Jak być złą matką. Przewodnik w 10 krokach

beddo2 940x627 - Jak być złą matką. Przewodnik w 10 krokach

Człowiek, a konkretnie ludzka matka, jest gatunkiem wybitnie pokrzywdzonym przez ewolucję. W zamian za wyprostowaną postawę i duży mózg, zmuszone jesteśmy do rodzenia stworzeń wybitnie nieprzystosowanych do samodzielnej egzystencji w pełnym niebezpieczeństw świecie, w dodatku okupując to ogromnym bólem. Ale to, co nadchodzi po wydaniu owych stworzeń na ten świat, to dopiero jest lekcja przetrwania.

1. Czasem okazuje się, że najlepszą strategią, by przeżyć ten czas jest przyjęcie postawy złej matki. Bo gdy próbujemy wczuć się w rolę matki idealnej, nie dość, że noworodek głęboko gdzieś ma nasze starania, to same ewidentnie doprowadzamy siebie do granic zagłady. To jedno, co mogę powiedzieć z przekonaniem graniczącym z pewnością po moim pierwszym miesiącu wspólnego życia z małym ludzikiem.

2. W tej chwili, gdy pytają mnie, kiedy następne dziecko, odpowiedź brzmi: nigdy. Jedną z moich pierwszych refleksji po porodzie był niezmierny żal, że człowiek nie wyewoluował od dinozaurów. Nie byłoby to całkiem nie na rzeczy, o czym przekonać można się oglądając ekranizację gry o Mario Brothers z 1993 roku z Denisem Hopperem w roli człowieko-gada. Jajorodność to przyszłość.

3. W moim domu panowała do tej pory zasada, że najpierw jedzą ludzie, potem koty. Łatwo domyślić się, że bywała ona nagminnie łamana. Po przybyciu do niego małego ludzika, kolejność posiłków została wywrócona do góry nogami. Najpierw jadł bobas. Sytuacja ta doprowadziła do niemal całkowitego zagłodzenia pani tego domu. Pierwszego dnia po powrocie ze szpitala, zjadłam obiad o 21! Dalsze utrzymywanie się takiego stanu rzeczy nie mogło dłużej trwać. Trzeba było wytłumaczyć bobasowi, że jak matka nie zje pierwsza, to ono też się nie naje, bo z czegoś trzeba to żarcie produkować. To logiczne jak kolejność zakładania masek tlenowych w samolocie. Bobas tego nie rozumie, ale nic na to nie poradzimy. W praktyce koty i tak jedzą jako pierwsze.

4. Jedno czego nauczyło mnie życie z kotami, co niemal jeden do jednego wprowadzam w obsłudze noworodka, to kwestia reagowania na płacz i krzyk. Nauczyłam się rozpoznawać jego rodzaje i wiem, które można ignorować. To znaczy w przypadku kotów ignoruję dużo więcej oszustw i wydumanych potrzeb niż w przypadku dziecka, nie myślcie sobie.

5. Ta bezsenna noc, gdy prawie rozumiesz matkę Madzi. Albo przynajmniej Michaela Jacksona trzymającego dziecko nad balkonem. Prawdopodobnie jest udziałem wszystkich rodziców. To na szczęście mija. Chyba.

6. Karmienie piersią jest naprawdę fajne. Doceniłam je jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam w sklepie ceny mleka modyfikowanego i prawie policzyłam sobie, ile już oszczędziłam dzięki używaniu własnego baru mlecznego. No ale po kilku tygodniach otwartej całą dobę działalności gastronomicznej na wysokości wątłego do tej pory biustu, naprawdę chciałabym odzyskać moje życie, w którym nie jestem niewolnicą żarłocznego dziecka (ten, kto wymyślił tytuł filmu „Rekin Cycojad” z pewnością miał na myśli jakiegoś niemowlaka).

7. Po trzech tygodniach niewoli, biorę się na sposób, postanawiam zaniechać terroru laktacyjnego, który sama sobie narzuciłam i odzyskać przynajmniej noc. To znaczy ulegam i daję dziecku przed snem butelkę. Dla odmiany w nocy budzi się tylko dwa razy zamiast trzech.

8. Człowiek ewidentnie nie jest gatunkiem, który ma w kodzie genetycznym samotne wychowywanie dziecka. Pisząc samotne, mam na myśli również wychowywanie w rodzinie, w której jest para rodziców. Naprawdę do opieki nad malaczem przydałoby się nam całe stado, tak żeby zawsze ktoś miał go na oku i żeby nikt nie musiał odkładać wizyty w toalecie, bo malacz nie śpi. Bo co tu zrobić, gdy jesteś sama w domu, ono nie chce spać, a ty od czterech godzin usiłujesz wybrać się pod prysznic i nie możesz, bo nie chcesz by zostało same? Po jednym takim dniu, jako ta zła matka, zwyczajnie postanowiłam fakt dziecięcej samotności zignorować.

9. Gdyby ktoś nagrywał moje rozmowy telefoniczne w czasie karmienia dziecka, mógłby sporządzić na mnie kartotekę godną prawdziwej patologii. Mówię na przykład: no cześć.. karmię właśnie.. Jarek, podaj mi piwo. I nic, że to piwo to Karmi. Poza tym zdarza mi się dość często transportować alkohol w dziecięcym wózku. No ale, mieszkam na Trójkącie, patolskiej dzielni, ta dzielnia nigdy nie wychodzi z człowieka. Nawet jak naprawdę nie pije alkoholu, tylko Karmi, bo karmi. Kto człowiekowi na takiej dzielni w to uwierzy?

10. I jeszcze na koniec raz o kotach. Narodziny młodej miały pozbawić naszą najmłodszą kotkę (tę co się nie boi obcych miejsc, więc może z nami podróżować) przywileju spania z nami na wyjazdach w łóżku. No i w Wielkanoc ułożyliśmy dziecię w kokonie na narożniku, rozłożyliśmy dla siebie wersalkę i zamknęliśmy drzwi pokoju przed kotkiem. Kotek płakał tak żałośnie, że nie mogłam go zignorować. Ostatecznie spędziliśmy noc w konfiguracji: dziecko w kokonie na narożniku, koteczka między nami w łóżku. Wszyscy przeżyli. Pewnie kiedyś dzieciak wygryzie kota z tej konfiguracji, ale póki co, kotek wciąż górą.

Zobacz także

8 Comments

  1. Własnego potomstwa nie mam, ale jak kiedyś spędziłam świąteczny tydzień pod jednym dachem z czteromiesięczną wówczas siostrzenicą, to po piątej zarwanej nocy miałam ochotę rzucać się z okna. Kobiety z depresją (bo to przez nią tak źle reaguję na niedosypianie), które decydują się na dziecko – wielki szacun ode mnie, w sensie jeszcze większy niż w ogóle dla matek.

  2. Spokojnie, patologia jest wszędzie 🙂 Wielkanoc spędziliśmy w Hamburgu, gdzie wózek z potomkiem naszej gospodyni również służył do przewozu piwa. Inna rzecz, że podobno Trójkąt to już nie ta patologia co kiedyś. Aczkolwiek to opinia z drugiej ręki i nie będę się przy niej upierał. Sam mieszkam w zupełnie innej części miasta.

    1. No nie ta patologia, tak mówią przynajmniej, bo porównania nie mam. Mieszkam tu dopiero dwa lata. Powiadają, że najgorzej to było w latach 80.

  3. Dziecka brak, koty dwa. Układ bardzo odpowiedni jak widzę ; )

      1. Tyle, że moje mają oprócz mnie jeszcze dwie matki. Dziewczyna, dziewczyna, dziewczyna -normalna rodzina! ; )

  4. Refleksje zbieżne z moimi – choć nie mam kota. W posiadaniu dziecka dziwne jest to, że wszystko mija. Bujasz dziecko na piłce i jednego dnia juz nie musisz.
    Powodzenia! Mi chusta ratowala często życie w kwestii bycia uwiązaną 😉

    1. Do chusty się przymierzam. Posiadam i planuję wybrać się na naukę chustowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj