kv 1020x600 - Dzienniki czasów zarazy

Dzienniki czasów zarazy

Wszyscy piszą właśnie w sieci dzienniki czasów zarazy. To będzie prawdopodobnie najlepiej udokumentowana pandemia w dziejach, jeśli chodzi o nastroje społeczne.

Tak, pewnie większość tych statusów w social mediach nie ma wielkiej wartości i pewnie część osób wkurza się, czytając po raz dziesiąty apele znajomych, że mamy siedzieć na dupie i myć ręce. I analizy, co ten koronawirus zmieni w naszym społeczeństwie. Ale to jest teraz nasza rzeczywistość, z którą próbujemy sobie radzić, którą każdy przeżywa po swojemu. Nie da się przecież ukrywać, że nic się nie zmieniło. To normalne, że czujemy strach, że panikujemy, ale też, że próbujemy zachować spokój.

Przed kwarantanną

Pisanie raportów z czasu epidemii, która jeszcze cię nie dotknęła, być może dopiero się tak naprawdę zaczyna i zdecydowanie nie wiadomo jak się zakończy z pozycji dystansu nie ma większego sensu. Jednak już analizujemy czas koronawirusa i jego wpływ na społeczeństwa, jakby to była historia. Być może zaklinając własny strach, być może myśląc, że tak trzeba, bo nasz jednostkowy lęk to nie jest coś najważniejszego na świecie.

Odrealnienie

Podczas epidemii pokazujemy, kim tak naprawdę jesteśmy. Tak przynajmniej uczy nas popkultura. Widzieliśmy to na wielu filmach i teraz patrząc na znikające ze sklepów towary, gromadzone jak na wojnę i czytając o uciekających pacjentach czujemy się jak w filmie.

Czasami jest absuralnie, co potęguje uczucie odrealnienia. Prowadzę kronikę działań antykoronawirusowych na terenie firmy. Na przykład każą myć ręce, a dziś w kiblu całkiem zabrakło mydła, w jednym z dozowników nie ma go od tygodnia. Odwołali spotkania na dwadzieścia osób, na open spejsie mojego piętra siedzi nas co najmniej dwieście i nikt tego nie zabrania, więcej niż dwadzieścia osób potrafi ocierać się o siebie w źle zaprojektowanej kuchni. Ktoś cieszył się, że będzie mógł pracować na home office, a potem napisali mu, że jego dywizja nie jest tak ważna. Trochę śmiesznie, trochę strasznie.

Instynkty

Łapię się na histerycznych myślach, za które mi wstyd. Rozum sobie, paniczne wzorce, które wryte są głeboko w psychikę, sobie. Kolega miał przesiadkę w Monachium, zastanawiam się dwa razy, zanim go przytulę. Podchodzi do mnie dziewczyna z Włoch, żeby o coś zapytać, mam dziwne uczucie w gardle. Uważam się za otwartą osobę, wolną od uprzedzeń. Jeśli łapię się na myślach pełnych nieufności, które muszę przepędzać z głowy, to znaczy, że nieufność jest bardzo silnym instynktem.

Wyobrażacie sobie świat, w którym z nieufności i strachu ludzie przestają się dotykać? Wyobraziłam go sobie właśnie w czasie koronawirusa. Może taka skrajna nieufność pomogłaby ludziom zachować lepszą higienę i powstrzymałaby epidemię raz dwa. Ale bardziej prawdopodobne, że po prostu w pewnym momencie zostawilibyśmy za sobą spaloną ziemię i trupy. Przy skrajnej nieufności po prostu porzucamy wszystkich chorych. To dystopijny scenariusz, oczywiście w to nie wierzę, ale pewnie sprawdziłby się w mikroskali.

Lustro

Nieufność może i jest po części instynktem, ale w nie mniejszym stopniu jest wirusem, który toczy społeczeństwa od lat. Jeśli o jego mikroskali możemy mówić przy okazji epidemii i możemy przy tym nadać jej pozory słuszności, tak w makroskali właśnie widzimy ją na granicy turecko-greckiej, gdzie rozgrywa się dramat uchodźców, brutalnie traktowanych przez pograniczników. Już nie tylko Kaczyński i Orban bronią Europy jak fortecy. Robi to również Unia Europejska i to w mocno ubrudzonych rękawiczkach. Co będzie jeśli wirus rozniesie się po obozach uchodźców? Już tam jest. Jeśli boimy się, jak poradzi sobie z wirusem nasza nieudolna służba zdrowia, to jak mają poradzić sobie tam? Chce mi się wyć.

Chciwość która w mikroskali oznacza próby zarobku na wirusowej panice to odbicie chciwości w wielkiej skali, która doprowadziła nas na skraj katastrofy klimatycznej, chciwość oznacza przemoc wobec zwierząt, która według Petera Singera leży u źródeł koronawirusa.

12 marca 2020

WHO ogłasza pandemię. Polski rząd zamyka szkoły, przedszkola, instytucje kultury. Ale kościoły są otwarte, a biskupi wzywają, by było więcej mszy. Proepidemicy level czarna śmierć, śmiejemy się, ale wcale nie jest śmiesznie.

Przed nami dwa tygodnie kwarantanny.

Nieufność, która mnie przeraża, okazuje się oznaczać współodpowiedzialność. Jak oddzielić odpowiedzialność od strachu przed drugim człowiekiem? Musimy dotykać się jak najmniej, żeby przetrwać i chronić innych. Nie chodzi o to, byśmy pogrążyli się w bagnie uprzedzeń. Gdy z tego wyjdziemy, obyśmy wyszli z lekcją odpowiedzialności, nie z dodatkowymi pokładami nieufności. Mam nadzieję. To jest test, który musimy zdać.

Wiem, że jestem cholernie uprzywilejowana, bo mogę pracować zdalnie. I to będę robić, siedzieć na dupie, bo to najmądrzejsza rzecz, jaką mogę zrobić. Z dzieciakiem w domu, ma się rozumieć. Jakoś sobie poradzimy. Mąż też zostaje. W razie czego, wydrukowałam kartkę z oświadczeniem, że korzystam z opcji opieki nad dzieckiem do lat ośmiu.

Wiem, że mnóstwo osób nie ma tak wygodnej sytuacji. Wiem, że w tej kwarantannie wiele matek mocno dostanie po dupie. Nie wszystkie będą mogły wziąć wolnego. Część dzieci pewnie wyląduje u dziadków, co w kontekście tego, że wirus najgroźniejszy jest dla osób starszych, a u dzieci często najczęściej przebiega łagodnie lub nawet bezobjawowo, brzmi bardzo źle.

Ze strony lekarzy dochodzą głosy, że polska służba zdrowia nie jest przygotowana. Co więcej, już wkrótce może być ona zupełnie przeciążona. Ta kwarantanna to najlepsze, co można w tej chwili było zrobić, bo spieprzono już wcześniej, na przykład nie badając ludzi, którzy wracali ze stref epidemii, nawet gdy sami się zgłaszali. Ona jest po to, by nie spieprzyć więcej. Zakazy przerzucają odpowiedzialność na obywateli i obywatelki, ale dają pozorne poczucie, że państwo nad wszystkim panuje i nas ochroni. Pozostaje więc nam poczuwać się do tej odpowiedzialności. Tak czy inaczej powinniśmy i powinnyśmy, mimo że wydaje się nam, że nie mamy na nic wpływu, czujemy bezsilność.

Tyle możemy teraz. A jest naprawdę mnóstwo pytań, na które będzieli musieli odpowiedzieć sobie, kiedy to wszystko się skończy. Pytań, które właśnie wypływają, gdy koronawirus brutalnie obnaża problemy i niesprawiedliwości tego świata, nie tylko w Polsce. O służbę zdrowia. O zabezpieczenia społeczne. O śmieciówki. O bezdomność.

Czy to koniec świata jaki znamy? Wydaje się nam, że tak. Chociaż pewnie tylko na chwilę. W każdym razie, właśnie uczymy się tego, kim naprawdę jesteśmy.

Bądźmy dalej od siebie, po to, żeby móc być bliżej.

_______________________________________________

Na koniec podrzucam Wam dwa filmy, Kasi Gandor, i Naukowego Bełkotu, które przystępnie i rzetelnie podsumowują to, co trzeba wiedzieć o koronawirusie:

Ważne linki:

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.