gdy jest nieład. Tak myślę. Mój małżonek jest tego najlepszym przykładem. Co prawda już trochę się dostosował do mojego trybu życia, a jednak pierwsze co robi po powrocie z pracy, to zbieranie zabawek naszego synka, poprawianie poduszek i koca na kanapie… Sam się z tego śmieje, ale nie potrafi inaczej – tak wychowała go mama i to ma we krwi. Tak więc płeć tu nie gra roli. Robienie czegoś „bo co inni powiedzą” to chyba jednak jeszcze inna sprawa. To nie tylko sprzątanie na błysk, to też wyglądanie jak modelka, gotowanie jak Okrasa (czy kto tam teraz u was w Polsce gotuje), posiadane matury, magistra, dziecka, męża, chodzenie do kościółka w niedzielę… To wszystko są dobre rzeczy, ale nie dla każdego. Ludzie za często żyją czyimś życiem zamiast swoim własnym. Starają się ślepo naśladować innych zamiast być sobą i cieszyć się życiem. Nie chodzi o to by żyć w brudzie czy chodzić obdartym albo olewać szkołę, ale by znać umiar i mierzyć siły na zamiary 🙂

    1. Ja mam inny problem. Moje rzeczy są zawsze poukładane, posegregowane i na swoim miejscu. Bałagan przeszkadza mi w koncentracji- szczególnie, gdy pracuję. W rodzinnym domu każdy odpowiadał za swój „odcinek”, trzeba było być samodzielnym. Trafił mi się natomiast towarzysz życia przyzwyczajony do trybu „hotelowego” – czyli zostawiam brudne skarpety pod kanapą, a dwa dni później magicznie leżą wyprane na półce w szafie… Edukacja takich „egzemplarzy” po 30-stce to istne piekło… Najgorsze, że trzeci mieszkaniec, młody 10-letni człowiek, kiedy ma do wyboru 2 opcje, woli kopiować meską ?

  10. Ciekawe czasy mamy skoro bycie Chujowym jest powodem do dumy, Chcesz sprzątaj, nie chcesz nie. Ale chwalić się tym?
    Napisz co robisz fajnie, co robisz dobrze. Zatrudnij sobie sprzątaczkę, co nie jest żadnym burżujstwem tylko zwykłą oszczędnością czasu, lepiej zarobić pieniądze tym w czym jest się dobrym a potem część z tego oddać profesjonalistce od sprzątania.

    1. Tu nie chodzi o chwalenie się. Naprawdę tego nie widzisz ? Nastały czasy człowieka idealnego. Każdy musi być piękny, zdolny, wysportowany, zadbany, odnosić sukcesy, mieć czas na kulturowy rozwój, a także czas dla dzieci i ich wychowanie, idealny porządek w domu i fantastycznie gotować. Przez to co jest promowane w mediach, na kobiety jest nakładana ogromna presja. I takie artykuły mają sens. Uświadamiają że wcale nie musisz być idealna i co najważniejsze, że nie jesteś z tym SAMA w tym całym nie byciu ideałem. Bo jeżeli autorka tekstu nie napisałaby takiego artykułu i jak to ująłeś/aś nikt inny również by się tym nie „pochwalił” to wiele kobiet uważałyby się za nic nie warte. Bo przecież wszyscy sobie radzą, na pewno mają idealny porządek w mieszkaniach i w życiu. Tylko one takie nieudane wersje kobiet, nie wiedzące jak to wszystko pogodzić. Dobra. Są kobiety które są genialne w organizowaniu spraw domowych. Ale czy są idealne w pracy ? Idealnymi matkami ? Idealnymi partnerkami swoich mężów ? Mają idealne ciała ? Człowiek nie jest robotem. Wybiera coś kosztem czegoś. I żadna wersja tych wyborów nie jest wersją której ktoś powinien się wstydzić. Więc przestańcie być hipokrytami i mówić ludziom jak powinni żyć, lub z czego powinni być dumni. Ten artykuł to WYZNANIE
      nie CHWALENIE się. Znajdź różnicę….

      1. Magdalena B.P napisała sedno: jeśli ktoś żyje życiem innych zamiast własnym to ma problem.
        Nie chcesz sprzetać nie sprzątaj, nie chcesz wyglądać jak modelka – Twoja sprawa, nie chcesz odnosić sukcesów, rozwijać się etc. – to nadal Twoja prywatna sprawa. Obnoszenie się z tym – to co innego, promowanie stylu bylejakości, braku ambicji – prowadzi do smętnego, rozleniwionego społęczeństwa. Z tego co piszesz wynika, że najlepiej otoczyć się ludźmi, którzy będą mówić jacy są chujowi – bo ich wyznania pozwolą komuś innemu – również wyznawcy chujowości poczuć się dobrze.
        Teoria mówi, że jesteś wypadkową 5 osób, z którymi spędzasz najwięcej czasu – jeśli otoczysz się Chujowymi Paniami Domu, bohaterami Magazynu Porażka – będziesz taka jak oni. Twój wybór.

        Nie rozumiem tej „ogromnej presji” i „uważania się za nic nie warte”. Jeśli nie masz wartośći w sobie, nie czujesz się najlepszą wersją siebie, tylko całe poczucie wartiości bazujesz na tym co robią i powiedzą inni, tzn. że coś jest nie tak.

  11. Nareszcie ktoś normalny i piszący prawdę, brawo!!!
    Dość mam tych sterylnych domów i mieszkań i to przy dzieciach a na dodatek podczas wspólnego pieczenia ciasteczek 😉

  12. A dla mnie post jest słaby. Tak, po prostu słaby. Aktualnie zauważam „Wyzwolenie” wyżu demograficznego z lat ’70 i ’80. Sama jestem z końcówki ’90 i nie utożsamiam się z waszymi problemami. Kiedy miałam zwierzaka, sprzątałam codziennie. Zmieniam wodę dwa razy myjąc jedno pomieszczenie, bo jeśli mam myć podłogę to nie widzę sensu w dalszym roznoszeniu kurzu. Nauczyliście się tego „wyzwolenia” używać jako argumentu dla Waszego lenistwa. Uważacie, że jesteście Ważykami tego pokolenia, a tak naprawdę jesteście leniwi i życiowo niepełnosprawni. Przykro mi, że nie macie normalnego podziału ról w związku i jednocześnie przeraża mnie, że uważacie nieumiejętność używania żelazka za coś normalnego-dzięki takim wymówkom macie jednak czas, aby godzinami wypisywać głupoty na Internecie. Wolę być Millenialsem – gotuję, sprzątam, PRASUJĘ, pracuję i współczuję Wam tej wewnętrznej konieczności tłumaczenia wszystkim wokół, że jest ok, bo jesteście leniwi.

    1. o ludzie, tak bardzo jesteś w błędzie.
      nie chodzi o lenistwo – bo to, że ktoś nie sprząta nie znaczy że w tym samym czasie leży na kanapie w poplamionym dresie i ogląda seriale, a o to, że nie widzi sensu „dwa razy wymienianej wody na jedno pomieszczenie”, tracenia czasu na dokładne sprzątanie, które ani nie jest potrzebne dla zdrowia ani w ogóle nic nie zmienia. wolimy robić inne rzeczy, rozwijać się, czytać, pisać i mieć pewną zgodę na nieporządek, bo wcale nie jest tak że MUSI być czysto, poprasowane, pomyte itp kto tak powiedział? trzeba się uczyć żyć po swojemu.

    2. Jak dla nie komentarz słaby…po co w takim razie to czytasz? Czy nie lepiej zająć się pucowaniem domu wg „normalnego” podziału ról….? Ja nie muszę, bo jestem flejtuchem z pokolenia X, więc sobie czytam, żeby się jakoś usprawiedliwić przed samą sobą… ale Ty? Tobie się dziwię, że to czytasz… strata czasu! Dziś sobota.. czas pucowania! Ja sobie tymczasem wypiję kawkę 🙂

    3. Podpisuję się pod tym obiema rękami, syf w domu a ten wpis to zwykłe usprawiedliwianie swojego lenistwa i niezaradności.. Sprzątania, dokładne czy niedokładne, to nie strata czasu, to umiejętność gospodarownaia swoim czasem, planowania i zaradności. Mam czas zarówno na to żeby ogarnąć mieszkanie, ugotować obiad, do tego pracuję, mam czas na czytanie, bieganie i mnóstwo innych rzeczy, perfekcyjną panią domu nie jestem, ale nie wyobrażam sobie siedzieć w syfie tylko po to żeby przeciwstawiać się tradycyjnym podziałom ról w związku, czy jakimś tam innym ideologiom…

    4. Ajj, ale umiejętność prasowania nie zwalnia z umiejętności czytania ze zrozumieniem…
      To, że się rzuci ciuchy na krzesło zamiast od razu grzecznie do szafy nie oznacza zaraz lenistwa. A autorka nie pochwala robienia chlewu wokół siebie, a jedynie piętnuje wpajanie kobietom schematu gosposi idealnej, która nie ma czasu dla siebie.

    5. Słabe jest to, że jesteś neokonserwatystką – w Europie, w XXI wieku. Gdybyśmy wszyscy tacy byli, dziewczynki nadal nie chodziłyby do szkół, a czarni byliby niewolnikami. Są inne źródła poczucia wartości, niż obsesja sprzątania – a już na pewno głupio jest się tak podpierać psychicznie tym, że jesteś lepsza, bo te inne kobiety są po prostu leniwe. Normalne w związku jest to, że ludzie są równi, a nie, że jedno udaje, że nie ma mózgu.

      1. Współczuję, że nie żyjesz w związku z podziałem ról. U mnie nawet podziału ról nie ma, ale zwykłe wymienianie się. Raz sprzątam ja, raz Ty. A dzisiaj jeszcze raz Ty, bo mam dzisiaj dłużej zajęcia, okres – niepotrzebne skreślić, a w czwartek ja, bo Ty wracasz zmęczony, a ja chętnie zrobię obiad. Naprawdę nie znasz tego?

        1. To, co przedstawiasz jako przykład, to nie żaden podział ról. A przecież chwalisz „normalny” podział ról – czyli nie rozumiesz tego pojęcia. Bez sensu jest pisać „współczuję”, gdy wcale nikomu tu nie współczujesz, tylko wręcz wywyższasz się.

          1. Dokładnie Natalia..
            Ja bym do tego co piszą dziewczyny dopisała, że po prostu jednak za mało pracujesz, nie jesteś zmęczona i masz za mało zajęć.
            Zobaczymy jak się dorobisz dzieci, (zwierząt lub nie) i wpadniesz w kierat pracy.
            Wrócisz o godzinie powiedzmy 16. Na szybko coś ugotujesz lub twój partner, ogarnięcie na bardzo szybko siebie i robi się 18.
            Nie mówię już w ogóle o dzieciach i sprzątaniu z nimi lub po nich, o niewyspaniu 🙂
            Gdzie będzie Twój czas dla Ciebie? Ja nawet o jakichś kreatywnych zajęciach nie mówię 🙂 ba! o zwykłej drzemce 😉
            Gdzie będzie ten czas na perfekcyjne ogarnięcie domu?
            Współczuć to ja bardzo współczuję, bo czeka Cię bardzo bolesne zderzenie z rzeczywistością 😀
            Dwa razy zmienianie wody na jedno pomieszczenie jeśli się ma kilka pokoi, kuchnię, łazienkę, przedpokój, pracę, gotowanie, prasowanie 😀 😛

  13. Moja mama jest pedantką. Dużo czasu zmarnowała na to, żeby po urodzeniu dzieci nią pozostać. Teraz ze śmiechem wspomina, jak na kolanach zmywała podłogę i zmieniała wodę dwukrotnie przy każdym pomieszczeniu, żebym mogła raczkować po nieskazitelnie czystej podłodze. I jak się załamała, kiedy wypuściła mnie na to świeżo umyte, a ja po minucie miałam czarne kolana. Ot, życie na Górnym Śląsku.

    Na szczęście odpuściła. Nigdy nie słyszałam, żeby przepraszała gości za bałagan. Nigdy też nie padło to słynne zdanie o pomaganiu w domu. Wszyscy mieszkamy, więc wszyscy ogarniamy – jeden wynosi śmieci, drugi myje kibel, trzeci wiesza pranie.

    Teraz sama mam małe dziecko, a mieszkanie często wygląda, jakby wybuchła tu bomba. Wiem, że będzie gorzej, jak latorośl zacznie być mobilna. Przyzwyczajam się i przyzwyczajam do tego gości. Dom jest od mieszkania i póki nie jest brudno, to może być bałagan czy rozgardiasz. Jak się poczuję źle, to posprzątam.

    Ale nie czuję się ChPD.

    1. ostatnio teściowa pomagała mi sprzątać – bałagan osiągnął już irytujące rozmiary, bo mój 11miesięczniak ma zabawę z wyciągania wszystkiego z szafek i ganiania za kupką śmieci, która tworzy się podczas zamiatania, a jak już czymś się zajmie to zazwyczaj jest to niebezpieczne dla jej życia więc sprzątanie jest TRUDNE 😀 w każdym razie, teściowa miała wziąć bobasa, ale było brzydko, więc w końcu mi pomogła ogarnąć. jej podejście do sprzątania mnie zadziwiło, bo mówiła mi np., że jak jej dzieci były małe to sprzątała zawsze jak zasnęły 😮 że sama nie zaśnie jak nie jest posprzątane. nie mówiąc o tym, że poziom posprzątania kuchni był naprawdę wysoki – myśle że ja nigdy nie wpadłabym żeby niektóre rzeczy zrobić (typu mycie listew od podłogi, kontaktów). rzeczywiście było to dość przygnębiające, bo czułam że przyznając się do tego, że dla mnie to nie jest oczywiste i mam zgodę na porozrzucane przyprawy czyni ze mnie gorszą osobę, matkę, żonę… trzeba się wyzwalać z tego, bo rzeczywiście są tu wątki genderowe do grubszej rozkminy

  14. Słusznie prawisz! Co nie zmienia faktu, że większość kobiet lubi lajkować wpisy Chujowej Pani Domu i żartować z siebie na fb i wśród znajomych, ale jak przychodzi co do czego i mają się pojawić goście, to pucowanie okien na błysk wciąż się odbywa…

  15. Sprzątanie aby zadowolić innych, aby sprostać nie swoim standardom: tfu
    Ja nie przepraszam. Do tego nie oceniam: znam takich co lubią np myć naczynia. Uspokajają się sprzątając.
    Jednocześnie: pożądam i potrzebuję „komfortu wolności od brudu” czy może raczej chaosu/bałąganu. Wciąż szukam sposobów jak coś zrobić a się nie narobić 😉

  16. Też jestem wdzięczna moim rodzicom, że mnie tego nie nauczyli. W domu podział obowiązków był mniej-więcej równy (i nie wykluczający mnie, kiedy już na tyle podrosłam), oparty na tym, co kto woli robić. Oprócz mycia garów – tego nikt nie chciał wziąć na siebie i ustaliliśmy dyżury. Wszyscy sprzątali, wszyscy gotowali, a mój tata był mistrzem ciasta drożdżowego.

    Tak naprawdę dopiero jak dorosłam i zaczęłam spotykać facetów, którzy niczego wokół siebie nie potrafili zrobić i dziewczyny, które kręciły się jak z pieprzem w … żeby wszystko w domu i poza nim ogarnąć, zdałam sobie sprawę, że nie u wszystkich sytuacja wyglądała, jak u mnie.

  17. Zawsze mnie bawi, kiedy wchodzi się do kogoś i od progu się słyszy, że nie tylko przepraszają za bałagan, ale żeby jeszcze butów nie zdejmować, bo i tak jeszcze niepoodkurzane. Jakby nie można było powiedzieć po prostu: „nie zdejmuj butów”. U mnie w domu rodzinnym był i jest podział obowiązków i do tego panował rodzaj artystycznego nieładu. Do jednego się jednak muszę przyznać, mam obsesję ze ścieleniem łóżka, nie wiem skąd. Nie wyjdę z domu, póki nie pościelę łóżka i wszyscy domownicy zastanawiają, skąd mi się to wzięło.

  18. Genialny post, powinnam go wydrukowac i podarować mojej rodzicielce. Za każdym razem przyjeżdżając do rodzinnego domu, słyszę to samo. dzień w dzień, chyba już jej to nie przejdzie. Sama przetraciła większość swojego życia na wręcz chrobliwe sprzątanie. Smutne, bo tyle pięknych rzeczy jest dookoła nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj