Smutek / hashtag pogardy

opublikowane przez Ada w życie, tagged with , , , ,

Jednak dominującym uczuciem, z którym wracałam z protestów był smutek. Gdy Karolina Micuła śpiewała „Odę do radości” niemal wyłam z tego smutku. Bo pamiętam bardzo dobrze, jak 13 lat temu stałam w tym samym miejscu, we wrocławskim Rynku i z tłumem, chyba wcale nie mniejszym niż ten dziś protestujący, świętowałam wejście Polski do Unii Europejskiej. Nie, żeby Unia była taka super. Nie, żebym wtedy była jakąś szaloną euroentuzjastką. Ale. No właśnie ale. To „ale” to jest zderzenie czasów nadziei, może naiwnych nadziei ale zawsze nadziei, z czasami pogardy. To chyba to, co wywołuje najwięcej mojego smutku.

Unia nigdy nie była jakaś super, ale miała ładne wartości. A nam zamiast uczyć tych wartości, kazano co najwyżej wkuwać datę traktatu z Maastricht. Zamiast uczyć się czym jest i powinna być demokracja, uczyliśmy się suchych formułek. Może to więc wina systemu edukacji, że czytam dziś w sieci takie komentarze:
„Wygrali wybory, więc mogą robić, co chcą. Czy to właśnie nie są rządy większości?”

Nie, moi drodzy komcionauci, to jest dyktatura i pewien smutny pan z Żoliborza prawdopodobnie w wyniku podobnego ciągu rozumowania pomylił demokrację z piosenką Abby, jak i wy, drodzy komcionauci, mylicie.

The winner takes it all, the loser standing small.

Nie protestuję dla wolnych sądów. No, nie tylko dla nich. Bo tu nie chodzi o sądy. Nie tylko o nie. Już nie tylko o nie. Tu już dawno chodzi o coś więcej. O wolność. O społeczeństwo obywatelskie, które – mam nadzieję – nam się budzi. Chyba jednak żaden system edukacji go nie wychowa. Może trzeba nam do tego zagrożenia i basta.
Protestuję przeciwko pogardzie. Protestuję, bo wciąż mam nadzieję. Może trochę naiwną. Moje naiwne nadzieje to przebudzenie społeczeństwa, które uwierzy w swoją siłę i odrzuci na zawsze myślenie, że nie warto stawiać oporu, bo to nic nie daje, a zwycięzca bierze wszystko. I tak, przebudzenie na ulicach jest tak samo ważne, jak przebudzenie przy urnach.

Nie spaceruję nocą po mieście dla smutnych panów z parlamentarnej opozycji. Bo wiecie, im też należy się czerwona kartka. Za to, że w nich jest pogarda, za to, że nadal nie zrozumieli, że to również oni, swoją pogardą, wkurzyli ludzi i dopomogli zwycięstwu PiS. Nie ma powrotu do „żeby było tak, jak było”.

Hashtag pogardy

Jest w tym wszystkim też nieodłączny element pogardy. Jest pogarda władzy, która nie słucha obywateli. Która kłamie i zarzuca kłamstwo obywatelom. Władzy, która mówi, że nie będzie odrzucać obywatelskich projektów ustaw w pierwszym czytaniu i w tym pierwszym czytaniu je odrzuca (mowa o „Ratujmy kobiety”). Władzy, która lekceważy niemal milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy oświaty. Która ugina się pod protestami, ale nie do końca i z pogardliwym uśmieszkiem lekceważenia.

Jest też pogarda w społeczeństwie. Po obu jego stronach, bo teraz są tak jakby dwie strony. Ludzie mówią o kupionych za 500+. Ci sami ludzie często też biorą te pieniądze, biorą je ich rodziny (nie zrozumcie mnie źle, nikomu nie wypominam tu, że bierze). Ale oni to przecież co innego. Biorą na pohybel i takie tam. Nie są przecież jak ci kupieni. Ci kupieni to patologia. Tyle w tej postawie dobrego, starego klasizmu.

Jasne, zawsze istnieje taka część społeczeństwa, którą kupuje się kiełbasą wyborczą. Ale ta część nie zawsze jest tożsama z biedą. Ona nie zawsze nawet jest tożsama z biedą mentalną. Na pewno nie równa się dziś „kupionym za 500+”. to jest tak prosta diagnoza społeczna, że aż boli. A proste diagnozy społeczne nigdy nie są prawdziwe, za to zwykle jeszcze mocniej napędzają populizm, pogardę i autorytarne zapędy władzy.

Wielkie są obszary pogardy i wykluczenia. „Kupieni za 500+” to tylko jeden z przykładów, wymieniać można by długo. Kilka lat temu pisała o tym Masłowska, nazwali ją wtedy „córką Rydzyka”. Z wykluczenia i pogardy bierze się złość. Bierze się z nich triumf populizmów. Tej lekcji wciąż nie odrobiła część opozycji. Ta sama część, która teraz myśli sobie, że to dla niej protestujemy. Nie, nie dla niej.

Walczmy z pogardą władzy, ale walczmy też z pogardą w nas samych.