feminizm, publicystyka

Gdzie miejsce twoje

Kiedy czytałam stenogramy z obrad Komisji Sprawiedliwości, która przepuściła do dalszych prac projekt Kai Godek “Zatrzymaj Aborcję”, miałam wrażenie jakbym oglądała odcinek “Opowieści Podręcznej”. Ten, w którym pokazują retrospekcje, jak to się wszystko zaczęło, a Serena Joy – żona komendanta – rozpamiętuje swój udział w zniewoleniu kobiet. Ja tylko przypomnę, że powieść Margaret Atwood to nie jest instrukcja, to przestroga.

My wiemy, że tu wcale nie chodzi o aborcję, prawda? Tu chodzi o kontrolę nad kobietami i pokazanie nam, gdzie nasze miejsce. Panowie biskupi, panowie politycy i panowie komcionauci z internetu mówią nam to między wierszami. A czasami całkiem dosadną prozą.

Mamy rodzić. Mamy ładnie wyglądać. Mamy się nie odzywać. Mamy akceptować swój los, swoją podrzędną rolę i dziękować swoim panom za okazaną łaskę. No i oczywiście, mamy siedzieć w kuchni.

Lekceważenie kobiet odbywa się na taką skalą, że już dawno przestało dziwić. Wpisało się w krajobraz polityczny jak smog w zimową aurę naszych miast.

A teraz cytat dla podgrzania atmosfery:

Jan Maria Jackowski, poseł PiS:
„Kobiety zmuszane do porodu śmiertelnie chorych dzieci powinny mieć pretensje do natury, nie do polityków”

Bo kobieta jest zawsze winna, prawda? Jest winna gwałtu. Jest winna temu, że nikt jej nie chce. Jest winna temu, że urodziła “nietakie” dziecko. Wiemy przecież, że natura jest kobietą.

Jesteśmy więc winne. Mamy rodzić. Bo ciąża to kara za seks. No i mamy powinności macierzyńskie. Nie mamy nic do gadania. Nasze ciała nie należą do nas. Ktoś inny sprawuje nad nami kontrolę. Jeśli spojrzymy na świat oczami mężczyzn, którzy chcą kontrolować kobiety, zobaczymy, że jesteśmy w tym świecie jak rasowe suki. Psy wystawowe. Suki championki.

Podobnie jak rasowe suki musimy dobrze się prezentować. Dobra prezencja to podstawa, za to są punkty. Musimy być zapładniane i musimy rodzić. Ale rodzić dobrze. Jeśli urodzimy źle, nasi hodowcy zajmą się odpowiednio naszym potomstwem. To znaczy wyrzucą je na śmietnik lub w przypływie łaski oddadzą do schroniska, jak zdeformowane przez złe krzyżowanie psy. Bo tak wygląda stosunek państwa do niepełnosprawnych dzieci, prawda? Muszą się urodzić, ale co będzie się z nimi działo po urodzeniu, to już inna rzecz, to już nikogo nie obchodzi.

Nasza rola to rola rasowej, wystawowej suki. Rozpłodowej. Suki, która gdy szczeka za głośno, dostaje w pysk. Jest uciszana. Kobiety są uciszane od tysięcy lat, a świat im się łaskawie objaśnia.

Wiemy, że tu nie chodzi o aborcję. Aborcja to jest pretekst. Bardzo dobry, bo łatwo się nią gra emocjami. Chociaż, gdy Kaja Godek mówi o jej zakazaniu, nie ma w jej głosie i postawie żadnych emocji. I kto tu jest potworem? Szalone aborcjonistki?

Tu chodzi o kontrolę nad kobietami. Kobiety mają rodzić i znać swoje miejsce. Ich miejsce jest z tyłu, kilka kroków za mężczyzną. W domu, bo przecież nie w pracy i nie w przestrzeni publicznej. Po to jest zakaz aborcji. Po to są żłobki, których nie ma. Po to rząd obmyśla prawo, które pozwoli na zwalnianie z pracy kobiet w ciąży. Zachciało się nam całego życia! To nam teraz pokażą, że nie da rady. Wykorzystają do tego naturę. I powiedzą, że to wszystko jej wina.

I zrobią to w roku 2018, kiedy wydawać by się mogło, że dla mężczyzn, którzy chcą kontrolować kobiety, nie ma już miejsca w świecie. A jednak oni ciągle są. Ciągle się boją natury, tak jak ludzie dość pierwotni, którzy ze strachu przed naturą, oddawali cześć kobiecie, a gdy okiełznali naturę, okiełznali kobietę.

To jest pierwotny strach. Pierwotna potrzeba kontroli. Drodzy jaskiniowcy. Kochani ludożercy. W sutannach i garniturach. Macie w tym wszystkim trochę racji. W tym, że się BOICIE.