publicystyka

Wszyscy wiedzą, nie powiedzą

tylko nie mow nikomu film sekielski 925x540 - Wszyscy wiedzą, nie powiedzą

Są takie fragmenty filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, które oglądałam ze ściśniętym gardłem i narastającą złością, ale najgorsze w tym filmie jest to, że wcale nie szokuje. Przecież czytałam już o koszmarze ofiar kościelnej pedofilii w niezliczonych reportażach, oglądałam w filmach. I nie tylko ja. Słyszymy o tym od lat i nic się nie zmienia. W naszym kraju nic się nie zmienia. Ludzie nie odchodzą masowo z Kościoła, autorytet Kościoła nie upada tak, jak to się stało w nie mniej katolickiej niż Polska Irlandii. Polscy biskupi zachowują się, jak mówi jeden z bohaterów filmu Sekielskiego, jak książęta udzielni. I nimi są.

Nikt nie mówi. Wszyscy wiedzą. Nie powiedzą.

To żałosne

Jest coś niesamowicie żałosnego w księżach-pedofilach, z którymi konfrontują się ich ofiary w filmie Sekielskiego. Coś takiego, że nawet nie da się ich nienawidzić, ale nie można też im współczuć, chociaż w pewnym sensie jest ci ich żal, chociaż raczej tych, którzy stoją nad grobem i tylko dlatego, że nam nim stoją. Jeśli istnieje jakaś definicja żałosności, to oni się w nią wpisują.

Nie są geniuszami zła, jak ksiądz Lisowski – postać grana przez Jacka Braciaka w filmie „Kler”. Nikczemny i podły. Skrzywdzony w dzieciństwie, co jednak wcale nie usprawiedliwiało jego późniejszych czynów. Miało za to na celu podkreślenie dziedziczności zła. Jak w przemocowej rodzinie, w której bite dzieci będą powielały znajome wzorce. Chyba nie na darmo księdza należy tytułować ojcem, a parafianie to synowie i córki. W tym wszystkim Lisowski był tak przebiegły i skończenie zły, że mógłby z powodzeniem zostać przeciwnikiem Bonda. Rzeczywistość nie jest aż tak filmowa, chociaż pewnie gdyby udało się nagrać potajemnie któregoś z biskupów, niejeden z nich byłby Mordowiczem granym przez Gajosa.

To nie jest film, ale system tuszowania pedofilii w Kościele jest tak doskonały, że nie wymyśliliby tego najlepsi scenarzyści. I wszyscy o tym wiedzą. Prawda? Wszyscy wiemy.

Wszyscy wiedzą od lat. Wszyscy w Kościele. Parafianie też wiedzą. Chociaż ofiary nie mówią. Mówią po latach. Mało kto chce ich wysłuchać.

Bóg osądzi

Rzecz, która uderza bardzo mocno, oglądając ten film, to kwestia poczucia winy. Ofiary księży-pedofili z towarzyszeniem ukrytej kamery konfrontują się ze swoimi oprawcami. Ci niby przyznają się do winy. Niby, bo jednocześnie przenoszą przynajmniej jej część na ofiarę. Jednocześnie zupełnie nie poczuwają się do kary. Z ich słów między wierszami pobrzmiewa przekonanie, że tylko Bóg może ich osądzić. Ludzka sprawiedliwość się nie liczy, nie ma znaczenia, oni są jakby z niej wyłączeni.

Tak, boją się tylko sądu ostatecznego.

Hierarchowie nie boją się niczego. Oni są sądem ostatecznym.

To patologiczna sytuacja. Sąd kościelny jest ponad prawem świeckim. Z „Tylko nie mów nikomu” po raz kolejny (jeśli przypomnieć chociażby reportaż Justyny Kopińskiej) dowiadujemy się o sprawcach czynów pedofilskich, którzy odprawiają dalej msze, dalej pracują z dziećmi, uczą religii, prowadzą rekolekcje dla dzieciaków, mimo że byli skazani za molestowanie nieletnich, siedzieli za to w więzieniu, a sąd w prawomocnym wyroku zastosował środek karny w postaci zakazu pracy z dziećmi.

Biskup ma jednak wyroki świeckich sądów w poważaniu. Kontakt wymiaru sprawiedliwości ze sprawcą się urywa. Kościół jest ponad prawem. Geniusz zła.

Gdy piszę ten tekst, film Sekielskiego na YouTube obejrzało już 7,5 miliona osób, a od jego premiery nie upłynęło jeszcze 48 godzin. Zanim go opublikuję, liczba wyświetleń pewnie przekroczy osiem milionów. Chcemy wiedzieć. I chyba chcemy, żeby w końcu ktoś ukręcił łeb hydrze. Tylko dlaczego nie kręci?

Polskie Spotlight

Jeśli chcielibyśmy, żeby to było polskie Spotlight, księża-pedofile powinni siedzieć i nigdy nie mieć możliwości ponownej pracy z dziećmi. I powinny polecieć biskupie głowy. Te, które od lat tuszują sprawy, zamiatają je pod dywan, przenoszą sprawców do innych parafii. To jest cholernie trudne, jeśli piłka jest po stronie hierarchów ukrywających przestępców, nie ma politycznej woli by rozdzielić Kościół od Państwa (i to nie jest problem tego rządu, to problem wszystkich rządów jakie mieliśmy co najmniej od 1989 roku) i powiedzieć im w końcu, że ich prawo nie stoi ponad świeckim prawem. To jest cholernie trudne, gdy społeczeństwo trwa w hipokryzji. Bo trwa, łykając narrację biskupów.

Ile to razy zdarzało się Wam usłyszeć, podejmując w towarzystwie temat kościelnej pedofilii, że przecież „nie wszyscy księża to pedofile”. Podobnie jak mówi się, że nie wszyscy mężczyźni to gwałciciele. Jakby to, że nie wszyscy, sprawiało, że nie ma tematu. A sprawia jedynie, że wypowiadając to zdanie, umniejszasz rozmiarowi koszmaru ofiar. Ile razy słyszeliście, że przecież większość księży jest w porządku? Może i jest. Tylko co z tego?

Czy rozmawiając o pedofilach murarzach, lekarzach czy nauczycielach, wtrącasz zdanie „ej, ale przecież są porządni murarze, lekarze i nauczyciele”? Nigdy? No właśnie. Bo murarze, lekarze i nauczyciele nie posiadają rozwiniętego systemu zamiatania pod dywan przestępstw pedofilskich i krycia sprawców. Żadna grupa zawodowa go nie posiada. Tylko księża.

Pierwszy krok, żeby zacząć słuchać ofiar i wierzyć im, to przestać zgadzać się na taką narrację. Wymyślono ją po to, by mydlić oczy i odwracać kota ogonem. Czasami wytacza się cięższe działa i zwala winę na homoseksualistów, ale rozsądni ludzie nie wierzą w te bzdury. Wierzą za to, że porządnych księży jest więcej, bo to oczywiste, że jest. Tylko, że to niczego nie zmienia.

Autorytet

Nie jestem katoliczką, jest mi łatwiej. Nie zrobiłoby mi różnicy gdyby polski kościół upadł i się posypał, gdyby oznaczało to sprawiedliwość dla ofiar. Rozumiem, że osobom, które są w Kościele jest trudniej. Ale rozliczenie się z kościelnym systemem ukrywania przestępstw seksualnych to nie jest atak na wiarę. Tak, to jest atak na kościół. Ale czy to jest moralne, bronić takiego kościoła? Czy to jest w porządku? Ludziom, którym zależy na Kościele, powinno zależeć, żeby był on czysty. Taki, za jaki się ma, próbując na bazie swojego autorytetu mówić ludziom, jak mają żyć.

Ale tak naprawdę nie chodzi o to, żeby Kościół przeprosił i się rozliczył. Znając ich tempo, zrobi to za pięćset lat. Zresztą papież Franciszek już przepraszał i wezwał do rozliczeń i zmiany postępowania, a polscy biskupi gdzie to mają? No właśnie. Chodzi o to, żeby wymiar sprawiedliwości w naszym kraju nie pobłażał sprawcom przestępstw pedofilskich, którzy są księżmi, tak jak nie pobłaża tym z innych grup zawodowych. I żeby wziął się też za tych, którzy te przestępstwa ukrywają. Bo wiecie, ukrywanie przestępstwa też jest karalne. Ma swoją nazwę: poplecznictwo. Jest na to paragraf, artykuł 239 paragraf 1 kodeksu karnego i cały system kościelnego zacierania śladów idealnie pod niego podpada.

Chodzi o to, by nie było miejsca na patologiczne sytuacje, w których ofiara księdza-pedofilia zeznaje przed kościelną komisją. Sama. Bez świadków. Być może jest tam zastraszana. Uciszana. W najlepszym razie olewana. I nikt nie ma nad tym żadnej kontroli.

Chodzi też o to, żeby w społeczeństwie coś pękło. Ono niby pęka, ale wciąż ma w kieszeniach pokitrane mnóstwo taśmy klejącej, żeby te pęknięcia łatać. Nie słuchamy ofiar przestępstw seksualnych. Jeden z bohaterów filmu Sekielskiego opowiada o tym, jak posypało mu się małżeństwo, gdy powiedział żonie o tym, że jako nastolatek był molestowany przez księdza. Pytała, dlaczego do niego chodził. Mówiła, że się nim brzydzi. Kultura gwałtu ma się u nas dobrze. A kultura gwałtu plus autorytet księdza, który przecież ma się doskonale i jest niepodważalny, nawet jeśli wszyscy narzekają na kler, to już całkiem mocny klej.

Komentarz (1)

  1. Obejrzałam film Sakielskiego przypadkiem, nie miałam w planach, już kładłam się spać – no, ale trafiłam na niego. Skończyłam po 2 w nocu. Potem nie mogłam zasnąć. Napełnił mnie po nim gniew i obrzydzenie.

    Ale jest dokładnie tak, jak piszesz – każdy wie o problemie i go umniejsza lub przemilcza. I niestety, wierni sami stosują narrację umniejszania skali zjawiska, przytaczając tekst „przecież nie wszyscy księża to pedofile”.

    W moim rodzinnym Głogowie na przestrzeni ostatnich 12-13 lat były 2 znane przypadki księży-pedofilów. Takie, o których było głośno w mediach, bo ofiary zdecydowały się otworzyć usta – i w których sprawa skończyła się w sądzie. Jeden przypadek dotyczył księdza, którego bardzo lubiłam i z którym miałam lekcje religii w gimnazjum, Marka B. Postawiono mu zarzuty, gdy byłam na studiach. To był dla mnie szok. Czasem zostawałam z nim po lekcjach, by dyskutować na tematy wiary i niewiary (na lekcjach religii się nie dało, bo katolicka klasa miała w dupie księdza i hałasowała, odrabiała zadania domowe na inne przedmioty, czy grała w kółko i krzyżyk). Teraz myślę, że miałam szczęście , bo gustował w chłopcach, a nie dziewczynkach. I ta sama historia – też był przenoszony.
    http://miedziowe.pl/content/view/13173/189/
    http://24legnica.pl/nowe-zgloszenia-na-mapie-koscielnej-pedofilii-blisko/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.