życie

To nie jest tak, że nie tęsknię do czasów sprzed dziecka

gdy nie ma dzieci

To nie jest też tak, że żałuję, ani nic z tych rzeczy. Zawsze powtarzałam, że życie nie kończy się, gdy na świat przychodzi potomstwo, chociaż oczywiście to jest trochę inne życie. Tak to sobie wyobrażałam i tak jest. Ale powiem Wam jedno: po ponad dwudziestu latach od premiery, wreszcie rozumiem o czym śpiewał Kazik w “Gdy nie ma dzieci”.

Znacie to gderanie ludzi, którzy żyją według jakiegoś dziwnego scenariusza zaliczeń i wszystko robią na czas. Wyznaczony z góry czas. To te osoby, które wierzą w 20 rzeczy, które należy zrobić przed dwudziestką, w instytucję staropanieństwa rodem z powieści Jane Austen i w to, że rozmnażanie należy zakończyć przed trzydziestką. To oni na studiach balowali jak źli, ciągając cię od baru do baru, nie znosząc sprzeciwu, chociaż gotowa byłaś przedstawić im L4 od mamy, żeby już nie pić tej ciepłej wódki. Ponieważ to był czas, gdy należało się wyszaleć. Bo potem wiecie: małżeństwo, dom, rodzina, kredyt, poważna praca i ukrywanie tribala na plecach pod przyciasną garsonką. Działka, emerytura i buty do trumny. Jednym słowem, amen. Game over. A innego sposobu na życie niż tego, które narzuciło im społeczeństwo nawet nie brali pod uwagę.

To są ci ludzie, którzy gderają, że wraz z pojawieniem się dzieci, skończyło się ich życie. Gderają, aż masz ochotę walnąć ich w łeb i spytać, na jaką cholerę robili te dzieci, skoro skończyły im życie, a oni sami taki scenariusz wybrali i w dodatku wiedzieli, że tak będzie. A może po prostu wymyślili sobie, że tak ma być?

No więc staram się omijać takich ludzi z daleka, albo w porę walić ich w ten łeb. Bo życie to nie są same punkty do odhaczenia i zamknięte raz na zawsze etapy. Tylko bardziej tak jak śpiewali w Królu Lwie: życia krąg, circle of life, hakuna matata. Jasne, pewne rzeczy się kończą, ale inne otwierają. Niekonieczne oznacza to nieuchronność męczeństwa, mimo pokus ze strony nieśmiertelnej figury Matki Polki.

Oczywiście, to nie jest tak, że nie tęsknię do czasów sprzed dziecka.

Do wieczorów tylko we troje w konfiguracji ja, on i w roli trzeciego wino. Do nocnych spacerów po mieście, gdzie nas nogi poniosą. Do śpiewania na cały głos “Hera, koka, hasz”, gdy się wracało w podkrążeniu nad ranem. Do dzikich wypadów z dziewczynami, wszystkimi pełnoletnimi. Do takiej słodkiej wolności.

Nie zrozumcie mnie źle. Dzieci nie odbierają nam wolności. No może trochę. Ale bez przesady. I jeśli już, to tylko gdy są bardzo małe.

Jasne, że tęsknię trochę do tych czasów przed dzieckiem. Bo teraz wszystkie te miłe i szalone rzeczy to jednak są reglamentowane. Trzeba planować z wyprzedzeniem. Załatwiać opiekę. I w ogóle odpowiedzialnie zrywać tę smycz. Ale mówię wam, jak się tę smycz zerwie, to się zerwie tak, jak nazwa wskazuje. Aż miło. Potem trochę strach oglądać filmików z tych imprez.

I powiem Wam jeszcze coś: docenia chwile tylko we dwoje jak nigdy. I baluje się też jak Kazik w “Gdy nie ma dzieci” opowiadał. Nareszcie zrozumiałam sens tej piosenki. O słodki jezu, jakie to jest prawdziwe! I to chyba powinnam powiedzieć wszystkim marudom, które muszą wyszaleć się za młodu, bo potem dzieci i trumna. Weźcie posłuchajcie jeszcze raz tej piosenki i dajcie pożyć innym bez tego smęcenia.

Komentarze (2)

  1. Tak sobie wbiłam tutaj znienacka i o proszę, jaki wspaniały wpis, oddający w pełni to, co ja sądzę. A fragment „To są ci ludzie, którzy gderają, że wraz z pojawieniem się dzieci, skończyło się ich życie. Gderają, aż masz ochotę walnąć ich w łeb i spytać, na jaką cholerę robili te dzieci, skoro skończyły im życie, a oni sami taki scenariusz wybrali i w dodatku wiedzieli, że tak będzie. A może po prostu wymyślili sobie, że tak ma być?” to już w ogóle creme de la creme. Dzieci nie mam, bo sobie nie chcę mieć, a jak sobie zachcę, to może będę miała. I gitara 😀 Pozdrawiam!

  2. Powiedziałaś dokładnie to, co ja myślę! Sama nie mam jeszcze dzieci, ale głęboko wierzę w to, że dziecko to nie koniec świata. Życie po dziecku jest po prostu trochę inne niż przed. I naprawdę szkoda mi ludzi, którzy uważają, że ślub czy rodzicielstwo to pewna granica, która wyznacza koniec i po prostu nie widzą innej perspektywy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *