10 myśli o drugim sezonie Sex Education

sexedbus - 10 myśli o drugim sezonie Sex Education

Sex Education pokazał nam w końcu dobitnie, że Otis nic nie wie o życiu i z tą poradnią do spraw seksu to trochę przestrzelił. Okazuje się jednak, że dorośli też nie wiedzą wiele więcej. Przed wami umiarkowanie spojlerujący wpis będący luźnym zapisem przemyśleń po obejrzeniu drugiego sezonu.

*

Pierwszy odcinek wyglądał trochę jak taki nostalgiczny reunion (miałam deja vu drugiej serii Stranger Things, to nie było dobre uczucie) i już się bałam, że nic z tego nie będzie, ale na szczęście musiałam odszczekać te słowa. Nie tak od razu, bo serial mniej więcej do połowy dość wolno nabierał tempa i miałam poczucie, że to już nie jest to, ale konec końców naprawdę doceniam całość. Pod wieloma względami druga odsłona Sex Education była lepsza od pierwszej.

*

Każdy, absolutnie każdy wątek w tym serialu jest lepszy od głównego, czyli Otisa, Maeve i ich wszystkich przeszkód na drodze do zostania parą. Zaczynam podejrzewać, że to całkiem celowe zagranie. Stworzyć banalnych i irytujących głównych bohaterów, żeby drugi plan mógł błyszczeć.

*

Maeve, oh Maeve. Jest dokładnie tą osobą, którą stworzyłabym jako swoje serialowe alter ego. Gdybym miała 16 lat.

*

To jest takie piękne, że Sex Education dzieje się w krainie Nigdy Nigdzie. Serio, to niby Anglia, ale zawsze świeci tam słońce, wszystkie domy stoją pośrodku lasu, oddalone od siebie o wiele kilometrów, no i uczniowie Moordale nie noszą mundurków. Kompletnie nie wiadomo, co to za miejsce. Może być nigdzie i wszędzie. Nie wiem, czy to sprawia, że opowieść staje się bardziej uniwersalna. Ale ta baśniowość otoczenia naprawdę dobrze gra.

sexeducation s2 f 675x1024 - 10 myśli o drugim sezonie Sex Education

*

W ogóle, to zauważyliście, że dom dyrektora Groffa wygląda tak, jakby nikt nie robił w nim remontu od 1974 roku? Tak też wygląda jego mózg. Zresztą istnieją tu silne związki między mentalnością bohaterów a wystrojem wnętrz. Me gusta mucho.

*

Kojarzycie te wszystkie seriale o dzieciakach i młodzieży, w których dorośli są albo jakimiś kompletnymi lebiegami, które nic nie kumają, albo co najwyżej istnieją tylko w odniesieniu do swoich dzieci? Na szczęście w Sex Education Gillian Anderson ma co grać. Zresztą spróbowaliby napisać jej rolę, w której nie miałaby czego grać!

*

Na ile sposobów można spieprzyć motyw molestowania seksualnego? No wiecie, wziąć się za temat, bo jest nośny i pójść w stronę tendencyjnej publicystyki albo moralizatorstwa? Myślę, że na jakiś milion. Zawsze się obawiam spłycania tego tematu w popkulturze, więc i tym razem byłam wyczulona. Ale Sex Education tego motywu nie spieprzył. Nie wymyślił też koła od nowa, ale mimo to opowiedział o molestowaniu w sposób świeży i chwytający za serce. Myślę, że spora w tym zasługa pomysłu, by nie rzucać się na głęboką wodę wielkich tragedii. To kompletnie nie wypaliłoby w lekkiej bądź co bądź konwencji serialu. O traumie i wspólnocie doświadczeń można opowiadać również na przykładzie pozornie nieznaczących zachowań. Komuś facet w autobusie spuścił się na spodnie, komuś ściągnięto na basenie majtki. Bo wszystkie nas łączą niechciane penisy (swoją drogą, jeśli nie znacie jeszcze tekstu Riennahery, lećcie czytać). To jest podstawa piramidy kultury gwałtu. Bardzo podoba mi się, że Sex Education opowiada o tym w taki sposób.

*

Nie mówiłam wam nigdy, ale marzy mi się gejowska komedia romantyczna. Nie, nie z przyjacielem gejem na drugim planie, tylko taka zwyczajna. Mam nawet pomysł na scenariusz, ale sza. Wiecie, taka opowieść o związkach niehetero bez całego bagażu przeszkód ze strony społeczeństwa. Kochają się, ale sami sobie rzucają kłody pod nogi. Gdy będziemy mogli tak opowiadać te historie, będzie dobrze, pięknie i normalnie. Czyli u nas jeszcze długo nie, ale w Sex Education wkraczają Eric, Adam i Rahim cali na biało. I to jest mój ulubiony wątek sezonu i ulubiony trójkąt, w który zaangażowałam się o wiele bardziej niż w trójkę Otis-Ola-Maeve. No i proszę państwa, jak wyznawać miłość publicznie to tylko tak jak Adam Groff.

*

Tak poza tym, to mam wrażenie, że seks seksem, związki związkami, ale jak fajnie ten serial opowiada o przyjaźni! Powiem wam, że bardzo brakuje mi w serialach, które niby opowiadają o grupach przyjaźniących się ze sobą ludzi… po prostu przyjaźni. Cała para idzie zwykle w kłopoty sercowe i inne pierdolety, a słowo przyjaźń pada co najwyżej w tytule. Mało mówi się o takiej ludzkiej potrzebie posiadania przyjaciół i samotności niezwiązanej z brakiem miłości, a właśnie z brakiem przyjaźni. Więc gdy Ola mówi Adamowi, że jest jego przyjaciółką, to ja się proszę państwa wzruszam bardziej niż przy tych wszystkich wyznaniach, kto lubi kogo.

*

Ale dobra, oglądam Sex Education a potem budzę się w Polsce, gdzie edukacji seksualnej chcą zakazać, kuratorki oświaty twierdzą, że masturbacja jest niezgodna z prawem, ⅓ gmin to strefy wolne od LGBT, a trans dzieciaki rzucają się pod pociągi metra. I czytam te komentarze, o tym że ten serial byłby ok, gdyby nie ta paskudna poprawność polityczna, bo kumpel głównego bohatera musi być czarnym gejem, a najpopularniejszy chłopak w szkole też jest czarny i jeszcze ma dwie matki. No więc ludzie od tych komentarzy, spadajcie! Polska to jest jedno z takich miejsc na świecie, w których tego serialu potrzebujemy najbardziej.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj