Zwyczajowy wpis, jaki wrzucam na bloga 11 listopada

windo - Zwyczajowy wpis, jaki wrzucam na bloga 11 listopada

W tym roku miałam nie pisać zwyczajowego wpisu na 11 listopada, ale jakoś wczoraj około południa przyszła mi do głowy pierwsza miła myśl o Polsce od lat. Pomyślałam sobie o protestach po 22 października i o tym, jak w tłumie poczułam, że może jednak warto tu być, że coś musi się zmienić, że może właśnie się zmienia, że warto być częścią tej zmiany. Że nie jesteśmy w tym kraju tacy najgorsi i jak w reklamie, jesteśmy tego warci. To znaczy warci, żeby ta stara, duszna Polska, której PiS jest jest bardziej rezultatem niż stwórcą, rozpadła się w pizdu. Nic lepszego nie może jej spotkać.

Jeszcze tydzień wcześniej miałam wszystkiego dość i na poważnie zastanawiałam się dlaczego nie emigrowałam.

*

Nie umiem nazwać się patriotką. To jest dla mnie jakieś abstrakcyjne pojęcie. Ciężko to wytłumaczyć, a może wcale nie. Nie mam potrzeby definiowania się w ten sposób. Nie kocham tego kraju, ani go nie nienawidzę. Nie chcę się z niego wyprowadzać, bo chcę mieć blisko rodzinę, i chyba tylko dlatego (chociaż pandemia brutalnie śmieje się nam w twarz ). Zależy mi na ludziach. Zależy mi na ludziach, którzy żyją w tym kraju, nie ważne skąd pochodzą, czy i do kogo się modlą, z kim sypiają. Żeby mogli żyć po swojemu i żeby mogli żyć bezpiecznie. A mojemu krajowi, tzn. tym, którzy nim rządzą i tym, których ci rządzący faworyzują, zależy tylko na niektórych. I tutaj mamy problem. Nic nowego.

*

Paradoksalnie w momencie największego dna dostrzegam światełko w tunelu. Dostajemy po dupie, bo nie dość, że pandemia, z którą rząd sobie nie radzi, to jeszcze orzeczenie TK, oznaczające, że kobiety będą zmuszane do rodzenia dzieci z wadami letalnymi. Protestujemy i okazuje się, że władza jest gotowa nas pacyfikować. Jakaś porąbana Kaja składa w Sejmie projekt “Stop LGBT” i to nie jest tak, że “oni przecież tego nie zrobią”. W międzyczasie upada mit Papieża Polaka, bo wychodzi na jaw tajemnica poliszynela, że on jednak wiedział o pedofilii w kościele i tuszował, chociaż na razie wszystko na Dziwisza. I bardzo dobrze, że upada. Przy okazji kończy się “naród polski, tak jak go dotąd postrzegaliśmy”, mówi prezes Kaczyński. I mam nadzieję, że się nie myli. Niech się kończy naród z jego wizji. Niech się zacznie społeczeństwo. Niech się zacznie społeczna zmiana. Jestem przekonana, że ona się zaczyna.

*

Chciałam tylko powiedzieć Ci, że żyjemy w obrzydliwych i jednocześnie pięknych czasach. Właśnie na naszych oczach zaczyna walić się sojusz ołtarza z tronem. To dopiero pierwsze kamienie odpadające z elewacji, ale zaczyna się dziać i może będzie tak, jak nam obiecywali za Tuska, że będziemy mieć u nas Irlandię. Przede wszystkim powoli powoli przestajemy się w tym społeczeństwie polskim bać głośno mówić, że ten sojusz istnieje i w końcu ktoś zaczyna też tego słuchać. Do końca długa droga, ale to się dzieje i zmiana przyjdzie. Zmiana w nas, która oznacza, że odrzucimy hipokryzję, odrzucimy przemoc patriarchatu i wszystkie mity, którymi nas karmią, żeby nas dyscyplinować. Możemy sobie zbić piątki, bo bierzemy w tym udział, nawet jeśli jest niewielki.

Tak, widzę światełko w tunelu i tym światełkiem jest zmiana społeczna. Oczywiście po drodze mogą nas rozjechać czołgiem. Czasy są wciąż obrzydliwe.

*

Na koniec, żeby nie skończyć w typowym ponurym nastroju, jaki zawsze mam w listopadzie, zdanie, które zapisałam sobie dwa tygodnie temu i jest tak głupie, że muszę się nim podzielić:

Mogą nas rozjechać czołgami, ale nikt nie odbierze mi tego, że śpiewałam ***** *** pod melodię Call on me.

Już nie będę się wstydzić tego, że mam tę piosenkę na playliście.

Bo musicie wiedzieć, że Eryk Prydz zajmuje szczególne miejsce w moim sercu ze względu na hermetyczną anegdotę, z którą jest związany. To anegdoda niemal tak zabawna, jak ta o ciele papieża spadającym z katafalku, o której też wam pewnie niedługo napiszę. Otóż teledysk do tej piosenki: jak one tam ćwiczą ten aerobik w strojach z głębokich lat 80. to nie widać im ani jednego wystającego włoska. Dlatego z Ulką, moją kumpelą, jak zobaczyłyśmy to po raz pierwszy, zaczęłyśmy nazywać tę piosenkę “wygolone” , bardzo nas to bawiło i nadal tak na tę piosenkę mówimy. To był 2004 rok, wszystkie miałyśmy bobry.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj