feminizm, publicystyka

Czy aborcja jest ok, czyli jak okładka Wysokich Obcasów nie przekonuje przekonanych

Z początku nie do końca podobała mi się okładka Wysokich Obcasów, ale wcale nie dlatego, że nie zgadzam się z hasłem, które mają na koszulkach jej bohaterki. Uważam, że każda decyzja o aborcji jest ok. Uważam, że aborcja to coś normalnego – zabieg, któremu kobiety poddawały się, poddają i będą poddawać niezależnie od tego, co na to prawo. Jedyny przypadek, w którym aborcja naprawdę może być nie ok, to taki, do którego kobieta zostaje zmuszona przez osoby trzecie, gdy decyzja o aborcji nie jest jej decyzją. Ja po prostu nie użyłabym takich słów, bo nie lubię skrótów myślowych, a tu mamy naprawdę duży skrót. Napisałabym raczej: „Twoja aborcja jest w porządku”, ale chodzi o to, co ta okładka oznacza dziś, tylko o to jak pociągnąć ten początek zmiany w narracji dalej.

Na ten skrót ludzie się wkurwiają. Nawet ci, którzy mówią, że są całym sercem za prawem wyboru. Oczywiście można się zastanawiać, czy rzeczywiście są tak całkiem za tym prawem, skoro odrzucają stwierdzenie, że dla kogoś ta aborcja może być w porządku. Twardogłowi obrońcy hasła z koszulki zapewne powiedzą, że no chyba jednak nie są. A ja myślę sobie, że przecież żyjemy w kraju, w którym jeszcze do niedawna zakaz aborcji z trzema ekstremalnymi wyjątkami nazywano “kompromisem” (niektórzy nadal tego słowa używają). Społeczeństwu trzeba wciąż jeszcze bardzo dużo edukacji. Czy “Aborcja jest ok” to hasło, które nas wyedukuje? Na razie nie przekonuje wielu przekonanych. Ale co oznacza ta okładka będziemy mogli powiedzieć sobie tak naprawdę dopiero za jakiś czas. Bo wiecie, gdy ktoś jest nie do końca przekonany, to się go nie zmieni w ułamku sekundy. Do aktualizacji poglądów trzeba czasu i przemyśleń. Ale impuls też musi skądś wyjść.

Dużo bardziej od tego całego “OK” podoba mi się sama kampania przygotowana przez Aborcyjny Dream Team on Tour, czyli bohaterki okładki WO. “Statystycznie 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję. Nie jesteś sama.” * Mamy tu liczby (dane na podstawie badań CBOS) z kluczowych słowem “statystycznie” (które WO na okładce niestety obcięły, dając pole dla dowodów anegdotycznych mających podważać podane liczby), mamy tu wsparcie, empatię i zdecydowanie mniej skrótowy przekaz. Szkoda tylko, że te billboardy wiszą tylko w wielkich miastach, gdzie więcej jest przekonanych, że nie wiszą przy drogach wojewódzkich i powiatowych, tak by mogły je zobaczyć również kobiety z mniejszych miejscowości, gdzie aborcja naprawdę jest tabu.

Czy ta okładka zaszkodzi sprawie?

Szczerze mówiąc mam dość słuchania o tym, że skrajności napędzają skrajności. Fanatyczni prolajferzy nie będą wcale mniej zabiegać o całkowity zakaz aborcji, jeśli będziemy grzecznie potakiwać i mówić, jaka to jest zawsze trudna decyzja i jaki dramat. Oni nie zluzują nawet jeżeli zaczniemy się z nimi zgadzać. Wtedy pewnie zażądają pogrzebów dla naszych tamponów.

Nie, mówienie o tym, że decyzja o aborcji może być łatwa, a kobieta po zabiegu terminacji ciąży może czuć ulgę nie szkodzi sprawie. Powtarzanie, że to zawsze jest decyzja trudna – wręcz przeciwnie. To jest właśnie małe-wielkie zwycięstwo ruchu anty-choice: zwolennicy i zwolenniczki wyboru mówiący ich językiem. Bo to jest właśnie ich język.

Aborcja może być trudnym wyborem, ale może być też wyborem łatwym. Może być dla kogoś ok, a dla kogoś innego nie ok i ta osoba, dla której aborcja ok nie jest, zwyczajnie nie musi jej sobie robić. Kropka.

Ta okładka budzi mieszane uczucia i wywołuje dyskusję. Bardzo burzliwą, w której trochę jednak zbyt dużo okopywania się w obozach. Obozach teoretycznie jednej strony. Ale tak naprawdę, co ta okładka oznacza, co przyniesie w dłuższej perspektywie będziemy mogli i mogły powiedzieć dopiero za jakiś czas, gdy opadną te pierwsze emocje, gdy zza kontrowersyjnego, skrótowego hasła wyjdzie szerszy przekaz. Przekaz, o którym wspominam akapit wyżej. Tak jak po całej aferze z wyznaniem Natalii Przybysz, kiedy tak bardzo krytykowano styl, w którym przyznała się do aborcji, w Polskę poszedł jednak przekaz, że można chcieć przerwania ciąży, bo zwyczajnie nie chce się urodzić dziecka. Oczywiście nie była to wyłącznie zasługa Natalii, ale jednak miała swój udział w tym, że coraz więcej osób popiera liberalizację prawa aborcyjnego, czego dowodem było prawie 500 tysięcy podpisów pod projektem Ratujmy Kobiety w 2017 roku. Więc być może za rok spotkamy się w Polsce, w której coraz mniej osób mówi, że aborcja to zawsze trudny i dramatyczny wybór. Jaka by nie była ta okładka WO, krok do szerszej dyskusji w głównym nurcie został wykonany.

 ps. koniecznie przeczytajcie też wpis Amandy
* Dane pochodzą z badania CBOS z 2013 roku „Doświadczenia aborcyjne kobiet”