feminizm

Dlaczego omijam kluby, gdzie panie wchodzą za darmo

nightclubbing 925x540 - Dlaczego omijam kluby, gdzie panie wchodzą za darmo

Nigdy nie zaliczyłam tylu nieprzespanych nocy co w latach 2002-2003. To był drugi rok studiów, złote czasy clubbingu. Miałam dwadzieścia lat i pusty portfel. Nie wchodziłam do knajp, w których musiałabym zapłacić za wstęp, bo nie miałabym wtedy za co kupić tam piwa. Ale miejsc, w których musiałabym płacić i tak nie było. Bo dziewczyny wszędzie wchodziły za darmo. Wtedy nie zastanawiałam się zupełnie dlaczego tak jest. Tak po prostu było. Mogłyśmy uznać to za przywilej bycia kobietą. Ale tak naprawdę nie ma to nic wspólnego z przywilejem. Nie kobiecym przywilejem, bynajmniej.

Potrzebowałam kilkunastu lat, wielu godzin poświęconych na przepracowanie własnych doświadczeń i myślenie o porządku świata, wielu rozmów i paru przeczytanych książek. I może też tego, że świat się zmienił i rzeczy, które wydawały się kiedyś normalne i niewinne, bo tak już przecież jest urządzony ten świat, zaczęły wydawać się nam podejrzane. Słusznie podejrzane. I tak wczoraj minęłam plakat reklamujący imprezę, na którą “panie wchodzą za darmo do godziny 24.”. Czy po 24.00 wszyscy są już tak pijani, że dodatkowe kobiety na parkiecie przestają być wabikiem?

Bo o to tu chodzi, prawda? Nie o szczególną, uprzywilejowaną pozycję kobiety w społeczeństwie. Żadną tam szarmackość, która każe przepuszczać nas w drzwiach. Nikt tu nie chce zrobić dziewczynom dobrze. Nikt tego nie robi z dobrej woli. Chodzi o to, by obecność kobiet przyciągnęła do klubów heteroseksualnych facetów, którzy zapłacą za wstęp i wydadzą w barze pieniądze na alkohol. Wydadzą więcej hajsu, stawiając drinki dziewczynom, niż gdyby wydali na piwo dla siebie i kolegów. Klub to miejsce erotycznej gry i wszyscy mniej lub bardziej zdają sobie z tego sprawę. Oczywiście nie wszyscy przychodzą do niego w celu nawiązania relacji, która jeszcze tego samego wieczoru znajdzie swój finał w łóżku. Ale jest ich wielu i to oni są najcenniejszymi klientami, to ich mają przyciągać dziewczyny. Zwierzyna łowna na wolnym rynku. Kultura gwałtu w czasach późnego kapitalizmu.

Żyjąc w ciele kobiety żyjesz w poczuciu stałego zagrożenia, nie zawsze nawet zdając sobie z tego sprawę. Możesz wcale nie czuć się cały czas obiektem seksualnym, możesz nie myśleć wciąż o tym, że mogłabyś paść ofiarą gwałtu. I nie chodzi o to, że sobie tego nie uzmysławiasz. Nie będę nikogo przekonywać, że na pewno tak właśnie się czuje. Ja się tak nie czułam w czasach, gdy na potęgę chodziłam po klubach, chcąc nie chcąc uczestnicząc w grze, w której bywałam zwierzyną, chociaż czasami pragnęłam zupełnie otwarcie być myśliwą. Mimo to stosowałam cały zestaw ochronny, tak jakbym bała się cały czas. Nie zostawiałam swoich drinków, pilnowałam swojej torebki, trzymałam się swoich koleżanek i nie wracałam sama do domu. Chociaż to ostatnie to nie zawsze. Jednocześnie czułam się zobowiązana do umawiania kolejnych spotkań z chłopakami, którzy okazali mi zainteresowanie, później często odwołując te spotkania w popłochu. To wszystko było bardzo skomplikowane i robiło mi bardzo źle na głowę. Przy czym wszystko to odnosiłam wyłącznie do stopnia popaprania własnej psychiki, nie myśląc wcale jak bardzo wpisuje się to w schemat będący częścią całego systemu. Wtedy nie znałam pojęć, którymi mogłabym to opisać. Wiele z tych pojęć zresztą w tamtych czasach nie było jeszcze nazwanych.

Kanony urody, którymi jesteś karmiona sprawiają, że czujesz się niepewnie w swoim ciele. Gdy w końcu ktoś mówi ci, że jesteś ładna, czujesz się lepiej, ale to nie wystarczy. Każdy kolejny potwierdzający twoją atrakcyjność koleś zasługuje na to, by okazać mu minimum zainteresowania. Gdy potem w panice uciekasz, bo przecież on wcale cię nie interesuje, czujesz się podle. Stosujesz cały system zabezpieczeń nie tylko przed naruszeniem twojej nietykalności cielesnej, ale i przed podrywem ze strony facetów, których nie chcesz. Przy tym, nie ukrywajmy, chciałabyś poznać kogoś fajnego. Ale w tych klubach nie zjawiają się ci fajni. Zjawiają się ci, których chciałabyś unikać. Oni często uważają, że pijąc piwo, które ci postawili, jesteś im już coś dłużna. Niektórzy z nich dotykają cię w tańcu. Zwykle są to ci, którzy wcześniej nie zamienili z tobą ani jednego słowa. W jednej chwili zamieniasz się w kamień, ale boisz się zareagować, stajesz się transparentna. Z drugiej strony, z tyłu głowy jakiś głos mówi ci, że ten dotyk to przecież znak, że masz na tym rynku wartość. To mówi twoja niepewność, twój wewnętrzny zakompleksiony pasztet. Głos systemu, w którym mężczyźni mają prawo do seksu, a ty jesteś zwierzyną łowną, której wartość mierzy się w ich walucie.

Tymczasem chodziłam po klubach, żeby pić i tańczyć. Nie po to, by uciekać przed myśliwymi. Pewnego dnia przestałam. Nie, nie przez nich. Clubbing po prostu zrobił się nudny.

W takich właśnie okolicznościach przyrody polityka wielu klubów przewiduje, że tylko dziewczyny mają wjazd za darmo. Ma to swój wymiar finansowy, o którym pisałam kilka akapitów wyżej, ale jest w tej ekonomii coś jeszcze. Otóż założenie niższej pozycji ekonomicznej kobiety. Skoro kobiety zarabiają mniej, niech wchodzą za darmo. A na barze? Na barze i tak ktoś postawi im drinka.

Photo by Wes Hicks on Unsplash

Komentarze (2)

  1. Racja i po latach też to widzę. Na studiach również cieszyłam się, ze mam wstep za darmo do klubów, coa tam mi switalo, że coś jest nie halo, ze jestem tutaj jak produkt na półkach: do schrupania czy nie? I ze to facet jest podejmujacym decyzje w takim ukladzie (stawia, komplementuje, wymaga). Kazda kobieta cieszy się, ze jest dowarosciowana, tylko czy ci faceci widzą coś w oparach alkoholu i wlasnej huci? W świetle dziennym okazywali się nie tymi, których chcialam. Nie mówię, ze kluby są złe, uwielbiam tańczyć, ale to wszystko można robić inaczej. Przede wszystkim zadbać o poczucie własnej wartości i spójność ze sobą, wtedy trudno bedzie się złapać w te klubowe sidla. To już jednak wiekszy temat. Swoja drogą wyobraźmy sobie sytuację: wstep do klubów za darmo tylko dla facetow! Od razu stawia się ich w roli maskotek, prawda? Fajnie odwrócić myślenie patriarchalne i zobaczyć, co wyjdzie. Często dopiero to otwiera oczy 🙂

  2. Fajny tekst, chyba podobne wyjaśnienia będę stosować wobec facetów, którzy chcs stawiać mi alkohol. Nienawidzę tego, a niektóre osobniki w ogóle nie pojmują powodów mojej odmowy, można mówić jak do ściany. Co innego, gdy stawia ci przyjaciel, bo wie że krucho u ciebie z forsą – mu na pewno kiedyś się odwdzięczę. Ale czasami zdarzają się takie namolne typki, które myślą że skoro większości dziewczyn mogą rozkazywać „teraz będziesz pić, bo ja ci stawiam”, to mi też, i nie ma w tym nic dziwnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.