#tydzieńpóźniej

opublikowane przez Ada w życie, tagged with , ,

Dzieje się smutna Polska. Lipiec 2017. W pięciu zwięzłych punktach i post scriptum z Gry o Tron.

1. Tydzień temu.
– „Słyszałaś, co wymyślili z sądami? Chyba tylko po to, żeby Duda miał w końcu co zawetować”.
Bo to właśnie tak brzmiało, jak coś do natychmiastowego uwalenia i zrobienia sobie tym sprzeciwem dobrego PR-u.
– „To jest coś, czego on właśnie nie może zawetować.” – odpowiedziałam.
Nie może, bo interes jego partii w tym właśnie tkwi, że on nie może, nawet jakby chciał. Podporządkowanie sądownictwa, zamach na trójpodział władzy to naturalna konsekwencja marszu po wszystko. Marszu do autorytaryzmu. Drobnymi kroczkami dzieje się on od ponad roku.

Minął tydzień. Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości?

2. No więc minął tydzień. Tydzień, w którym stało się coś, o czym myślałam, że nigdy się nie zdarzy. Otóż doczekałam się! Dożyłam czasów, w których kwestie finansowe stają się tematami zastępczymi dla kwestii wolności obywatelskich (jawne, usankcjonowane prawnie podporządkowanie sądownictwa władzy wykonawczej – de facto ministrowi Ziobrze – to, jakby nie było, zagrożenie dla wolności i praw człowieka). Nie, wcale nie ma się z czego cieszyć. Jeszcze kilka dni wcześniej Polska żyła widmem podwyżek cen paliwa zapowiedzianych przez PiS. Brzmiało to tak groźnie, że nawet jeden z ich posłów wyłamał się i drżącym głosem z mównicy sejmowej sprzeciwił się pomysłowi, mówiąc, że to nieludzkie (och! znalazłabym dziesiątki bardziej nieludzkich pomysłów tego rządu!). Chwilę później, za łaskawą zgodą Prezesa, z pomysłu się wycofano. No i wtedy gruchnęły te sądy! Jest też trzecie i czwarte dno, istna incepcja. W cieniu walki o sądy Sejm może przegłosować bowiem prawo dopuszczającego eksmisje na bruk oraz złą dla środowiska ustawę uderzającą w odnawialne źródła energii. I pewnie jeszcze parę rzeczy, o których wciąż nie wiemy.

3. Powiedzmy sobie szczerze: sądownictwo ma wiele za uszami i bezkrytyczne bronienie systemu w istniejącym kształcie to delikatnie mówiąc nieporozumienie (a niestety słychać takie głosy!). Sprawy toczące się latami, które można byłoby zakończyć w kilka dni. Skandalicznie niskie wyroki dla sprawców przemocy domowej czy gwałtów. Wymieniać można by długo. Tutaj wrzucę Wam link do wpisu reporterki Justyny Kopińskiej, autorki książki „Polska odwraca oczy”.

„Wyroki w sprawie długotrwałego znęcania i niewyobrażalnej wręcz przemocy to zwykle zero lub parę lat w więzieniu.
Gdy o tym mówiłam, koledzy dziennikarze czasem rzucali: „przecież w każdym środowisku zdarzają się patologie, to nie znaczy, że całość wymaga reformy”.
Otóż, takie wyroki, to nie jednostkowe przypadki. Pamiętajmy, że do niedawna blisko połowa udowodnionych spraw o gwałt (czasem brutalny, zbiorowy) kończyła się wyrokami w zawieszeniu – sprawca nie szedł do więzienia, ofiara mijała go później na ulicy. Nie wiem, co myśli sędzia wymierzając taki wyrok? Blisko połowa sędziów! Czy traktują kobietę jak człowieka? Czy wydając wyrok myślą o jej godności?”
– Justyna Kopińska


4. No więc sądownictwo wymaga reformy, ale nie takiej, jaką szykuje nam PiS. Sąd Najwyższy stwierdza ważność wyborów. Jego sędziów ma wybierać Minister Sprawiedliwości. Czy jeśli partia Ministra przegra wybory, wybrani przez niego sędziowie na pewno zachowają niezależność? O tym pomyśleliśmy na początku. O końcu wolnych wyborów. A to przecież tylko czubek góry lodowej.

5. Podczas protestu na wrocławskim Rynku słyszę pytanie zadane przez jednego z przemawiających, starego profesora: „Gdzie są księża? Ci, którzy mieli taką piękną kartę w latach 80, teraz milczą”. I krztuszę się, sama nie wiem, ze śmiechu, czy ze złości. Dobrze wiem za to, gdzie są księża. Księża są przy władzy. Władza słucha się głosu Kościoła (tak, hierarchów też, nie tylko pewnego zakonnika z Torunia), czemu  w końcu dali dowód rezygnując w październiku z pomysłu całkowitego zakazu aborcji, po tym jak dostali taki prikaz prosto z episkopatu). Czy chcę, żeby przestali milczeć? Do cholery, nie! Bo oni wcale nie milczą. Oni się od lat wtrącają w politykę. Od lat mają na nią realny wpływ. Ktoś z tyłu krzyczy „Świeckie państwo!”. Tłum podejmuje hasło i niesie je do mównicy. Dobrze.

Post Scriptum. To będzie cytat. Z ostatniego odcinka Gry o Tron.

„Nie jesteśmy jak inni ludzie na południe czy na północ od Bliźniaków. W Cytadeli prowadzimy odmienne życie z różnych powodów. Prowadzimy archiwum tego świata. Bez nas ludzie byliby niczym psy. Pamiętaliby jedynie o poprzednim posiłku i wybiegali myślami tylko do następnego. A gdy ktoś wyszedłby z domu, myśleliby, że nigdy już nie wróci. Gdy wybuchła rebelia Roberta, ludzie myśleli, że koniec jest bliski. Koniec Targaryenów. „Jak to przeżyjemy?”. Gdy Aegon Targaryen ruszył na zachód, a jego smoki pojawiły się nad Czarnym Nurtem, było podobnie. A tysiące lat wcześniej, gdy nastała Długa Noc, ich obawy przed końcem były nawet uzasadnione. Ale koniec nigdy nie nastał. Mur zawsze zapewniał przetrwanie. A każda zima dobiegła końca. A teraz bądź tak miły i posprzątaj salę.”

– Grand Maester do Sama Tarly

Końca świata nie będzie. Końca Polski nie będzie. Ale to będzie gorsza Polska. Bo my nie mamy Muru i Jona Snowa, a mury z ludzi rozbija się bardzo łatwo.