To jest wojna. To nie jest koniec. To jest początek

24102016 1 - To jest wojna. To nie jest koniec. To jest początek

Wczoraj fasadowy Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że istniejąca w obecnej ustawie o przerywaniu ciąży przesłanka embriopatologiczna (śmiertelne i nieodwracalne wady płodu, nie „eugeniczna” – nie używajcie tego wprowadzającego w błąd słowa) jest niezgodna z konstytucją. Oznacza to ni mniej ni więcej, że ten fragment przepisu ma zostać wykreślony z prawa. Tym samym w Polsce praktycznie całkowicie zakazana zostanie aborcja (97% legalnych zabiegów w 2019 to właśnie takie przypadki). Oznacza to też, że 22 X 2020 skończył się w Polsce zgniły kompromis.

Skończyło się udawanie, że coś takiego jak kompromis w sprawie aborcji kiedykolwiek istniało. Władza odkryła karty do końca, pokazując jak bardzo ma nas w dupie. W środku pandemii, w dniu, w którym zdiagnozowano ponad 12 tysięcy nowych chorych na Covid-19, nie ma ważniejszych spraw w tym kraju, niż zakazywanie aborcji. To dogodny czas, bo nie możemy protestować tak, jak robiłyśmy to regularnie od czterech lat.

Tu nie chodzi o to, że ci ludzie, którzy właśnie fundują kobietom w Polsce psychiczne tortury, wierzą, że płód naprawdę jest ważniejszy od urodzonej osoby. Tu jak zwykle chodzi o kontrolę.

Czy jestem w szoku? Nie. Czy jestem wkurwiona. Na maxa. Wy pewnie też.

Zdjęcie, które ilustruje ten wpis zostało zrobione prawie dokładnie cztery lata temu. 24 października 2016 roku. To była druga tura Strajku Kobiet, dwa tygodnie po Czarnym Poniedziałku, kiedy setki tysięcy osób na ulicach zatrzymały projekt zaostrzenia prawa antyaborcyjnego, forsowany w Sejmie przez Ordo Iuris. Byłam w czwartym miesiącu ciąży. Już po tych badaniach prenatalnych w dwunastym tygodniu, kiedy możesz dowiedzieć się, czy wszystko w porządku. Było w porządku, ale i tak przeżywałam to, co się wtedy działo podwójnie.

Kiedy zachodziłam w planowaną ciążę, próby zaostrzenia ustawy już się toczyły, a ja działałam już wtedy we wrocławskich dziewuchach i cały ten pomysł z dzieckiem, wymyślony w lepszych czasach, wydawał mi się spacerem po linie. Trzęsłam się przed każdym usg bardziej niż bym się trzęsła, gdybym zdecydowała się na ciążę rok wcześniej.

Przyspieszony kurs radykalizmu

Pamiętam jak kilka miesięcy przed październikiem, gdy knułyśmy z dziewuchami w naszym stałym miejscu spotkań i dopiero kształtowały się wspólne postawy i strategie, jedna z moich koleżanek powiedziała: a niech zakażą całkiem tej aborcji, może się wtedy wszyscy przebudzą. Później ten tekst powracał jak mantra za każdym razem, gdy czułyśmy się osamotnione i gdy wkurwiały nas głosy w obronie “kompromisu”, chociaż wcale nie chciałyśmy zaostrzenia zakazu, wręcz przeciwnie.

Cztery lata to dużo czasu, żeby się zradykalizować. Ale być może w ciągu ostanich kilkunastu godzin wiele osób przeżyło przyśpieszony kurs radykalizmu. To, co się wczoraj stało to jest koszmar. Realny koszmar dla osób, które zostaną postawione w sytuacji bez wyboru, czyli bez wyjścia. To złe i przerażające.

Jednocześnie opadła ostatnia zasłona. Nie ma powrotu do tego, co było. Wiemy już, że to nie działało. Było ochłapem. Prawem, które nie tak łatwo było też wyegzekwować. Teraz możemy już tylko walczyć o wszystko. Bo mamy wielkie nic.

Wierzę, że w końcu wygramy, bo to po naszej stronie jest słuszność.

Szkoda, że to będzie walka po trupach. Zawsze jest. Chce mi się wyć, gdy to piszę. Będą cierpieć kobiety zmuszone do rodzenia, bo nie będzie ich stać na nielegalną aborcję. Będą cierpieć dzieci, które się urodzą, skazane na cierpienie i zero pomocy ze strony państwa. Będą cierpieć te kobiety, które bardzo chciałyby mieć dzieci, ale nie zdecydują się na zajście w ciążę ze strachu przed nowym prawem.

Dwa lata temu Irlandki wywalczyły prawo do aborcji. Wcześniej była tam całkowicie zakazana. Trzeba było strasznej śmierci Savity Halappanavar (w 2012 roku odmówiono jej aborcji, lekarze czekali aż trzy dni aż płód obumrze, do macicy wdała się sepsa, kobieta po tygodniu umarła) i wielu lat kampanii aktywistek pro-choice. 

Tak, nie mieli takiego rządu jak my dziś i ich kościół zaczął tracić rząd dusz. Tak, jesteśmy w beznadziejnej sytuacji. Jesteśmy w ciemnej dupie, bo z niekonstytucyjnością jednej z przesłanek do aborcji, odkręcenie tego gówna w przyszłości będzie jeszcze trudniejsze. Chociaż z drugiej strony, PiS właśnie nam pokazuje, jak się łatwo ustawia trybunały pod swoje widzimisię (wcale nie pod dyktando niefinasowanych przez niekreml niefundamentalistów, co nie?).

Teraz naprawdę nie mamy już nic do stracenia.

Bo to jest wojna. To nie jest koniec. To jest dopiero początek.

______

Wczoraj w Warszawie policja zatrzymała kilka osób, potraktowała też ludzi gazem.

Dzisiaj w Warszawie i w innych miastach kolejne protesty. W dystansie i w reżimie sanitarnym. Bądźmy, jeśli możemy.

Póki co, mamy to, co zawsze: pomoc wzajemną. Jeśli jeszcze nie znacie, a potrzebujecie, lub będziecie potrzebować:

Zobacz także

3 Comments

  1. A ja się zastanawiam, czy, a jeśli tak, to jak obecne protesty wpłyną na cofnięcie tego, co się wydarzyło w czwartek? Bo ja nie widzę ich sensu, sądzę, że nie da się odwrócić czwartkowego wyroku bez zmiany konstytucji. Mogę o czymś nie wiedzieć, ale na razie nie widzę możliwości, żeby coś się zmieniło. Stało się i się nie odstanie, dlatego, że ludzie wyjdą na ulice. Wydaje mi się, że protesty tylko/aż umocnią poczucie jedności wśród uczestniczących w nich osób, ale realnie nie wpłyną na zmianę prawa.

    1. czwartkowy wyrok nie ma mocy prawnej jeśli nie zostanie opublikowany w Dzienniku Ustaw, dlatego jednym z postulatów Strajku Kobiet jest „nie publikować orzeczenia”

  2. To jest ta jedna rzecz, której „potrzebowałam”, żeby się załamać. Mamy pandemię, z dnia na dzień jest coraz gorzej, rząd działa po omacku. Coraz więcej osób w moim otoczeniu trafia na kwarantannę i otrzymuje pozytywny wynik testu na Covid. Myślę, że większość z nas ma podobne doświadczenia. Ludzie tracą możliwość zarabiania na życie, coraz bardziej się boją. I nagle JEB! Obuch w łeb, decyzja, która stawia dotychczasowe wydarzenia w tym kraju w nowym świetle. Boję się żyć w Polsce. Tak bardzo żałuję, że się tu urodziłam. i że urodziłam się kobietą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj