życie

Co zmienia dziecko i dlaczego wszystko. Rok później

czasem po prostu siedzę i patrzę na nią, bez potrzeby robienia w tym czasie niczego konstruktywnego. po prostu siedzę i patrzę na nią, na przykład gdy na mnie śpi. nigdzie nie śpi się tak dobrze jak na mamie.

czasem odpisuję na wiadomości jedną ręką, bo na drugiej leży dziecko. albo jedną ręką piszę teksty. jak na przykład teraz. i nie mogę nawet zaczynać zdań z dużej litery, bo jedną ręką nie przytrzymam sobie shifta, a caps locka już dawno nie mam. zgadnijcie dzięki komu.

czasem mam ochotę posłać ją na karnego jeża. na przykład, kiedy wygrzebuje papiery (żeby to były tylko papiery!) ze śmietnika, albo po raz setny szarpie kota za ogon i nie straszne jej podrapane ręce. ale nie mam jeżyka i nie zamierzam.

czasem myślę, że ktoś potajemnie dosypuje mi do jedzenia jakichś narkotyków. bo to nie jest normalne tak kogoś kochać. a może to tylko natura?

bo czasem trzeba cholernie mocnych dragów, żeby to wszystko znieść. tę harówkę i odpowiedzialność 24/7. ten ciągły stan stan zmartwienia.

czasem sobie wyobrażam, że żyjemy swoim dawnym, beztroskim życiem bez dziecka i możemy robić co chcemy i kiedy chcemy. to są bardzo przyjemne marzenia. podejrzewam, że inni rodzice też czasem je miewają.

czasem myślę sobie, że właściwie nie zmieniło się aż tak wiele. ostatecznie w kwestii organizacji życia dużo więcej zmieniło u nas pojawienie się kotów. ale wiem, że zmieniło się wszystko. nie wiem, czy na lepsze. tu nie ma lepsze gorsze. jest po prostu dziecko. jest go wszędzie pełno. umie zrobić już cztery swobodne kroki bez trzymanki i potrafi mówić cześć. to przynajmniej brzmi jak cześć. tak od soboty to już rok jak jesteśmy razem.