feminizm, publicystyka

Którzy nienawidzą kobiet

W środę rano opowiadałam aktywistce z Irlandii, jak to było u nas z zakazem aborcji. Jak to projekt Ordo Iuris w październiku 2016 roku został odrzucony nie tylko dzięki protestom tysięcy ludzi, ale przede wszystkim… po telefonie z Episkopatu, który to Episkopat stwierdził, że zakaz aborcji tak, ale może jednak nie karajmy za nią kobiet. Nie chciała mi wierzyć. Też bym nie wierzyła, gdybym nie mieszkała w Polsce. W środę około południa wspomniane Ordo Iuris zgłasza do ministerstwa zdrowia projekt, by zygotom nadać prawa pacjenta. W czwartek biskupi apelują (apelują!) do posłów rządzącej partii, by jak najszybciej zaczęli procedowanie projektu “Zatrzymaj aborcję”. W poniedziałek projekt trafia do komisji sprawiedliwości, która daje mu zielone światło. Podczas obrad komisji padają słowa o powinności macierzyńskiej, aborcja nazywana jest morderstwem, a kobiety idiotkami.* Apel biskupów zostaje wysłuchany. Już w piątek Sejm może zdecydować o odebraniu kobietom wyboru, czy chcą rodzić dzieci skazane na śmierć. Nie wierzyłabym, gdybym nie mieszkała w Polsce. Żyjąc w Polsce, jestem człowiekiem wielkiej wiary. Wiary w to, co mogą nam zrobić ludzie, którzy nienawidzą kobiet.

Irlandki najprawdopodobniej już w maju będą głosować w referendum o odrzucenie ósmej poprawki do ich konstytucji. W tejże poprawce zapisany jest całkowity zakaz aborcji (delikatnie złagodzony o możliwość przerwania ciąży, gdy życie kobiety jest zagrożone po śmierci Savity Halappanavar w 2012 roku). Bez jej zniesienia nie ma możliwości zmiany prawa. Irlandki, chociaż teoretycznie są w gorszej sytuacji od Polek, gdyż u nas w teorii nie ma całkowitego zakazu aborcji, praktycznie są w sytuacji dużo lepszej. Nie mają już nic do stracenia. Są w ofensywie. My od 2016 gramy wciąż w obronie.

Mężczyźni w sutannach, którzy nienawidzą kobiet apelują do posłów, by też nienawidzili kobiet. Bo to jest nienawiść, proszę państwa, w czystej postaci. Oczywiście ci mężczyźni mogą wierzyć w to, że człowiek zaczyna się od poczęcia. Ale tej wiary nie mogą narzucać innym. W imię tej wiary nie mogą skazywać innych ludzi na cierpienie. Nie mogą w imię tej swojej wiary odbierać innym wyboru. Przynajmniej tak długo, jak długo nie żyjemy w państwie wyznaniowym.

A nie żyjemy w państwie wyznaniowym, prawda?

I chyba żyć nie chcemy.

Nie chcemy też żyć w kraju, w którym nienawidzi się kobiet.

Zdaniem Naczelnej Rady Adwokackiej, projekt ustawy “Zatrzymaj aborcję” jest niekonstytucyjny. Według jej opinii wprowadzenie takiego prawa byłoby „usankcjonowaniem zjawiska przemocy wobec kobiet poprzez naruszenie podstawowych praw człowieka.”

„Przedstawiona propozycja zmian w obowiązującej ustawie nie zasługuje na aprobatę i powinna być oceniona negatywnie. Nie ulega wątpliwości, że aktualnie obowiązujące regulacje nie zapewniają realizacji praw człowieka w zakresie dostępu do legalnego przerywania ciąży. Ochrona płodu w fazie prenatalnej powinna przede wszystkim przejawiać się w zagwarantowaniu pełni praw kobiet, w tym swobody i samodzielności podejmowanych decyzji.”

Odebranie kobietom prawa wyboru w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu to też nic innego jak zwykłe okrucieństwo. Zwykłe znęcanie się nad osobą, która już przeżywa dramat, bo właśnie dowiedziała się, że dziecko, które najprawdopodobniej jest wyczekiwanym, nie urodzi się zdrowe. Być może urodzi się tylko po to, by umrzeć po kilku godzinach. Być może będzie umierało w męczarniach. Być może będzie “tylko” chore, ale będzie żyć, a ona być może nie będzie w stanie zapewnić mu opieki. Odebranie wyboru to dodatkowe cierpienie. Nawet jeśli ta kobieta zdecydowałaby się urodzić to dziecko. Bo osobista decyzja to coś innego niż przymus.

To jest bardzo delikatna sprawa. Wydawałoby się, że tak delikatna, że aż bezdyskusyjna, ale dla tych, którzy nienawidzą kobiet nie ma spraw delikatnych. I nie istnieją dla nich też fakty. Fakty są po to, żeby je ignorować w imię hipokryzji. A fakty są takie, że aborcja jest dostępna. W Niemczech, w Czechach, na Słowacji. Jest dostępna dla tych, które na nią stać. Tych, których nie stać, najczęściej nie stać też na wychowywanie chorych dzieci. Państwo im w tym wychowywaniu, mimo pięknych słówek, bynajmniej nie pomaga.

Jedną z najbardziej bulwersujących informacji związanych z pracami nad zakazem aborcji, jest ta o 2,3 mln złotych z unijnego funduszu na rzecz pomocy rodzinom osób z niepełnosprawnościami, przekazanych na konsultacje rządowego programu “Za życiem” (pamiętacie “trumienkowe”?), czyli w praktyce na kampanię informacyjno-edukacyjną na temat ochrony “życia poczętego” (czyli odebrania kobietom wyboru).

95 procent zabiegów legalnego przerwania ciąży w Polsce to właśnie aborcje ze względu na nieodwracalne uszkodzenie płodu. Wbrew temu, co twierdzą zygotarianie, większość z nich wcale nie dotyczy płodów z zespołem Downa. Jeśli te przepisy wejdą w życie, w praktyce oznacza to likwidację legalnego dostępu do aborcji w Polsce. I wtedy wreszcie będziemy mieć w Polsce Irlandię.

Pozwolimy im na to?

W piątek, kto oczywiście może, niech będzie w Warszawie: https://www.facebook.com/events/197600607498924/

*Z obrad komisji:
grafiki Marcina Wichy i Tomka Frycza