Jak można oszczędzać na dziecku?

Powiem Wam w tajemnicy, albo nawet nie w tajemnicy, tylko całkiem otwarcie, że zanim urodziło się moje dziecko, wierzyłam wszystkim tym ludziom, którzy ostrzegali, że dzieci to skarbonka bez dna. Bo co, dziecku nie kupisz? Dziecku odmówisz? Na dzieciach się przecież nie oszczędza, bo jak tak można. A potem okazało się, że jednak się da i to wcale nie mając wobec niego złych intencji. Dziś napiszę Wam, jak robię to ja.

czytaj

Nasi, czyli ballada o Januszu

Dochodzimy do patologicznej sytuacji, w której nieważne jest, co się mówi, ważne kto mówi i do kogo mówi. Nasi mogą, bo są nasi. Wolno im to, czego nie wolno nie-naszym, za co nie-naszych potępiamy. Hipokryzja level hard, co nie? Prawie jak wielcy przeciwnicy aborcji wysyłający swoje córki na zabiegi do Czech, bo “to co innego”. Za mocne porównanie? Nie sądzę.

czytaj

Mężczyźni tłumaczą mi feminizm

Głosy wsparcia są ważne, nie chodzi o to, by mężczyźni milczeli w sprawach feminizmu i praw kobiet. Problem zaczyna się wtedy, gdy męski głos poucza, gdy próbuje zagłuszyć głosy kobiet, albo próbuje je uwiarygodnić. Być może wcale nie robi tego intencjonalnie, ale efekt jest jaki jest i wtedy wracamy do punktu wyjścia. Punktu, w którym kobiety nie mają głosu, albo mają go wtedy, gdy uwiarygadnia je głos mężczyzny. Bo to trochę tak, jakby jakiś biały człowiek wychylał się zza Martina Luthera Kinga i po cichu próbował grać pierwsze skrzypce.

czytaj

Moich 7 pierwszych prac. Tak, jak się to robi w Polsce

Pamiętacie, jak w tamtym roku blogerzy tłumnie pisali teksty w łańcuszku pod tytułem „Siedem Pierwszych Prac”? Nie napisałam wtedy tego wpisu – zanim się do tego zabrałam, temat ucichł i o nim zapomniałam. Robię to teraz. Przypomniał mi się nad ranem, gdy rozbudzona po ostatnim karmieniu córki, nie mogłam już zasnąć i myślałam o książce Kamila Fejfera „Zawód”. Pomyślałam o tym, że warto ten tekst napisać właśnie tak. Nie po to, żeby narzekać, bo ostatecznie moja historia kończy się całkiem niezłymi pieniędzmi i raczej nie powinnam uważać się za przegrywa. Po to, by podejść do tematu możliwie najszczerzej i przyjrzeć się sobie samej w paszczy rynku, który wcale nie dla wszystkich jest rynkiem pracownika. Przed Wami więc moich siedem pierwszych prac w wersji zupełnie bez lukru.

czytaj

#metoo. Budzimy się, a rycerze wciąż śpiący

Ci wszyscy faceci, którzy chcą żyć patriarchalnym snem, w którym wszystkie kobiety są ich, są ciche, usłużne, zawsze chętne, ale cnotliwe, nigdy nie odmawiają seksu, a jak odmawiają należy im się kara, która należy się również za seks. To jest słodki sen niektórych mężczyzn, który dla niektórych kobiet jest koszmarem na jawie. Rycerze walczą w turniejach w barwach swoich dam, a potem jadą na krucjaty, by plądrować i gwałcić. Stara historia, a model wciąż żywy. Pytanie, czy istnieje kopia wystarczająco ostra, by ich dźgnąć i obudzić.

czytaj

Dzielnik #17

W najnowszym Dzielniku m.in.: jak mądrze planować wydatki nawet, gdy nie jest się szczególnie oszczędną osobą, czy istnieje sensowny biologiczny powód, by golić nogi, jak polubić siebie i czy rasy człowieka naprawdę istnieją. Oraz na co do teatru, dokąd na wystawę i jaką książkę dziecku. Chodźcie, bo fajne rzeczy polecam w tym miesiącu.

czytaj

Żryj gruz i nie narzekaj, czyli pokoleniowa beznadzieja „Zawodu”

Rynek pracy w Polsce to smutny obrazek. Może nie od razu obraz nędzy i rozpaczy – te są nagłe i dotkliwe jak sztorm dziesięć w skali Beauforta – ale z pewnością beznadziei (to ten upierdliwy deszcz padający bez przerwy od dwóch tygodni). O beznadziei polskiego rynku pracy i toczących go chorobach pisze Kamil Fejfer, autor facebookowego Magazynu Porażka, w książce-reportażu „Zawód. Opowieści o pracy w Polsce. To o nas”. Pisze świetnie i, niestety, pisze o sprawach, które brzmią aż nadto znajomo.

czytaj

Piosenka o moim sąsiedzie

Mieszkam na styku, w miejscu, w którym social bubble kredytowej klasy średniej prawie pęka. Za oknem sztucznie grodzonego osiedla jest inny świat. Świat, który oficjalnie mamy w pogardzie, chociaż trochę nas fascynuje jak gombrowiczowski parobek: menele, sebiksy, karyny, psy w typie jorka i szaliki Ślązeczka. Wystarczy jednak zamknąć furtkę i udawać, że go nie ma, że jesteśmy u siebie i tylko u siebie. Ta furtka to bariera psychologiczna, mur na zombie z nocną strażą za 3,50 za godzinę dla ciecia. Cieć też dla niepoznaki ubiera się na czarno. Mur poczucia wyższości i zabezpieczenia przed okazją, która czyni złodzieja. Nasze osiedle liczy sobie trzy bloki. Trzy bloki enklawy w środku dzielni, w której jeszcze kilka dekad temu można było bez powodu kosę dostać. Dziś nikt się kosy nie boi, no chyba że biega po ulicy z szalikiem Legii Warszawa. Niektórzy nazywają to rewitalizacją, inni gentryfikacją. Gentryfikacji oficjalnie nie ma, bo z komunałek naprzeciwko jeszcze nikogo nie wyrzucili, ale kto wie, czy to nie kwestia czasu. Jest za to furtka. I jest jeszcze mój sąsiad.

czytaj
Strona 1 z 2212345...1020...Ostatnia »