publicystyka

Brak słów

IMG 8239 925x540 - Brak słów

Nienawiść to nienawiść. Każda śmierć jest na darmo.

Kiedy w niedzielę obserwowałam newsy o finale WOŚP, myśląc sobie, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w sumie nie powinna grać do końca świata i jeden dzień dłużej, bo ideałem byłoby, gdyby już nie była wcale potrzebna, prezydent Gdańska jeszcze żył, a Jurek Owsiak wciąż był szefem Orkiestry. Dzień później te rozważania nabrały zupełnie ponurych konotacji, których dzień wcześniej nie mogłabym sobie wyobrazić.

A potem rozpętało się piekło.

Ludzie piszą, że Polska już nie jest taka sama, ale to nie prawda. Polska jest taka od dawna. W Polsce się nienawidzi. I to nie jest tak, że jesteśmy jakimś niechlubnym wyjątkiem na mapie świata. Bo są miejsca całkiem podobne i są miejsca gorsze, ale mieszkamy tutaj, jesteśmy stąd i to musi boleć. Zaklinanie rzeczywistości, że jest super, sprawia jedynie, że jest coraz gorzej.

Nie wiemy do końca, co kierowało Stefanem, chłopakiem, który zabił prezydenta Adamowicza. Po ataku krzyczał, że siedział w więzieniu za czasów PO i to tę partię obwiniał o swoje nieszczęścia. Nie wiemy, czy jest chory psychicznie, czy nie. Śledztwo dopiero się zaczęło. Wszystkie nasze internetowe teorie to wciąż tylko domysły, które brzmiałyby całkiem podniecająco, gdybyśmy rozmawiali o powieści kryminalnej, ale tu naprawdę zginął człowiek. I robi się nieswojo. Wielu z nas po prostu brak słów. Bo to wszystko stało w taki sposób, że po prostu odbiera mowę. Podczas corocznego święta, kiedy tyle mówi się o miłości. W sposób niezwykle spektakularny, jak przy atakach terrorystycznych. Zresztą, czy nie takim atakiem był ten zamach?

Kwestia poczytalności lub niepoczytalności jest niezwykle ważna przy kwalifikacji karnej czynu, ale jest zupełnie bez znaczenia, gdy chcemy sami opisać, jak ten czyn wyglądał i jakie przekonania za nim stały. A stała za nim nienawiść. Nienawiść do konkretnego ugrupowania, być może do konkretnej grupy osób, może idei, którą reprezentował zmarły prezydent Gdańska. Czy ta nienawiść padła na podatny grunt paranoi chorego psychicznie człowieka, czy była motorem napędowym ataku osoby zupełnie zdrowej, niczego nie zmienia. Nienawiść to nienawiść. A tej w Polsce mamy na pęczki. Atmosfera nienawiści wisi w powietrzu. Wszyscy przeciwko wszystkim.

Zbrodnie białych mężczyzn.

Niestety zbrodni dokonanych przez białych mężczyzn, najpewniej chrześcijan, nie umiemy nazywać po imieniu. Gdyby był czarnym imigrantem, nazywalibyśmy go terrorystą, nawet gdyby machał nam przed oczami żółtymi papierami. Zabójstwo Pawła Adamowicza było zabójstwem politycznym. Zginął polityk i bez względu na stan poczytalności sprawcy, nie zginął przypadkiem. Tłumaczenie, niejako domyślnie, czynów osób “takich, jak my” chorobą psychiczną, zanim jeszcze dostaniemy na to jakiekolwiek dowody, zwalnia z odpowiedzialności nie tylko sprawcę. Sprawia, że przestajemy zupełnie myśleć o tym, co popchnęło tę osobę do zbrodni. Przemilczamy kontekst, pomijamy politykę i ideologię, rozgrzeszamy nienawiść. Takie podejście, a jest ono przecież nagminne nie tylko w Polsce, przyczynia się też do budowania negatywnego obrazu osób chorych psychicznie w społeczeństwie. Postrzegane są one jako potencjalne zagrożenie. Wśród komentarzy, które miałam nieprzyjemność czytać w ostatnich dniach był też taki, który wprost mówił, że wszystkich chorych psychicznie to powinno się zamykać w izolatkach. Jakbyśmy żyli w XIX wieku.

Mowa nienawiści.

Odmieniamy to sformułowanie przez wszystkie przypadki. Zastanawiam się jak teraz gładko przejść do jej tematu, ale przecież cały czas o niej tutaj piszę. Ta mowa nas zalewa, nawet jeśli nie oglądamy państwowej telewizji, z której wypływa jej tak dużo (dzień przed finałem WOŚP wyemitowała zresztą naprawdę ohydny paszkwil na Owsiaka). Obecna władza karmi społeczeństwo tą mową i nienawistną propagandą, że aż mam ochotę spytać, czy da się jeszcze mniej subtelnie. I wiemy dobrze, że ta propaganda działa. Czy w przypadku Stefana W. padła po prostu na podatny grunt? Nie wiemy. Możemy się domyślać. Wiemy, że atmosfera nienawiści i pogardy istnieje. Wiemy, że PiS robi wiele, by ją nakręcać, bo władzy jest to na rękę. Wiemy, że nienawiści łatwo dać się ponieść.

Bardzo łatwo.

I nienawiść ma się dobrze nie tylko po tej stronie. Nie chodzi mi tylko o zabójstwo Marka Rosiaka, polityka PiS zabitego w ataku na łódzkie biuro partii w 2010 roku. Morderca nienawidził PiSu. Był zupełnie poczytalny. Chodzi mi przede wszystkim o aktualne reakcje po tak zwanej “naszej” stronie. Chociaż jak je czytam, to wcale nie mam ochoty identyfikować się z tą “naszością”. Część osób w zupełnie bezmyślny i niesprawiedliwy sposób zaczęła obarczać współwiną za to, co się stało, nie tylko propagandę władz, ale też wszystkie osoby, które kiedykolwiek głosowały na PiS, a osobom, które zwracały im uwagę, że to błędne i pogardliwe myślenie, zwyczajnie chciała zamknąć usta.

A są wyborcy PiS i wyborcy PiS. Osoby zaślepione propagandą i takie, które w ogóle nie interesują się polityką i zagłosują na partię, bo coś obiecała. Nie, nie tylko 500+. Czasem zniesienie jakiegoś podatku. Niektóre z tych osób mają wyższe wykształcenie, prowadzą własne firmy i mimo to kompletnie nie ogarniają, co się dzieje. I całe spektrum innych przypadków. To bardzo nie pasuje do wizji niektórych przeciwników władzy, którzy w jej elektoracie widzą tylko “motłoch” i “katoliban”. Po stronie anty-PiS też jest mnóstwo mowy nienawiści i mało ochoty do rachunku sumienia. Nie chcę tutaj popadać w żaden symetryzm i prawdopośrodkowizm. Staram się patrzeć na to wszystko trzeźwym okiem. Chcę tylko powiedzieć, że nawet teoretycznie słuszna nienawiść to wciąż nienawiść.

To trochę naiwne sądzić, że się wygra z nienawiścią przy pomocy miłości. Nie każdego na miłość stać, nie każdy miłość przyjmie. W tym wszystkim najważniejsza jest przyzwoitość. Przyzwoitość to jest niezgoda na agresję, niezgoda na pogardę. Wcale nie musimy pięknie się różnić. Możemy się nie lubić. Ale nie możemy odczuwać moralnej wyższości, strzelając takim samym jadem i udzielając innych, ale równie prostych i błędnych odpowiedzi tam, gdzie nic nie jest proste.

Do końca świata.

Gdy sobie myślałam, że Orkiestra w sumie nie powinna wcale grać do końca świata i jeden dzień dłużej, myślałam o tym, że byłoby super, gdybyśmy wcale nie musieli już zbierać na sprzęt medyczny do szpitali. Albo chociaż, żebyśmy zaczęli zauważać, że skądinąd świetna robota Orkiestry to nie jest cudowne rozwiązanie problemów polskiej służby zdrowia, że nie powinna ona wyręczać państwa, że to państwo powinno zwiększać wydatki na opiekę zdrowotną i sprzęt medyczny, to ono dostaje od nas ogromne pieniądze w comiesięcznych składkach. Tak sobie myślałam i nadal tak myślę.
Ale teraz ta Orkiestra naprawdę może się skończyć. Już nie będzie taka jak kiedyś i nie tylko dlatego, że Jerzy Owsiak postanowił zrezygnować z funkcji prezesa fundacji. Dlatego, że nienawiść wkroczyła w ten radosny dzień najdosłowniej jak tylko się dało. Trudno powiedzieć, co będzie dalej.

Ludzie w internecie piszą mnóstwo słów, chociaż wszystkim ich brak. Piszą też, żeby ta śmierć Adamowicza nie poszła na marne. Żebyśmy się obudzili. Żebyśmy powiedzieli stop hejtowi i mowie nienawiści. Chciałabym, żebyśmy to zrobili.

Ale każda śmierć jest na darmo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.