Dlaczego walka o zachowanie obecnego “kompromisu” to nie jest żadne rozsądne rozwiązanie

122474697 1081350685647499 4223901623187397298 n 1 - Dlaczego walka o zachowanie obecnego “kompromisu” to nie jest żadne rozsądne rozwiązanie

czyli
Dlaczego chcemy całego życia, a nie tylko trochę
Dlaczego chcemy pełni praw człowieka, a nie tylko trochę

Toczą się teraz gorące dyskusje o tym, czy w obecnych warunkach postulat legalizacji aborcji jest okej. Więc w kilku punktach spróbuję napisać wam, dlaczego uważam, iż walka o utrzymanie tzw. “kompromisu” nie ma sensu. Z punktu widzenia społecznego, politycznego, tego, jak się walczy o prawa człowieka i tego, jak wygląda dynamika protestów.

1. Nie ma powrotu do tzw. “kompromisu”, bo ten kompromis już dawno nie istnieje. Z klauzulą sumienia, regionami w Polsce, gdzie żaden szpital nie wykonuje legalnych zabiegów aborcji, to od lat zwyczajnie jest fikcja. Fikcja, którą w dodatku wciąż się przycina, np. klauzulami sumienia. Teraz próbuje się ją przyciąć jeszcze bardziej przez wyrok TK. W końcu „kompromis” to coś co można negocjować, prawda? On nie ma granic, jutro powiedzą, że nie tak się umawialiśmy i że w ogóle się umawialismy, za 25 lat nikt nie będzie pamiętać, że kiedyś było inaczej.

2. A kobiety ( *szerzej: osoby z macicami) i tak jeżdżą po aborcję za granicę, sprowadzają stamtąd tabletki poronne. Kobiety po prostu sobie radzą. To nie jest tak, że w Polsce aborcja to te 1100 przypadków legalnych zabiegów w roku. To jakieś sto tysięcy zabiegów w podziemiu, w sąsiednich krajach i aborcji farmakologicznej w domu. Tego nie zmienia ani całkowity zakaz aborcji, ani tzw. “kompromis”.

3. Za to zakaz, czy jest całkowity czy tylko prawie, zawsze najmocniej uderza w biedne osoby, które na tę aborcję zwyczajnie nie stać. To one będą korzystały z niebezpiecznego podziemia, to one tak naprawdę będą zmuszone, żeby rodzić. Mając kasę, mamy wybór. Aborcja w Polsce istnieje, po prostu jest towarem.

123210058 408625360301418 3082179771297884391 n 819x1024 - Dlaczego walka o zachowanie obecnego “kompromisu” to nie jest żadne rozsądne rozwiązanie

4. Postulat walki o legalizację aborcji nie wyklucza postulatu natychmiastowego wycofania się z wyroku TK. To po prostu szerszy postulat. Mniejsze wynika z większego. Dlaczego mamy o tym nie mówić? Dlaczego mamy o to nie walczyć? Jeśli komuś wystarczy walka tylko o to mniejsze, to też spoko, nikt tego nie zabrania.

Nigdy nie jest tak, że wszyscy zgadzają się ze wszystkim, a na pewno nie jest tak na ulicy. Na ulicy spotykają się różne osoby, różne grupy. Każda ma swoje powody i swoje poglądy. Okrojenie ich do wspólnego minimum to nie jest żadne rozwiązanie. To też coś kompletnie niemożliwego w ulicznej dynamice, gdzie tak naprawdę co chwilę pojawia się więcej, a nie robi się mniej. Jeszcze nie siadamy do żadnych rozmów.

Z aktywistycznego punktu widzenia redukcja jest zupełnie bez sensu. Oddala cel. Betonuje. Zamyka tubę edukacyjną, która jest drogą do długofalowej zmiany. Tak się nie robi rewolucji. Wcale nie musisz być zgadzać się ze wszystki,. Jeśli popierasz “kompromis”, możesz walczyć o mniej. Wiec, że są też tacy, którzy walczą o jeszcze więcej, nie tylko o aborcję. W tej chwili nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że mamy na ulicach jeden ruch. Ale tak naprawdę nigdy nie jest tak, że jest jeden.

5. Prawa reprodukcyjne to są prawa człowieka. O prawa człowieka nie walczy się tylko trochę. Nie zawsze wszystko od razu się dostaje. Właściwie nigdy. Ale walczy się o wszystko, bo to jedyna możliwa pozycja negocjacyjna. To zwykle trwa latami, ale trzeba żądać pełni praw, nawet jeśli w danym momencie jest to niemożliwe.

6. Nie ma żadnych złudzeń, że ten rząd nagle zalegalizuje nam aborcję. Przecież dobrze o tym wiemy. To robota na lata i historia, także ta bardzo bliska, pokazuje nam, że nawet w niesprzyjających warunkach walka o wszystko to dobra taktyka. A jeśli w ogóle musimy o to walczyć, to znaczy, że warunki nie są sprzyjające. Do 2018 roku w Irlandii obowiązywał całkowity zakaz aborcji. Do niedawna Irlandia była też bardzo katolickim krajem. Dziś, dzięki latom aktywistycznej pracy, aborcja jest tam legalna. Zmiana społeczna jest możliwa. Tam się dokonała. Dokonała się też w do nie tak dawna bardzo katolickiej Hiszpanii. Dokonuje się wiele razy w wielu miejscach na świecie od wielu lat i mam tu na myśli zarówno dobre, jak i złe zmiany.

7. Wydaje się nam, że Polska jest bardzo konserwatywnym krajem i nie ma w niej miejsca na legalizację aborcji. Wydaje się nam, że ten kraj się nie zmieni. Ale on się zmienił już bardzo w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Ten konserwatyzm został podkręcony. Nasz społeczny stosunek do aborcji został zaprogramowany latami antyaborcyjnej propagandy (media, lekcje religii), zawłaszczania języka (w latach 90. termin “dziecko nienarodzone” właściwie nie istniał), przekonywania nas, że “kompromis” jest “kompromisem”. I to wszystko małymi kroczkami, aż się wgrało. Wgrało się tak mocno, że sami i same nie wierzymy, że to jest obcy software. Tymczasem wg sondażu Federy sprzed dwóch lat aż 69 procent społeczeństwa popiera lub raczej popiera liberalizację ustawy aborcyjnej. Więc chyba ten software się trochę deaktualizuje.

123331481 2867514626904102 7532240980630818507 n 819x1024 - Dlaczego walka o zachowanie obecnego “kompromisu” to nie jest żadne rozsądne rozwiązanie

8. Mimo to wciąż mówimy o tym, że społeczeństwo nie jest gotowe na taką zmianę (tzn. na liberalizację). Nawet jeśli by nie było, to mamy tu do czynienia z kwestią, w której gotowość społeczeństwa niekoniecznie powinna być czynnikiem rozstrzygającym. Pomyślcie, kiedy w Polsce oficjalnie zniesiono karę śmierci w kodeksie karnym z 1997 roku, nadal większość społeczeństwa ją popierała (siedem lat później wciąż ogromne 77%, dziesięć lat później 63%). Kiedy w USA zniesiono niewolnictwo, czy nawet gdy sto lat później znoszono segregację rasową, rasizm wciąż istniał. Ba, nadal istnieje. Rozumiecie, prawda? Gotowość społeczeństwa to nie jest argument, gdy chodzi o prawa człowieka. A możliwość decydowania, samostanowienia o swoim ciele, o swoim życiu i zdrowiu to jest takie prawo.

Przy czym nawet gdyby argument gotowości społeczeństwa miał jakiś sens, popatrzcie na liczbę z poprzedniego punktu: 69%.

9. Co jeśli osoby uznające, że trzeba walczyć tylko o przywrócenie “kompromisu” się obrażą? Czy to rozwali ruch? Czy ze względu na to powinnyśmy odrzucić teraz postulaty pełnej legalizacji aborcji?

Czy nie chcemy wsparcia kobiet, które są za kompromisem? Pewnie, że chcemy. W gruncie rzeczy pragniemy tego samego, co one, tylko trochę więcej.

Wspieram kobiety w ich decyzjach, dotyczących ich ciał i ich życia. Bez względu na to, jakie to będą decyzje i jakie będą stały za nimi powody. Nie wpieram jednak innych kobiet w złym myśleniu na temat tamtych decyzji. Bo to by oznaczało, że tak naprawdę wcale nie wspieram kobiecych wyborów.

To byłby naprawdę spory logiczny fikołek, gdybym popierając kobiety w ich wyborach powiedziała nagle, że myślenie “kompromisowe” jest w porządku.

10. No dobra, ale może lepiej nie walczmy o tę aborcję na żądanie, nie mówmy o niej, tylko skupmy się na wyroku trybunału, bo PiS przecież nie zalegalizuje nam aborcji, a jeszcze bardziej się obrazi i jeszcze bardziej nam dowali. Nie chcę gdybać, co siedzi w głowie Prezesa. Mnóstwo ludzi teraz gdyba i w duchu tego gdybania próbuje pouczać protestujących. Jedyne co wiem, to to, jak wyglądała historia protestów przeciwko kolejnym pomysłom zaostrzenia prawa aborcyjnego. A wyglądała ona tak, że za każdym razem PiS bał się tłumów, był całkowicie zdezorientowany skalą. Teraz ta skala jest tysiące razy większa i to w czasie pandemii, więc mamy prawo podejrzewać, że tego się jednak nie spodziewali. I wiem też, że postulat liberalizacji aborcji jest w tych protestach obecny nie od tygodnia, tylko od czterech lat, od pierwszego strajku i w niczym nie zaszkodził. Oczywiście nie wszyscy siedzą w tym temacie od początku, mogą nie pamiętać.

I wiecie co? Wtedy też było wiele osób, które szły tylko z postulatem obrony kompromisu. Część się później obraziła i poczuła oszukana tym, że na protestach pojawił się silny postulat liberalizacji prawa. Bo to nie jest temat, na który każdy i każda z nas od razu zmienia zdanie. To czasem może zająć parę lat. Część osób rzeczywiście odeszła, ale część aktywnie walczy teraz o liberalizację. Nie piszę tego sobie tak o, piszę to, bo znam żywe przykłady.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj