365interview 1020x600 - Cringe w redakcji. Seksizm, lenistwo i 365 dni

Cringe w redakcji. Seksizm, lenistwo i 365 dni

Na stronie Vivy nie ma już dzbańskiego wywiadu z Anną Marią Sieklucką, ale smród pozostał. Z jednej strony cieszę się, że dożyłam czasów, w których takie teksty spotykają się z oburzeniem i są w rezultacie usuwane, z drugiej jestem wściekła, że one wciąż powstają i wciąż są publikowane. A dzieje się tak dlatego, że raz: seksizm, dwa: lenistwo.

Niejaki Roman Praszyński przeprowadził dla tygodnika Viva wywiad z Anną Marią Sieklucką, aktorką, grającą główną rolę w ekranizacji słynnych “365 dni” Blanki Lipińskiej. Czy pytał ją o aktorstwo? Nie, spytał ją, czy lubi seks. I czy zakłada koronkową bieliznę na castingi. I o inne rzeczy, przy których u czytelnika niepokojąco podnosi się poziom zażenowania (tak cringe’owego wywiadu dawno nie czytałam, a czytam wiele złych rzeczy), więc pomyślcie jak ma się czuć przepytywana osoba. Ta zresztą wyraźnie powiedziała jak się czuje w samym wywiadzie.

Praszyński: Miała Pani myśli: „W co ja się wkopałam?”. I „Którędy uciekać?”.
Sieklucka: Przeciwnie. Znałam historie, czytałam książkę. Na planie czułam się komfortowo, dużo bardziej niż podczas tego wywiadu.

Bo wiecie, 365 dni, Lipińska, soft przemocowe porno, pośmieszkujmy i pogadajmy o seksie. O czym innym można rozmawiać z aktorką, która gra w takim filmie? W końcu ona gra ciałem. Mamy więc prawo do jej ciała i do zadawania pytań, które wyraźnie naruszają jej granice. Wyobrażacie sobie, że ktoś zadaje podobne pytania facetowi? Ja też nie.

Obszerne cytaty z tego wywiadu znajdziecie m.in. na FB Liczne Rany Kłute:

Niejaki Roman Praszyński porozmawiał dla Vivy z Anną Marią Sieklucką, odtwórczynią głównej roli w "365 dniach",…

Opublikowany przez Liczne rany kłute Środa, 29 stycznia 2020

No więc połowa internetu powiedziała: halo, mamy tu typowy przykład dzbaństwa. Całego wywiadu nie ma więc już na stronie Vivy. Autor przeprosił za niego w iście chajzerowym stylu. Czyli wiecie: tych, którzy poczuli się urażeni. Chciałabym powiedzieć, że dawno nie było takiego przykładu paskudnego seksizmu w polskich mediach, ale przecież to się dzieje cały czas. Odświeżające i dające nadzieję jest to, że ludzie w końcu zaczynają na to reagować.

Sex. Nr jeden w wyszukiwarkach

Opowiem wam teraz o wywiadach, które przeprowadziłam. Przeprowadziłam ich w życiu trochę więcej, ale będzie tylko o dwóch. Nie jestem jakąś mistrzynią wywiadów. Szczerze mówiąc to ja wolę być po drugiej stronie (zresztą w dzieciństwie wyobrażałam sobie, że to ze mną przeprowadza się wywiady, a nie na odwrót, więc rozumiecie). Nie mogę powiedzieć też, że w mojej zamierzchłej karierze dziennikarskiej nie ma żadnych tekstów, których się nie wstydzę. Pisałam za wierszówkę o dupie marynie w hurtowych ilościach, więc pewnie nie jeden raz otarłam się o żenadę, na szczęście tego nie pamiętam.

Te dwa to wywiady, których mogłam się wstydzić, ale nie muszę. Bo na szczęście nie przeprowadziłam ich tak, jak życzyłby sobie naczelny.

Konsekwencje szczęśliwie nie były wielkie. Nikt mnie za to nie zwolnił. Ale nawet gdyby, przynajmniej mogłabym patrzeć na siebie w lustrze.

Pierwszy z tych wywiadów przeprowadzałam z Katarzyną Sokołowską, reżyserką pokazów mody, która właśnie została jurorką Top Model. Porządnie się do niego przygotowałam, czytałam o reżyserowaniu pokazów, no i w ogóle. Wywiad zresztą miał podpadać pod cykl o profesjonalistkach na portalu dla kobiet. Taki sukces pisany szminką – nienawidzę tego określenia, ale mniej więcej ten typ artykułu. Byłam całkiem zadowolona z tego wywiadu. Wiecie, co kazał mi zrobić red.nacz. po jego przeczytaniu? Napisać do Sokołowskiej z prośbą, czy nie odpowiedziałaby na dodatkowe pytania. Takie no… o seks za kulisami Tap Madl. Albo to, albo artykuł nie idzie na czołówkę. No więc nie poszedł na czołówkę.

Drugi wywiad przeprowadziłam z brazylijską piosenkarką Ive Mendes. Absolutnie uroczą, otwartą, uduchowioną osobą. Gwiazdą w takim najlepszym tego słowa znaczeniu. Rozmawiałyśmy o muzyce, o jej wierze, także o tragicznej historii jej rodziny, której kilku członków zamordowano. Naczelny stwierdził, że jest za mało mięsa. W sensie, że nie ma sensacji. O seksie chyba nie wspominał, ale może pamięć mnie już myli. No, najlepiej jakbym rozwlekła te morderstwa, czy coś w tym stylu. W ogóle to powinnam dojechać ją jakimiś niewygodnymi pytaniami. Borze zielony, jestem bardzo wdzięczna mojemu wydawcy, który bronił tego wywiadu. Powiedział wtedy, że ta pani po prostu taka jest i ten wywiad pokazuje jaka ona jest i to też jest wartościowe. Bartek to jest spoko gość. No więc była czołówka, a mogło nie być, bo przecież najlepiej sprzedaje się seks i sensacja, a rozmówcę należy w każdym pytaniu podkopywać, inaczej to nie wywiad.

Wcale nie pracowałam w tabloidzie. Mieliśmy robić treści premium

Po co o tym opowiadam? Wcale nie dlatego, że chcę pokazać, jaką to nie byłam etyczną dziennikarką. Chcę wam pokazać, że media toczy nie tylko seksizm. Toczy je też lenistwo. Oczywiście to się łączy. Lenistwo polega na podążaniu utartymi ścieżkami, na stosowaniu utartych schematów, na jednej mierze do wszystkiego. I przekonaniu, że to działa. A skoro działa, to po co to zmieniać. Skoro działa, to po co zastanawiać się, dlaczego działa i czy to jest w porządku, że tak działa.

Mój red.nacz. wziął sobie mocno do serca nr jeden z wyszukiwarek, o którym pięć lat wcześniej nawijał nam na zajęciach dla podyplomowych studentów dziennikarstwa. Sex, sex, sex. Koniecznie przez “x”.

Grzechy główne: seksizm i lenistwo. No i brak szacunku 

Więc jeśli jesteśmy seksistami, a do tego jesteśmy leniwi, to przeprowadzamy wywiady po linii najmniejszego oporu. Czyli jak aktorka w filmie erotycznym, to pewnie lubi się ruchać. A jak nie, to co ona innego może lubić. Czytelniczki powinny być zachwycone. Nie będą mieć odruchu wymiotnego, bo przecież poczują się lepiej. One nie grają w erotykach, one się przecież szanują.

Przyjęta konwencja rozmowy nie chwyciła? Ojej! Ciekawe dlaczego?

Ach tak, może dlatego, że jest 2020 rok i w ciągu tych kilku lat odkąd nie jestem już dziennikarką, trochę wzrosła nam świadomość i ukuliśmy parę pojęć na takie metody i takich dziennikarzy. Na przykład dzban. Bo okazuje się, że czytelnicy i czytelniczki wcale nie chcą być traktowani jak idioci i wcale nie podoba im się brak szacunku dla rozmówców.

No i ten mój były naczelny zwykł mawiać, że czytelnicy naszego portalu to ćwierćinteligenci i musimy pisać jak dla ćwierćinteligentów. Gdy czytam dyskusje na fanpage’u tego portalu to nie mam co prawda zbyt dobrego zdania o tej części publiki, która się w nich udziela (chociaż to głównie przez ich formację ideową), ale do jasnej cholery! Traktując w ten sposób czytelników, tworzymy sobie… dokładnie takich czytelników. A w przypadku seksistowskich dziennikarzy to już pal licho, że głupich czytelników. Czytelników, którzy łykają seksizm jak młode pelikany i uważają, że w przekraczaniu granic kobiet i naruszaniu ich poczucia bezpieczeństwa nie ma nic zdrożnego.

Nie tędy droga. Medialny dzban musi odejść.

Photo by Daniel McCullough on Unsplash

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.