feminizm

Jak przestałam nosić stanik

dzień bez stanika

Ostatecznie zerwałam z biustonoszem, gdy piersi urosły mi o dwa rozmiary i zaczęłam karmić. Czyli mniej więcej w momencie, o którym mówią, że na freeboobing za późno. Powód? Wyłącznie wygoda, bo okazało się, że przy dziecku szalejącym na cycu nawet najbardziej profesjonalne zapięcia staników do karmienia doprawadzają mnie do szału. Dziś międzynarodowy dzień bez stanika, więc opowiem Wam moją historię.

Zanim na dobre porzuciłam biustonosze, przeszłam przez większość stanikowych etapów i trendów, jakie zaliczyła prawdopodobnie większość dziewczyn w moim wieku na naszej szerokości geograficznej. Lata prób i eksperymentów, od klasycznego 75B, przez dyktat pushupów (podróbki i luźne inspiracje Evą Herzigovą w wonderbra), przez staniki sportowe i szaleństwo szerokiej rozmiarówki/macania przez brafitterki po jakże instagram friendly stanik typu bralette. Odejście od stanika. Powrót do stanika. I tak kilka razy. Setki dylematów. Płakać nad małym biustem, czy cieszyć się małym biustem? Wypychać czy spłaszczać? Pytań o to, co jest najważniejsze. Dobre podtrzymywanie? Wygoda? Wygląd? A jeśli wygląd, to jaki? Setki komunikatów bombardujących codziennie ze strony znajomych, prasy kobiecej i specjalistycznych blogów. Wszystko po to, by mieć w szafie około piętnastu biustonoszy. Całkiem sporo jak na osobę, która z dnia na dzień przestaje je nosić.

Rytuał przejścia

Pamiętacie swój pierwszy stanik? Założę się, że pamiętacie. Na pierwszy stanik czeka się jak na pierwszy rower, jak na kasę z komunii, jak na pierwszy seks. Ja swój wyprosiłam od rodziców na dwunaste urodziny, rozmiar zero, bo przecież nawet jeszcze nie zaczęły rosnąć mi piersi. Pierwszy stanik to jest trochę taki nasz rytuał przejścia. Rytuał, o którym możemy mówić głośno i bez wstydu, w przeciwieństwie do mówienia o pierwszej miesiączce. Oto narzędzie, które ma nas uformować jako kobiety, ma nadać nam kobiecą formę i to dokładnie taką, która wpisze nas w kanon urody. I to jest naprawdę smutne. Bo jasne, że sam w sobie biustonosz jest ciuchem, posiadającym funkcję ubierania nas jak każdy inny ciuch. Ale to kulturowo bynajmniej nie jest neutralna część garderoby.

Nie zrozumcie mnie źle, nie zamierzam tu palić żadnych staników. Ostatecznie moja decyzja o nienoszeniu nie była podyktowana żadnymi głębszymi przemyśleniami nad opresyjną naturą biustonosza, lecz wyłącznie wygodą. Moim własnym, zupełnie subiektywnym poczuciem wygody. Dla wielu osób wygodę zapewnia właśnie stanik i to często ten porządnie podtrzymujący, a ja to doskonale rozumiem, chociaż sama swobodnie czułam się wyłącznie w biustonoszu typu bralette, czyli w dwóch trójkątach na gumce. Ale czy nie macie wrażenia, że chcąc czy nie chcąc żyjemy w dyktacie formującego nas stanika? I nie chodzi tu wcale o sutki, które cenzuruje facebook. Chodzi o kształt. A kształt powinien być jeden, bez względu na rozmiar. Alleluja i do przodu.

Cycopozytywność

Ostatecznie zawsze jest wybór. Nikt nie zamyka do więzienia za brak stanika pod bluzką, przynajmniej nie w tym kraju. Rezygnacja ze stanika nie jest wcale prosta, gdy nie akceptuje się swojego ciała. A trudno akceptuje się swoje ciało, gdy kanon jest ciasny jak zapięcie w rozmiarze 65DD.

Pod stanikiem wszystkie cycki są sobie podobne. Jedne mniejsze, inne większe, ale z grubsza w tym samym kształcie. Dopiero oglądając nagie piersi, i to nie na filmach porno, widzimy jak bardzo potrafią się od siebie różnić. Ideał piękna zakłada jednak, że najładniejsze są takie, które wyglądają jakby się w tych stanikach wypiekły. Jak muffiny w foremkach. Biustonosze to wielcy oszuści i nie myślę tu wcale o facetach, którzy czują się oszukani, że nasze cycki po wyjęciu z formy wyglądają nie tak, jak tego oczekiwali (smutno mi, że istnieją tacy faceci), tylko o nas samych, gdy myślimy, że z naszymi cyckami coś jest nie tak, bo musimy upychać je w te foremki jak plastelinę. Cycki po prostu są różne. Niby oczywiste, ale jednak nie do końca, bo co jak co, ale cielesna różnorodność wciąż przegrywa w starciu z ciasnym kanonem.

Czyj to wybór…

Pisałam już, że ostatecznie zawsze jest wybór? Pisałam. Od dawna słyszę od kobiet, że rzuciłyby staniki w cholerę, gdyby miały mniejsze cycki. Powstrzymuje je grawitacja, wiek, karmią piersią, albo uważają, że ich cycki po dzieciach to już nie to, co kiedyś. Wiele z nas powstrzymuje też wstyd. Bo my się ogólnie wstydzimy naszych ciał. One zawsze są trochę nie takie. Wstydzimy się też tego, co ludzie powiedzą. A ludzie mówią, że staników to nie noszą puszczalskie. No i może stare hipiski.

Bo staniki chronią nie tylko kobiece piersi przed wypadnięciem z formy, ale również heteroseksualnych facetów przed niekontrolowanymi podnietami. Oczywiście to kobiety są odpowiedzialne za to, by męskie podniecenie trzymać na wodzy. Mężczyźni są zupełnie pozbawieni kontroli nad swoimi ciałami, prawda? Im też się tak wydaje. Kiedyś mój były szef był wygłosił ubolewanie, że oto przyszła wiosna i kobiety w biurze zaczęły nosić głębsze dekolty, przez co on nie może się skupić, musi na te dekolty patrzeć. Jak naprawdę lubię faceta, tak wciąż żałuję, że nie powiedziałam mu, że to jego problem, że tam patrzy.

Bo pewnie, że patrzą. Ale to problem tych, co patrzą. Bo powinni patrzeć nam w oczy (pamiętacie ten filmik z Marion Cotillard?). Stanik, czy brak stanika, dekolt czy golf nic tu nie ma do rzeczy. Bo to do cholery nie jest nasza wina i nasza odpowiedzialność.

…czyli kontrowersje

Wolne cycki budzą kontrowersje również dlatego, że przyjęło się uważać je za intymną część ciała. Ta nadmierna seksualizacja piersi w naszej kulturze ma też poważniejsze konsekwencje w postaci dyskryminacji i wstydu przed publicznym karmieniem piersią. Freeboobing dostaje rykoszetem, chociaż w praktyce rzadko się zdarza, żeby ktoś kogoś za brak stanika napiętnował, czy nawet krzywo spojrzał. Bo tego braku, powiedzmy sobie szczerze, wcale tak od razu nie widać. Jednak myśl o tym, że przecież każdy zauważy, potrafi skutecznie powstrzymywać przed wyjściem z domu bez stanika.

Wybór, czy nosić biustonosz czy nie nosić, masz zawsze, a kluczem do niego powinna być tylko własna wygoda i dobre samopoczucie, a nie opinie innych i ludzkie uprzedzenia.

Komentarze (4)

  1. Nie wiem ilu mężczyzn się ze mną zgodzi, ale wszelkie tego typu komentarze o patrzeniu w dekolt, zbyt długich spódnicach czy sukienkach podpadają pod molestowanie i powinny być tępione. Owszem mężczyzna może przypadkowo zobaczyć to i owo, może się nawet tym podniecić, ale jest to wyłącznie kwestia jego organizmu i nie ma prawa obwiniać za to kobiet. Może jestem przewrażliwiony, ale irytuje mnie przyzwolenie dla mężczyzn myślących niekoniecznie mózgiem i kwitowanie tego tym że „faceci tacy już są”. Może i są, ale dopiero jeżeli jeden z drugim dostanie (oby tylko metaforycznie) w twarz, lub zostanie zaproszony przez kadry na poważną rozmowę, to może coś się zmieni. Szczególnie dopóki w szkołach nie zaczną być tępione pewne zachowania chłopców w stosunku do dziewczynek.

    1. Ada T. Kosterkiewicz says:

      Dziękuję za Twój komentarz 🙂 Kurcze, gdyby więcej facetów tak myślało (byłoby pięknie)!
      Najgorzej, że często jest tak, że jak jeden z drugim dostanie za takie zachowania (metaforycznie) w twarz, to się obraża i oskarża o brak dystansu. Ale nie ma rady, nie można się poddawać, trzeba edukować i to nie tylko małych chłopców, ale dorosłych mężczyzn również, bo co z tego, że powiemy dzieciakom, dajmy na to w szkole, że pewne zachowania są nie halo, skoro potem one i tak widzą, że ich tatusiowie, bracia czy wujkowie zachowują się w ten sposób, a to oni są dla nich pierwszymi autorytetami.

      1. Te oskarżenia nie są bezpodstawne, bowiem trudno dać komuś w twarz z dystansu 😉 A trochę poważniej, to nie tylko w tym problem, że chłopcy i mężczyźni dają zły przykład młodszym, ucząc niewłaściwych zachowań. Najgorsze jest to, że źle potraktowana kobieta nie reaguje. W efekcie dziecko uczy się zestawienia „tatuś obraża mamusię” + „mamusia nie gniewa się na tatusia” = obrażanie mamusi jest czymś normalnym. Opcjonalnie „kolega obraża swoją dziewczynę” + „dziewczyna z nim nie zrywa” = „dziewczyny to lubią”. Oczywiście nie znaczy to, że obrażana kobieta jest sama sobie winna, bo zawszę winę ponosi agresor. Ale tylko stanowcza reakcja kobiet na niewłaściwe zachowania mężczyzn może do tego zniechęcić obecne przy tym dzieci.

        1. Ada T. Kosterkiewicz says:

          True. I tu znów powraca stary dobry temat strażniczek patriarchatu. To jest po prostu robota dla wszystkich płci, żeby się z tego gówna wyzwolić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.