życie

Roszczeniowi rodzice, czy świadomi rodzice?

parents kids teachers 925x540 - Roszczeniowi rodzice, czy świadomi rodzice?

Całym sercem popieram protest nauczycieli, którzy tuż przed świętami walczą o podwyżki. Jedna z moich najlepszych przyjaciółek jest nauczycielką i dzięki niej dobrze wiem, jak wyglądają ich zarobki i praca. W dyskusji, która przy okazji tych protestów się toczy, pada mnóstwo słów o nauczycielach, którzy nie powinni się skarżyć, bo mają się jak pączki w maśle, ale też wiele gorzkich słów o roszczeniowych rodzicach. I o ile będę kłócić się z każdym, kto odbiera nauczycielom prawo do walki o lepsze warunki pracy, tak nie do końca zgadzam się z diagnozą, że dzisiejsi rodzice to samo zło.

Jeśli wciąż wierzycie, że etat nauczyciela to tylko te 18 godzin i heja do domu i chętnie byście tyle pracowali/ły, to przestańcie w to wierzyć. Godziny po pracy spędzone na przygotowywaniu się do lekcji, sprawdzaniu klasówek. Opieka nad wycieczkami szkolnymi, za które nikt dodatkowo nie płaci. Podrzucę Wam zresztą świetny tekst. Tłumaczy nie tylko to, jak naprawdę wyglądają praca i zarobki polskich nauczycieli i nauczycielek, ale też dlaczego Polacy nie lubią osób wykonujących ten zawód. Tylko jedno mi w tym tekście zgrzyta, chociaż doskonale rozumiem, skąd może brać się u autora takie zdanie. Nie zgadzam się z tak surową diagnozą dotyczącą roszczeniowych rodziców. Nie zgadzam się na wrzucanie wszystkich do jednego worka, bo z drugiej strony, tak samo wrzuca się do jednego worka nauczycieli: tych, którzy starają się jak mogą i mają pewne poczucie misji, jak i tych, którzy wykonują ten zawód z niejasnych powodów i dawno się wypalili. Jedni i drudzy zasługują na podwyżki. A wszyscy rodzice zasługują na wysłuchanie.

Słowo wytrych

Mam wrażenie, że słowo “roszczeniowi” jest zdecydowanie nadużywane w wielu dyskusjach, często używane jest jako proste wyjaśnienie jakichś sytuacji czy zachowań, których źródeł nie chce nam się dociekać. Nauczyciele są roszczeniowi, bo chcą zarobić a się nie narobić (bzdura), rodzice są roszczeniowi, bo interesuje ich to, co i dlaczego dzieje się ich dziecku w szkole oraz co dzieje się w samej szkole, a przecież nie powinno ich to obchodzić. Powinni bezgranicznie ufać, bynajmniej nie swojemu dziecku.

Oczywiście nie twierdzę, że nie istnieją ludzie, którzy doskonale wpisują się w definicję “roszczeniowych” i stanowią dla nauczycieli i nauczycielek istną zmorę, czepiając się o wszystko o co się da, i co chyba najgorsze, podważający autorytet nauczycielski w wyjątkowo wredny sposób. Ludzie wywyższający się, traktujący nauczycieli jak gorszych i z góry zakładający ich złą wolę. Ale gdy zaczyna się do jednego wora tych “roszczeniowych” rodziców wrzucać wszystkich, którzy mają czelność stawać po stronie dzieci, to coś jest ewidentnie nie halo.

Tradycja niewierzenia dzieciom

Mamy w naszym społeczeństwie, ba, w naszej cywilizacji, długą tradycję niewierzenia dzieciom. Najbardziej jaskrawe i straszne przykłady tego patologicznego wręcz braku wiary widzimy właśnie, dowiadując się o kolejnych, zatajanych przez lata, przypadkach pedofilii w kościele katolickim. Kościół tuszował sprawy, chronił sprawców, dzieci często uznawane były za kłamców przez własnych rodziców. Autorytet księdza był tak wielki, że ojcowie i matki często stawiali go ponad dobrem własnego dziecka. Dziecka, któremu nie chcieli uwierzyć.

Nauczyciel też jest autorytetem. Oczywiście nie porównuję tych dwóch przypadków jako tożsamych, identycznych. Ksiądz mnie molestuje a facetka się uwzięła – to jest zupełnie inny kaliber. Ale myślę sobie o czasach, gdy sama chodziłam do szkoły i wiele dzieciaków z mojego otoczenia było naprawdę traktowanych przez nauczycieli niesprawiedliwie, a rodzice nie zrobili nic, by im pomóc. Częściowo było tak, dlatego, że nauczyciele nie mieli odpowiednich kompetencji i narzędzi, by właściwie podejść do uczniów, którzy mieli problemy z dostosowaniem się do zasad panujących w szkole, częściowo dlatego, że kompetencji narzędzi obronnych nie posiadali rodzice. Rodzice nie stawali najczęściej po stronie dziecka, bo ufali, że nauczyciel ma rację i na pewno się zna. Nie zawsze tak było. Rodzice, którzy interweniowali, gdy dziecko donosiło im, że nauczyciel czy nauczycielka potraktowało je niesprawiedliwie, uważani byli za przewrażliwionych. A nam było szkoda tych uczniów, że starzy robią im taką siarę. Myśleliśmy, że sami zawalczymy o swoje i nie będziemy się skarżyć mamie. Zresztą i tak nam nie uwierzy.

Pruski dryl

Wtedy jeszcze teoria o roszczeniowości nie była tak rozpowszechniona, bo niewielu było roszczeniowych rodziców. Ale czy naprawdę moje pokolenie jest takie roszczeniowe? A może po prostu więcej teraz wśród nas rodziców świadomych. Takich, którym nie jest wszystko jedno, a to czego dziecko się uczy i jak jest traktowane jest ważniejsze od tego, jakie oceny przynosi na świadectwie. Takich, którzy wierzą swoim dzieciom.

Jasne, że dzieci czasem kłamią, jak wszyscy, ale zakładanie że w starciu uczeń-nauczyciel kłamią zawsze to jakiś atawizm po czasach pruskiego drylu, który zdecydowanie zbyt długo miał się dobrze. Jesteś rodzicem od tego, żeby stać po stronie swojego dziecka. I to stać mądrze, spokojnie, próbując rozsądnie ocenić sytuację. Naskakiwanie na nauczyciela to oczywiście nie jest sposób. Od tego dostaje się łatkę roszczeniowca. A ty masz być tu adwokatem.

Pełnowartościowe osoby

Dopiero od niedawna psychologia i pedagogika traktuje dzieci jak pełnowartościowe osoby. Jeszcze do początku ubiegłego stulecia nie istniała powszechnie idea, by młode i najmłodsze osoby traktować podmiotowo. W sumie jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było to do końca oczywiste. W sumie wśród niektórych ludzi to nadal nie jest oczywiste. Na przykład tych, którzy uważają, że klaps to nic złego, a dziecko w szkole musi się bezwzględnie podporządkować. I nie chodzi tu tylko o podporządkowanie się nauczycielom. Nauczyciele zwykle mają dużo racji i gdy dochodzi do konfliktu z uczniem, czasami rozwiązaniem jest wysłuchanie obu stron i próba mediacji, czy też znalezienie złotego środka. Ale jest też czynnik poza ludzki, czyli to, jakiego człowieka z dziecka chce zrobić system. A nauczyciele w tym systemie czasami nie mają zbyt wiele do powiedzenia, bo jest coś takiego jak podstawa programowa i klimat polityczny. A szkoła nie jest wolna od tego klimatu.

Mogłabym napisać, że szczególnie chodzi mi o to, co dzieje się obecnie ze szkołą z powodu reformy (zwanej deformą) edukacji autorstwa ministry Zalewskiej. O nakazie wychowania dzieci i młodzieży w duchu patriotyzmu, który niebezpiecznie śmierdzi duchami nacjonalizmu. Ale polityczne klimaty były przecież już wcześniej. Był PRL, z którym się nie dyskutowało, bo można było oberwać, ale była też przecież szkoła po transformacji, która wychowała nas w neoliberalnym duchu sukcesu i porażki, których tylko my mieliśmy być kowalami i absolutnej ślepoty na sprawiedliwość społeczną. Więc klimat polityczny to żadna nowość.

Nowością jest to, że jest więcej rodziców, którzy się interesują, na kogo szkoła chce wychować ich dzieci. I chwała im za to! Moja koleżanka z pracy na przykład, uznała że plakat dotyczący stulecia niepodległości, który zawisł w szkole jej dzieci (pierwsze klasy podstawówki) jest zupełnie niedostosowany do wieku dzieci, nie mówi o tej historii ich językiem i ma bardzo agresywny wydźwięk. Postanowiła interweniować i porozmawiać z nauczycielami.

Według mnie i tak jest za mało rodziców, którym się chce trzymać stronę dzieci i trzymać rękę na pulsie. To nie jest roszczeniowość, to jest troska i świadomość. Czasami łatwo te dwie rzeczy pomylić. W przypadku nauczycieli, tak samo.

Komentarz (1)

  1. Roszczeniowi rodzice istnieją. Nie zawsze jest to troska i świadomość. Jeśli komuś zawsze coś się nie podoba, a od siebie nie daje nic a tylko przeszkadza, to gdybym miała wybór, wolałabym nie współpracować z taką osobą. Podam prosty przykład: w szkole gdzie wydaje się ok 500 obiadów, rodzic na zebraniu żąda, aby przesunąć godzinę obiadu w czwartek, bo jego dziecko ma na 13.20 a obiad jest o 12.40. Jeśli troska dotyczy jednostki i nie patrzymy na dobro innych to dla mnie jest to egoizm.
    Na szczęście jest dużo cudownych rodziców, którym zależy. I na nich warto się skupić. Znam mnóstwo takich i do dziś jestem pełna podziwu dla nich, że im się chce…
    P.S.
    To mój pierwszy komentarz na tym blogu i to tutaj chcę napisać, że blog jest świetny a autorka po prostu mądra. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.