Lubię patrzeć na źle ubranych ludzi

Źle ubrani ludzie

Zachwycać się dobrym stylem to jest, powiem Wam, łatwo. Gdy tymczasem zły gust to dopiero jest prawdziwa sztuka. I nie myślę tu wcale o świadomej zabawie z kiczem, o brzydkich ubraniach na pokaz.

Lubię patrzeć na źle ubranych ludzi. Każdy z nich jest opowieścią. Taką najszczerszą, taką na wyciągnięcie ręki.

To są historie o ambicjach i ich braku. O bogactwie i biedzie. O dalekich podróżach i o nigdy nie opuszczonym domu. O młodości i o starości. O złych lub dobrych adresach. O kompleksach i próbach ich tuszowania. O stosunku do własnego ciała. O dorastaniu i odmowie dorastania. O zmęczeniu i o szczęściu.

Złe ubrania mówią o człowieku tak wiele i tak otwarcie, że czasem chciałoby się im powiedzieć, że powinny się zamknąć. Dobre mówią jedynie, że masz dobry gust. Czasem tylko widać, czy własny, czy pożyczony, ale to drugorzędna sprawa. Dobre ubrania są też doskonałą zbroją. Nie tak łatwo przebić się przez nią prosto w czyjeś miękkie podbrzusze. Nie tak łatwo wydobyć z niej gotowe opowieści.

Zły gust jest najlepszym sprzymierzeńcem pisarzy. Jeśli chcesz opisać osobę strojem, do ubrań w złym guście nie musisz dodawać już żadnego komentarza. Masz gotową postać.

Łatwo jednak popaść w przesadę oddając się we władanie tym opowieściom, tak jak to na przykład czynią twórcy serialu „Teoria wielkiego podrywu”. Ja im zwyczajnie nie wierzę, że można mieć w szafie pięćdziesiąt takich samych brzydkich golfów, sto takich samych obleśnych dresów, sto pięćdziesiąt takich samych kardiganów z lumpeksu. Identycznych, tylko w różnym kolorze. To oznacza jedynie, że kostiumograf poszedł na łatwiznę, myląc konsekwencję złego gustu z konsekwencją uniformu.

Gdy więc idę ulicą, najbardziej lubię patrzeć na źle ubranych ludzi. Od razu dopisuję im w głowie historie. Nie muszą być prawdziwe, są w końcu wytworami mojej wyobraźni, ale sam fakt, że wprawiają wyobraźnię w ruch, już znaczy wiele. Złe ubrania są jak poorane zmarszczkami twarze. Nie biorą jeńców.

Zobacz także

2 Comments

  1. To fascynujące podejście. Mnie taki ekstremalnie zły gust do ubrań estetycznie mierzi na takim poziomie, że staram się takim ludziom nie przyglądać. Bardziej interesują mnie ludzie ubrani w jakimś stylu, albo nieudolnie ubrani w jakimś stylu – nastolatki, które próbują być punkami, ale mama nie pozwala… Sama taka byłam i czuję w nich jakieś braterstwo. Moim konikiem w obserwacjach są jednak twarze. Bardzo lubię brzydkie, nietypowe, nieproporcjonalne twarze. Widzę w nich taki rodzaj piękna, który mnie fascynuje. Najlepiej kobiety bez makijażu, zmęczone, z podkrążonymi oczami. Tutaj faktycznie widać tą historię, czasami nawet daleką – tatarskie rysy którymś z baardzo dalekich przodków i takie tam. Takich ciekawych ludzi chętnie wrzucam do swoich nienapisanych opowieści, żeby ich nie zapomnieć 😀

    1. Ada T. Kosterkiewicz

      oj twarze rządzą, bez dwóch zdań 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj