życie

Pierwsze wyjście z gniazda

To już jutro. Wielki dzień, dzień próby. Młode idzie do żłobka, a ja czuję się, jakby co najmniej wyjeżdżało na studia do innego miasta. Podobno wszystkie matki tak mają, a potem żadna nie żałuje. Ale teraz jest dzień przed, więc pozwalam sobie na smutek.

Kiedyś, na długo przed tym zanim zostałam matką (no będzie z 10 albo i 15 lat), miałam straszny sen. Śniło mi się, że muszę przez 24 godziny na dobę opiekować się dzieckiem i jest to tak straszne, że chcę od niego natychmiast uciec. Do pracy. Po tym śnie przez te wszystkie lata myślałam, że nie wytrzymam na macierzyńskim, że się zanudzę na śmierć. Ale okazało się, że matki dostają od natury taki podstępny zastrzyk z potężną dawką zupełnie nowych, nieznanych emocji, że sny sprzed lat, w których wychodziły na wierzch nasze lęki i uprzedzenia, zdecydowanie nie mogą okazać się prorocze.

W ogóle to wszystko miało być inaczej, co nie. Przecież ja nie chciałam rodzić siłami natury, nie chciałam karmić piersią, nie chciałam siedzieć na macierzyńskim przez rok. Dziecko miało spać w swoim łóżeczku, a nie z nami. I w ogóle to ja wolę koty. A teraz co? Wszystko na opak (nie mówcie kotom!). Na domiar złego okazało się, że urlop macierzyński to najlepszy czas w moim życiu. Nie dlatego, że nie chodzę do pracy (no dobra, to też), ale dlatego, że wszystko robimy razem (no prawie). Zwariowałam, prawda? Tak serio, to mam czasem ochotę wystawić młodą za drzwi i kazać jej zająć się sobą i wreszcie dać mi spokój (jak na przykład przed chwilą, gdy rozwaliła mi wargę przy pomocy książeczki).. Kto nie ma? Ale to w niczym nie zmienia faktu, że czuję smutek, taki mały uciskający dołki smutek, że coś się kończy. Mówią, że to normalne.

To jest pierwsze wyjście z gniazda, które oznacza, że mały ludzik będzie miał swoje pierwsze życie poza mną. Trochę przerażające, ale z drugiej strony całkiem fascynujące. Dla mnie to wyjście z gniazda oznacza potrzebę totalnego przeorganizowania rutyny dnia.

Prawdopodobnie cały ten rytuał przejścia będzie trudniejszy dla mnie niż dla niej. Tak mówią. Niezbyt wierzę w to, co ludzie mówią, ale tak po prawdzie tym razem wolałabym, żeby mieli rację. Trzymajcie kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *