feminizm

Jak zabić aktywizm w jednym prostym kroku, czyli jak dziewuchy dziewuchom

Pod koniec XIX wieku co najmniej kilku wynalazcom udało się skonstruować żarówkę. Za jej twórcę do dziś uznajemy jednak Thomasa Edisona. Tylko jemu udało się ją opatentować. W 1961 Ray Kroc namówił braci McDonald, by sprzedali mu firmę i prawa do marki. Zarobili prawie trzy miliony dolarów i zatrzymali pierwszą prowadzoną przez siebie knajpę, ale musieli zmienić jej nazwę na Big M. No i nie zobaczyli nigdy miliardów dolarów zysków, jakie przynoszą restauracje McDonalds. Biznes is biznes. Tylko czy naprawdę wszystko musi być towarem?

Wczoraj administratorki lokalnych grup i fanpage’y Dziewuchy Dziewuchom dostały wiadomości od adminek fanpage’a ogólnopolskiego z informacją, że powinny zmienić nazwy swoich stron. Jeśli nie zrobią tego w ciągu 48 godzin, FB bezpowrotnie usunie ich treści. Skąd takie żądanie? Okazuje się, że dziewczyny prowadzące ten ogólnopolski fanpage opatentowały nazwę. Tak, dobrze czytacie. Zgłosiły do urzędu patentowego sformułowanie “Dziewuchy Dziewuchom” jako słowny znak towarowy. Znak, który będzie można umieszczać na koszulkach, gadżetach, w kampaniach reklamowych i na nim zarabiać. Oficjalnie przekaz jest taki, że nazwa została opatentowana, by nie publikować pod nią żadnych szkodzących sprawie treści. Ale fakty są takie, że za całym tym patentem stoi współpraca z marką modową Nenukko, w której to kampanii adminki DD pojawiły się już w zeszłym roku. Czyli co? Czyli chodzi o hajs. Termin na zgłoszenie sprzeciwu do urzędu patentowego to trzy miesiące. Nazwa została zgłoszona w sierpniu ubiegłego roku. Wiadomości do adminek wysłane były wczoraj. Przypadek?

Dziewuchy Dziewuchom to nieformalny ruch społeczny, który powstał w kwietniu 2016 roku w reakcji na próby zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, jeszcze przed czarnym protestem i Strajkiem Kobiet. Najpierw jako grupa facebookowa, na której skrzyknięte zostały pierwsze protesty. Lokalne grupy Dziewuch działały w wielu miastach. Działały realnie, nie tylko na fejsie. Działały i robiły konkretne rzeczy przez dwa lata. To jest praca, w dodatku praca społeczna, za którą nikt nigdy nie oczekiwał złotówki. Sama od połowy kwietnia 2016 roku działałam w Dziewuchy Dziewuchom Wrocław. Od dłuższego czasu nie robiłyśmy już nic pod tym szyldem, gdyż prawie wszystkie weszłyśmy do Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, ale to nie zmienia faktu, że cała sprawa mocno dotknęła mnie osobiście.

Okazuje się, że szyld, pod którym ta cała praca była wykonywana ma realną rynkową wartość, którą można opatentować i zmonetyzować. Jednym z haseł na transparentach od początku protestów było “Aborcja prawem nie towarem”. Teraz wychodzi na to, że walka z zakazem aborcji może być towarem. Nawet jeśli któraś z osób będących obecnie właścicielką patentu na Dziewuchy jest autorką tej nazwy (czego nie wiem, autorstwo póki co szerzej nie jest znane), przywłaszczenie jej sobie na zasadach wyłączności i to w ewidentnie handlowych celach jest zwyczajnie po ludzku nie etyczne. Autorstwo nazwy przy całym jej znaczeniu i pracy aktywistek przestaje mieć pierwszorzędne znaczenie.

Jasne, że legalnie to można opatentować wszystko. Christian Louboutin chciał zastrzec w urzędzie czerwony kolor na podeszwach butów. Ludzie od Macintosha zamykali blogi eksperckie o macach ze słowem “apple” w tytule. Yoko Ono zrobiła chryję firmie produkującej napój John Lemon, bo nazwa niebezpiecznie kojarzyła się z Johnem (zostało z tego On Lemon). To wszystko brzmi głupio, ale przy tym, co się dzieje z Dziewuchami, jednak niewinnie. Gdy ktoś chce urynkowić nazwę ruchu społecznego, utowarowić aktywizm, coś jest zdecydowanie nie tak. Takich rzeczy po prostu się nie robi. Bo to nie są koszulki z nieżyjącym od 50 lat Che Guevarą, tylko coś całkiem żywego w brzydki sposób odebrane żyjącym ludziom. I nie wszyscy ci ludzie ograniczali swój aktywizm tylko do facebooka.

Wolałabym, żeby ten patent okazał się jedynie strzałem w kolano przedsiębiorczych (cwanych?) dziewczyn, ale obawiam się, że tak nie będzie. Najgorsze w tej całej sprawie jest to, że patent na Dziewuchy Dziewuchom to jest też strzał w kierunku aktywizmu pro-choice. Bo jaki mamy komunikat dla ludzi, którzy może niekoniecznie na co dzień orientują się w sprawie? Ano taki, że się aktywistki zabierają za zarabianie hajsu, że może cały czas im o to chodziło, a nie o walkę z fanatykami, którzy chcą cierpienia kobiet. Bo taka zła fama łatwo rozlewa się z małych grup na cały ruch, także ten ruch, który nie występował nigdy pod rzeczoną nazwą. I druga sprawa: dziewuchy dziewuchom uczyniły tę rzecz. Solidarność kobiet? Panie! Nie ma solidarności, gdy chodzi o hajs. Czy naprawdę takich rzeczy chciały dziewczyny, które wpadły na genialny pomysł opatentowania nazwy ruchu społecznego?

Komentarze (4)

  1. czuję się tym zniesmaczona, choć niezaskoczona

  2. Ela Głogowska says:

    Wiesz Ada, masz rację. I to jest bardzo smutne, tym bardziej, że… nie zaskakuje?

  3. ŻENADA. Musiałabym użyć bardzo brzydkich słów, by wyrazić moje oburzenie i to, co myślę o postępowaniu tych pań.

    1. Ja się wciąż zastanawiam, czy nie za bardzo pojechałam po nich w tym wpisie, bo może jednak nie chciały wcale tak źle, ale kurcze… jak się chce zastrzec ten znak, to można to zrobić na wiele rozsądniejszych sposobów, założyć fundację, stowarzyszenie, i do cholery nie grozi się zamknięciem gruo i fanpage’y osobom, które nigdy nie zrobiły nic na szkodę DD, a wręcz przeciwnie – to one tak naprawdę budowały ten ruch i to w realu, nie na fejsie. Chociaż wg oświadczenia dziewczyn DD to nie jest i nie był ruch społeczny. To ja się tak na serio pytam: czyli czym był? Bo dla tych wszystkich osób, które jako DD organizowały protesty to zdecydowanie było coś więcej niż grupa na fejsie. Cała sprawa ma też szerszy aspekt bo pokazuje też, że fejs, który jest od lat narzędziem, które bardzo pomaga w tworzeniu ruchów społecznych, może być też dla nich sporym problemem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *