Kultura gwałtu ma się dobrze. Czas to zmienić

opublikowane przez Ada w życie, tagged with , , ,

Znowu zmarnowałam czas w sposób najgorszy z możliwych, to znaczy przeczytałam zbyt wiele komentarzy na facebooku. Znacie już na pewno niechlubną sprawę grafiki Głównego Inspektoratu Sanitarnego, na której to „mądra dziewczynka pilnuje drinka”, czyli niby to ostrzeżenia przed pigułką gwałtu. Kilka naprawdę mądrych osób zrównało tę kampanię z ziemią, słusznie zauważając, że wpisuje się ona doskonale w narrację typową dla kultury gwałtu. Pod artykułami i postami krytykującymi GiS pojawiły się oczywiście komentarze broniące grafiki i jej przekazu. W liczbie naprawdę sporej. Ich lektura jeszcze mocniej niż rzeczona grafika utwierdza w przekonaniu, że kultura gwałtu ma się dobrze .

Gisu ostrzega!Pozostawienie drinka przy barze albo na stoliku w dyskotece może mieć tragiczne konsekwencje…

Opublikowany przez Główny Inspektorat Sanitarny na 17 sierpnia 2017

Obronić kampanii GiS-u zwyczajnie się nie da. Przekaz jest jasny: nie pilnujesz swojego drinka w knajpie, ktoś wrzuca ci do niego pigułkę gwałtu, znaczy się jesteś głupia. A głupie dziewczynki kończą zgwałcone. Zresztą mądre dziewczynki w ogóle nie powinny pić alkoholu. A najlepiej to wcale nie chodzić do barów. A już na pewno nie chodzić tam prowokacyjnie ubrane. Zbyt daleko posunięte wnioski? Zbyt daleko to jest posunięte rozumowanie, że ofiara gwałtu może być w jakikolwiek sposób mu winna, czy nawet w jakikolwiek sposób mogła się do niego przyczynić. Nie pilnujesz drinka? Znaczy się, narażasz się na niebezpieczeństwo, ryzykujesz gwałtem. Wystarczająco jasne?

Okazuje się, że wcale nie. Są osoby, jest ich wiele, które skłonne są bronić wspomnianej kampanii. Wśród argumentów obrony, argument koronny to ten, że przecież należy zachować ostrożność i lepiej nie kusić losu. Bo wiadomo, że gwałci los, a nie gwałciciel. Pada też porównanie do kampanii dotyczących kieszonkowców w środkach komunikacji miejskiej. Na pozór logiczny. Ale wiecie co? Logiki nie ma tu aż tak wiele, a dodatkowo musimy brać pod uwagę pewien różniący obie sytuacje (przestępstwa, kampanie) kontekst. Otóż kradzieże w autobusach i ostrzeżenia typu „pasażerze pilnuj swojego portfela” nie wpisują się w „kulturę złodziejstwa”. Bo nie ma czegoś takiego jak kultura złodziejstwa. Jest za to kultura gwałtu.

Żeby się nie rozpisywać zbyt długo o tym, czym jest kultura gwałtu pokażę wam teraz inną grafikę. Treść stworzyły Seksizmu naszego powszedniego, projekt ulotki jest mojego autorstwa dla Strajku Kobiet na potrzeby warsztatów na tegorocznym Woodstocku.

Zachowania na niższych szczeblach piramidy umacniają te na wyższych poziomach. Najniższy poziom to tzw. Normalizacja. Uznawanie za normalne i nieszkodliwe, czasami wręcz niewinne (jak często myśli się np. O żartach z gwałtu) określonych zachowań i stanów faktycznych buduje fundament pod zachowania degradujące, pozbawiające autonomii, wreszcie będące otwartą przemocą. I tak nasza niby niewinna (według obrońców będąca wyrazem zatroskania o bezpieczeństwo!) kampania wpisuje się właśnie w tę normalizację. Normalizuje ona obwinianie ofiary. Bo to ofiara wg niej ma nie kusić losu. Mamy tu też do czynienia z seksistowskim podejściem. Kobieta nazwana jest infantylnie „dziewczynką”, która jeśli swojego drinka nie pilnuje to jest zwyczajnie głupia.

A teraz napiszę wam o innej sprawie. Nie tak głośnej jak ta z grafiką GiS-u, ale też dobrze opowiadającą o najniższym szczeblu kultury gwałtu. O tym, jak wynosimy ją jeszcze ze szkoły. Historia jest w pewien sposób budująca i dająca nadzieję, ale nie do końca. Przeczytałam o niej na mamadu. We wspomnianej sprawie dziewczyna, którą kolega na lekcji ciągnął za stanik, zwyczajnie dała mu w ryj. Wcześniej prosiła o pomoc nauczyciela, ale ten nie zareagował. Dyrekcja szkoły miała zamiar ukarać dziewczynę. W jej obronie stanęła matka, która postanowiła uzmysłowić nauczycielom, że jej córka nie pobiła ucznia, tylko odparła atak seksualny i to ona mogłaby oskarżyć go o molestowanie seksualne, a szkołę o brak reakcji.

Ta dziewczyna i jej matka powiedziały „dość” kulturze gwałtu. Szkoła, w której sprawa miała miejsce, tkwi w niej po uszy. Szkoła nie reaguje, szkoła bagatelizuje, szkoła przenosi odpowiedzialność na ofiarę, szkoła w ogóle nie rozpoznaje problemu, ostatecznie szkoła przenosi do innej klasy molestowaną uczennicę, a nie molestującego ucznia. Takich szkół jest mnóstwo. Kto wie, czy nie wszystkie są takie. Na pewno we wszystkich zdarzają się „końskie zaloty”.

Znacie te sytuacje ze szkoły, które określa się jako „końskie zaloty”. To ciągnięcie za włosy, rozpinanie stanika, żarty z rozwijającej się kobiecości, strzelanie gumką od majtek. U nas było jeszcze wciąganie przemocą do męskiej toalety. Wciąganie dla samego wciągnięcia, taka potwarz. Może u was też. Wszystkie te zaczepki. Jeśli byłyście nastolatkami i kiedykolwiek zdarzyło się wam być celem takich zachowań, prawdopodobnie wciąż pamiętacie, jak się wtedy czułyście. Ja się czułam dwojako. Z jednej strony osaczona. Z drugiej strony winna. Czułam się źle z tym, że źle się z tym czułam, że mi się to nie podobało. Bo przecież powinnam się cieszyć z zainteresowania, z tych „końskich zalotów”. Miałam coś takiego z tyłu głowy (nie w przypadku wciągania do kibla, ale drobniejszych, bardziej seksualnych zaczepek, tak). Tkwiłam w kulturze gwałtu po uszy, jak większość z nas. Byłam do niej wychowywana, bo takie zachowania, podejście z dołów piramidy uważane były i są za normalne. Dopiero, gdy musiałam kogoś skopać, gdy parę razy zareagowałam przemocą na przemoc przestawiło mi się we łbie i nigdy już nie pomyślałam, że coś ze mną nie tak. Bo to nie z nami jest coś nie tak.