życie

Wyjątki

rzch2 - Wyjątki

Wyjazd na święta do rodziny i wspólne siedzenie przy wigilijnym stole to zawsze jest kopalnia cudownych starć światopoglądów, o których będziemy opowiadać przez kolejny rok. Kiedy już kończą się pytania o chłopaków, śluby i dzieci jest nawet ciekawiej. Wtedy dopiero zaczyna się ostra jazda pod tytułem „jak rozmawiać z ludźmi i nie zwariować”.

Taka opowieść wigilijna z tego roku. Rozmowa schodzi na zdrowy tryb życia. Macocha mojego męża (ja nie wiem, czy to się nazywa „teściowa”, czy teściowa to jednak zarezerwowana jest dla matek), osoba skądinąd wykształcona i to na kierunkach przyrodniczych, przytacza historię gdzieś zasłyszaną czy tam przeczytaną, o braciach bliźniakach. Jeden całe życie zdrowo się odżywiał, ćwiczył i zmarł na serce. Drugi jadł tłusto i kalorycznie, mało się ruszał, palił i wciąż cieszy się dobrym zdrowiem. Ergo, wszystkie wyniki wieloletnich badań naukowych nad wpływem stylu odżywiania, aktywności fizycznej i używek na zdrowie człowieka, można między bajki włożyć. Wniosek: niech żyje hedonizm, trzeba w życiu kierować się jedynie li przyjemnością, a w jedzeniu to już w ogóle.

Takie myślenie wcale nie jest odosobnione. Nazywa się to to dowodem anegdotycznym i ma nawet swoją definicję na wikipedii. Ludzie uwielbiają te dowody, bo jakoś tak najłatwiej przy ich pomocy znaleźć potwierdzenie dla własnych tez. I chyba po to, żeby się pocieszyć, albo by znaleźć rozwiązania najprostsze.

Dzisiaj znów natknęłam się na podobne przesłanie, tym razem w sieci, pod znamiennym tytułem „Wiadomość od aktora Keanu Reeves’a do wszystkich ludzi wstrząsnęła światem” (to jest swoją drogą jakieś mistrzostwo informacji prasowej!). W wiadomości od Keanu chodzi mniej więcej o to samo, co w opowieści wigilijnej, przytoczonej powyżej: matka kolegi żyła zdrowo, teraz umiera na raka, ojciec innego kolegi objada się syfem, ma 81 lat i nic mu nie jest. I chociaż końcowe przesłanie aktora brzmi całkiem mądrze: „Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc, proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami. Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu. Pozwól sobie być głupi. Bądź przyjacielski. Bądź zabawny. Nie ma czasu na nic innego!”, to jego dowody anegdotyczne i poddanie się fatum niczym Kubuś Fatalista („Ludzie nie mogą ukryć się przed losem i tym, co im jest pisane”) już mniej. Wszystko bowiem znów sprowadza się do tego, by wyjątkiem obalić regułę. A wiemy przecież dobrze, że tak nie jest. Sformułowanie „wyjątek potwierdzający regułę” nie na darmo z powodzeniem funkcjonuje w języku. Opisuje świat całkiem nieźle. Zdaje się nawet, że jest jedną z jego podstawowych zasad. Bo wyjątki będą istnieć zawsze, w każdej dziedzinie, od samego języka poczynając, ale nigdy nie będą mieć mocy, by przekreślić reguły, chyba że same regułami się staną.

Niestety myślimy jednak głównie w kategoriach anegdotycznych. Wychodzi na to, że mało racjonalny z człowieka gatunek. Statystyki do nas nie przemawiają. Statystyki, jak wiadomo są nudne, chociaż przecież stoją za nimi prawdziwe historie. W masie jednak te historie giną. A gdy komuś z tą statystyką nie po drodze, wyciąga przeciwko niej wyjątek – dowód anegdotyczny. Najlepiej jeszcze z własnego doświadczenia. Jeśli sami zaliczamy się do kategorii wyjątków, zdajemy się nie wierzyć w reguły jeszcze bardziej. Oj, ile ja się tego nasłuchałam i naczytałam! Kiedy pada na przykład stwierdzenie o dyskryminacji kobiet, natychmiast pojawia się jakaś dziewczyna, która jest gotowa dać rękę odciąć, że dyskryminacja ta nie istnieje, ponieważ sama nigdy w życiu jej nie doświadczyła.

Oczywiście fakt istnienia reguł i wyjątków nie oznacza, że mamy wrzucać wszystkich ludzi do jednego worka. To jest druga, równie zła strona medalu – gdy wykorzystujemy statystykę (albo częściej: coś, co statystyką nam się wydaje, a często jest niemalże dowodem anegdotycznym) do usprawiedliwienia własnych uprzedzeń czy lęków („wszyscy uchodźcy to potencjalni terroryści”). Statystyki, anegdoty – człowiek to taki byt, który najchętniej wykorzysta wszystko tak, jak mu wygodnie, byle utwierdzić się w swoich racjach, byle nie myśleć, a wyrażać gotowe myśli. I jak tu rozmawiać z ludźmi i nie zwariować?

Komentarz (1)

  1. Wychodzę z założenia, żeby nie popaść w jakąś skrajność. Moja koleżanka bardzo pilnowała zdrowego odżywiania, trzymania wagi, a wszyscy radzili jej, żeby trochę przytyła, bo ile można na sałacie jechać i to się dobrze nie skończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *