Dwa domy

opublikowane przez Ada w życie, tagged with

Nie lubię pisania o związkach, ale czasem coś we mnie pęka. I na przykład przedwczoraj pokłóciłam się z mężem. Już się pogodziliśmy, jakby kto pytał. No i nie o tym ten tekst. Ale. Jak już się pokłóciłam, to pomyślałam o tym, o czym zwykle myślę, gdy się z nim pokłócę. No więc o tym, że chciałabym teraz uciec do własnego domu. Zamknąć się w drugim pokoju to za mało. A to nawet poważna kłótnia nie była, tylko kot nam na kanapę nasikał.

Zawsze dziwię się ludziom, którzy nie mieszkają ze sobą przed ślubem. Wiem, że zwykle stoi za tą decyzją religia i nie mnie to oceniać, ale generalnie nie znasz drugiego człowieka tak do końca, póki nie stoczycie bitwy o kolejność korzystania z łazienki, po której drzwi do tej ostatniej pozostaną już na zawsze otwarte. I generalnie każdej parze polecam. Ale są dni, gdy myślę inaczej. Że idealnie to byłoby ze sobą w ogóle nie mieszkać. Ani przed ślubem, ani po. Po tym bardziej. Mieć dwa osobne domy jak Frida i Diego.

Wiecie, że Frida Kahlo i Diego Rivera mieszkali w osobnych mieszkaniach? Ich domy były połączone tylko łącznikiem na wysokości pierwszego piętra. Zaprojektował je dla nich Juan O’Gorman w roku 1929. Diego mieszkał w domu białym, Frida niebieskim. W filmie z Salmą Hayek jest nawet taka scena, w której jakiś dzieciak (jeśli dobrze pamiętam) pyta malarkę, dlaczego mieszkają w osobnych mieszkaniach. Frida odpowiada: „bo jesteśmy dwoma różnymi ludźmi” (czy jakoś tak, dawno to widziałam). Pomyślcie tylko! To jest tak prawdziwe. Czyż nie byłoby idealnie?

Co prawda nigdy nie mieszkałam w pojedynkę, a kiedy mam zostać całkiem sama w domu, zamykam go na wszystkie cztery spusty (mam cztery, dokładnie tyle, ile trzeba!), ale dom tylko dla siebie, którym nie trzeba by się dzielić, wydaje mi się największym szczęściem. Cisza, spokój, jednorożce. Spotykacie się na seks, jedzenie, oglądanie seriali, wychowywanie dzieci, opowiadanie co w pracy, jak chcecie to spanie w jednym łóżku. Ale jak nie chcecie, to się nie spotykacie, nie widujecie, odpoczywacie od tej drugiej osoby i to jest normalne. Zamykacie się u siebie i nie ma was w domu. W przeciwieństwie do zamykania się w drugim pokoju, nikogo nie kusi jojczenie pod drzwiami. Zakładamy oczywiście, że żyjemy w idealnym świecie i kwestia utrzymania dwóch domostw nie jest żadnym problemem. Prawda, że brzmi świetnie?

A potem przypominam sobie, że Frida i Diego, chociaż mieli dwa domy, nie byli najszczęśliwszą parą na Ziemi. To jednak absolutnie niczego nie zmienia, gdy pokłócę się z mężem i marzę, by iść do siebie.