Kultura gwałtu ma się dobrze. Czas to zmienić

Znacie już na pewno niechlubną sprawę grafiki Głównego Inspektoratu Sanitarnego, na której to „mądra dziewczynka pilnuje drinka”, czyli niby to ostrzeżenia przed pigułką gwałtu. Kilka naprawdę mądrych osób zrównało tę kampanię z ziemią, słusznie zauważając, że wpisuje się ona doskonale w narrację typową dla kultury gwałtu. Pod artykułami i postami krytykującymi GiS pojawiły się oczywiście komentarze broniące grafiki i jej przekazu. W liczbie naprawdę sporej. Ich lektura jeszcze mocniej niż rzeczona grafika utwierdza w przekonaniu, że kultura gwałtu ma się dobrze.

czytaj

Matka matce wilkiem. Nic nie wiesz, stul dziób

Myślałam, że to się kończy wraz z porodem, ale jednak się myliłam. Wiecie jak to jest: gdy nie masz dzieci nie masz też absolutnie żadnego prawa do posiadania opinii na ich temat. Po prostu „You know nothing, Jon Snow”, nie wypowiadaj mi się tu na temat rodzicielstwa i wychowania, bo gówno wiesz. I co z tego, że każda i każdy z nas wychował/a się w jakiejś rodzinie (no chyba, że w bidulu, ale to też jakieś wychowanie) i w jakimś tam stopniu potrafi jeszcze sobie przypomnieć, jak to jest być dzieckiem, co w tym wychowaniu było w porządku, co działało, a co zupełnie nie. Bynajmniej. Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic, póki nie zostaniesz rodzicem? Otóż też nie.

czytaj

Jak wygrać z minimalizmem w swoim domu w siedmiu prostych krokach

Ponad dwa lata temu wprowadziłam się do nowego mieszkania z silnym postanowieniem niezagracenia. W planach były białe meble, szare dodatki i minimum klamotów. Może nie minimalizm ekstremalny, o którym donosiły szokujące nagłówki magazynów lifestylowych: „sto rzeczy niezbędnych do życia na stu metrach kwadratowych”, ale chociażby maksimum umiaru na jaki mnie stać. Zwłaszcza, że z tych wspomnianych stu metrów nie miałam nawet połowy. Uhmm, tak. Łatwo powiedzieć. Dziś porozmawiamy o urządzaniu wnętrz w modelu długofalowym.

czytaj

Co nam zostało po Ally McBeal?

W czasach nieograniczonej konsumpcji seriali dostępnych na wyciągnięcie ręki, gdy jesteśmy w stanie ekscytować się daną produkcją tak naprawdę tylko w czasie emisji (oraz krótko przed i krótko po), bo za chwilę ekscytujemy się już czymś innym, fakt że kochałam kiedyś serial telewizyjny tak mocno, że (tak, to wstydliwe wyznanie) trochę pod jego wpływem wybrałam kierunek studiów, wydaje się dziś jakimś kosmosem. Tak było właśnie z „Ally McBeal”. Wydawało się wtedy, że to jeden z tych seriali, który na pewno wejdzie do kanonu kultowych produkcji przełomu wieków, a jednak, dziś jest wcale tak dobrze o nim nie pamiętamy. 20 lat po premierze i 15 po zakończeniu emisji, zastanawiam się, co nam zostało po „Ally McBeal”.

czytaj

Dwa domy

Nie lubię pisania o związkach, ale czasem coś we mnie pęka. I na przykład przedwczoraj pokłóciłam się z mężem. Już się pogodziliśmy, jakby kto pytał. No i nie o tym ten tekst. Ale. Jak już się pokłóciłam, to pomyślałam o tym, o czym zwykle myślę, gdy się z nim pokłócę. No więc o tym, że chciałabym teraz uciec do własnego domu. Zamknąć się w drugim pokoju to za mało. A to nawet poważna kłótnia nie była, tylko kot nam na kanapę nasikał.

czytaj

Dzielnik #15

Już tak dawno nie było tu Dzielnika, że omal nie machnęłam się z jego numeracją. Nie przedłużam więc niepotrzebnie wstępu, tylko lecę z koksem, czyli dobrymi linkami. Chodźcie!

czytaj

Smutek / hashtag pogardy

Jednak dominującym uczuciem, z którym wracałam z protestów był smutek. Gdy Karolina Micuła śpiewała „Odę do radości” niemal wyłam z tego smutku. Bo pamiętam bardzo dobrze, jak 13 lat temu stałam w tym samym miejscu, we wrocławskim Rynku i z tłumem, chyba wcale nie mniejszym niż ten dziś protestujący, świętowałam wejście Polski do Unii Europejskiej. Nie, żeby Unia była taka super. Nie, żebym wtedy była jakąś szaloną euroentuzjastką. Ale. No właśnie ale. To „ale” to jest zderzenie czasów nadziei, może naiwnych nadziei ale zawsze nadziei, z czasami pogardy. To chyba to, co wywołuje najwięcej mojego smutku.

czytaj

5 moich ulubionych rysowniczek z internetu

Gdybym umiała lepiej rysować i zamiast rozpisywać się na kilka stron A4 potrafiła skutecznie zwijać swoje myśli do czystej esencji, zamiast pisać bloga, pewnie tworzyłabym krótkie komiksy. Ponieważ jednak mam wiele do zarzucenia mojej kresce i posiadam zbyt rozwiniętą skłonność do analizy kosztem syntezy, nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachwycać się i zazdrościć innym. Dzisiaj przedstawiam Wam piątkę moich ulubionych rysowniczek krótkich form komiksowych, na których stronach uwielbiam marnować czas (marnowanie czasu jest spoko). Andrzejowi Mleczce mówię „panu już dziękujemy”, wolę te dziewczyny.

czytaj
Strona 3 z 2212345...1020...Ostatnia »