Pieskie życie

barbershop2 940x627 - Pieskie życie

Dziś trochę inaczej niż zazwyczaj, dziś dostaniecie tutaj opowiadanie. Właściwie jest to część dużo większej całości, opowieści s-f, którą w pierwotnych zarysach wymyśliłam w 2005 roku, zaczęłam pisać w roku 2012 i nigdy nie dokończyłam. Być może kiedyś wrócę do tego zarzuconego projektu, który właśnie trochę tu przed Wami odkurzam. Ale jeszcze nie teraz, bo teraz rzeczywistość zdaje się być bardziej niepokojąca od moich metaforycznych historii o przyszłości. I jakaś coraz bardziej dziwnie im bliska, co przyprawia mnie o gęsią skórkę.

Pieskie Życie

Kris Kowalski nie zwykł chodzić na nielegalne imprezy, w ogóle rzadko wychodził na jakiekolwiek. Przy czym tych dzikich było o wiele więcej, bo urządzenie legalnej od pewnego czasu graniczyło z cudem. Rozrywkę rząd postanowił reglamentować. Każdą bibę w knajpie należało zgłosić i dostać na nią zezwolenie, które oznaczało w praktyce udział w imprezie zakamuflowanego Młodego Strażnika. Wszystko po to, by problemy gasić w zarodku. A problem można było zrobić ze wszystkiego.
Klub „Pieskie życie” mieścił się w piwnicy domu jednorodzinnego na Zaciszu. Dostać się do niego można było tylko przez mieszkanie państwa Starskich. Siedemdziesięcioletni staruszkowie z wrednym, czarnym pudlem Rudolfem nie wzbudzali wielkich podejrzeń. O dziwo, podejrzeń nie wzbudzało też stado wnuczków, które w każdy czwartek przychodziło w odwiedziny. Starscy nie mieszali się w politykę, pędzili za to bimber. Mieli też stary bar i sprzęt nagłaśniający z dawno zamkniętej knajpy, którą prowadzili w młodości.
Weronika, czterdziestoletnia brunetka o dziewczęcym głosie, przyniosła kolejną porcję sernika swojej matki. Starsi państwo dokładali wszelkich starań, by sąsiedzi nie zorientowali się, że ich córka w ich domu prowadzi regularny, nielegalny klub. Wyciszyli ściany, a goście mogli wejść tylko o określonych porach i tylko wtedy, gdy na ulicy świeciły już latarnie. A te gasły z wyjątkowo regularną częstotliwością. Mieszkańcy już dawno odkryli, że Młoda Straż patroluje ulicę tylko wtedy, gdy nie ma światła.
Była 22.40. Weronika weszła na górę po kolejnych gości.

– Więc uważasz, że jedynym sposobem jest zbrojny ruch? Niby jakimi siłami? I za jaką cenę? Nie, moja droga, rewolucja to najgłupszy pomysł z możliwych. Musimy być cierpliwi, szpiegować, działać i edukować ludzi. Ducha im dawać. Jakieś pozory demokracji są? Są! Nie dzieje się dobrze, ludzie w końcu zrozumieją, że nie trzeba się bać i przestaną na Draga głosować – Leon Miller, przyjaciel Weroniki, poprawił wiecznie przekrzywione okulary i oddał lufkę swojej kobiecie. – Mówię ci Ven, róbmy tu opozycję, nie partyzantkę.
– Ty jesteś idealista i stara boidupa, panie Leon – Vendelia, nieźle już wstawiona, poprawiła swoje leżące idealnie okulary w niebieskich oprawkach. – To jest kanapowa opozycja i kanapowe bajanie. Siedzimy tu na tyłkach, chlejemy bimber i nic nie robimy. Kto z nas jest w parlamencie, panie Leon? Nikt, nikt z nas. Gdybyś pan tam był, panie Leon, to mógłbyś gadać, że wybory, że uświadamianie i sratatata. A tak nawet nie jesteś politycznym trupem. To, że byłeś w Sejmie w dawnej Polsce nawet tego z ciebie nie czyni. Historia zaczęła się od nowa już dawno temu, a ty wciąż żyjesz w dwudziestym pierwszym wieku.
Kris przysłuchiwał się ich dyspucie z przeciwnego kąta kanapy, opierając głowę na ramieniu pani Weroniki. Ktoś tańczył, ktoś się całował, a większość pociągała kolorowe drinki z wysokich szklanek, albo przechylała czystą wódkę. Było mnóstwo ludzi. Nie znał prawie nikogo.
Do tej pory, mimo łączącej ich, niezaprzeczalnie głębokiej przyjaźni, której nawet epizod łóżkowy nie był w stanie zachwiać, Vendelia niezbyt chętnie wtajemniczała go w swoje polityczne sprawy. Nie, żeby podejrzewała, że może być dla niej niebezpieczny. Nic z tych rzeczy. Vendelia myślała o nim, a on dobrze o tym wiedział, jak o człowieku zupełnie bez znaczenia. Nie miał do niej o to pretensji, bo sam się za takiego uważał. Teraz to się zmieniło i nie miał żadnych wątpliwości dlaczego.

Wybiła dwunasta i do piwnicznej knajpy weszli kolejni goście, przyprowadzeni przez wciąż nienagannie wyglądającą Weronikę Starską. Kobieta przez cały wieczór nie tknęła nawet jednego kieliszka. Co innego jej podstarzały konkubent. Leon Miller coraz zażarciej spierał się z Vendelią i coraz bliżej przysuwał się do niej na kanapie.
– Jaką wy, młodzi, w ogóle macie wizję? Chcecie obalić rząd. I co dalej? Macie jakiś pomysł? Co chcecie odbudować? Otóż nic. Wy nic nie wiecie. Chcecie tylko burzyć. Jest wam źle, czujecie się uciskani, czy tam współczujecie uciskanym grupom. Chcecie równości dla bionicznych. Dobrze, ale co dalej? Co po przejęciu władzy? Nie macie żadnych podstaw. Nie znacie w ogóle starego porządku – krzyczał.
– Leon, ty chcesz powrotu starego świata? Za późno już na to. Historia przyśpieszyła i nie da się tego cofnąć – Weronika, po raz pierwszy tego wieczoru wtrąciła się do tyrady swojego mężczyzny.
– Powrót zawsze jest możliwy. Wy nie macie pojęcia o historii – oburzył się.
Splótł ramiona i z obrażoną miną, całym sobą wgniótł się w kanapę, jeszcze mocniej przyciskając się przy okazji do Vendelii.
– Historia się skończyła panie Leon. I zaczęła od nowa – Vendelia wstała, odklejając się od jego napierającego ciała. – To nie tylko pieprzenie naszego prezydenta, Draga. To fakt, i to fakt odnoszący się do całego świata. Ty chciałbyś, żeby znowu była Polska, Niemcy, Chiny, Stany i tak dalej. Ale co to jest ta Polska, Leon? Coś, do czego nie ma powrotu. Coś, co nie ma racji bytu w historii, która zaczęła się od nowa. Narody się skończyły, wymieszały się i być może za kilkadziesiąt lat odtworzą się w jakimś nowym kształcie. Te kwestie przestały istnieć. Świat ma to już za sobą i nie da się temu zaprzeczyć. Ale mimo to, nie ma równości i z tą nierównością musimy walczyć.
– Tak, narody się skończyły. Dobre sobie! Najpierw rząd światowy, a później ta parcelacja zrobiły wam, młodym wodę z mózgu. Wszystko się wam pomieszało.
– Pomieszało się już dawno. Razem z naszą krwią się pomieszało. Założę się, że niewiele krwi czysto polskiej w tobie panie Leon płynie, a powołujesz się na mit kraju, którego nie ma sensu wskrzeszać. Przynajmniej w tej chwili. Tak Leon, pomieszało się nam wszystko. Bo jesteśmy teraz zupełnie wymieszani przez wędrówkę ludów po wojnach robotów. Jesteśmy wymieszani przez bioniczne eksperymenty i…
– Jesteście już zupełnie inni, wiem – przerwał jej. – Nawet imiona macie nie wiadomo skąd. Vendelia Peterka. Co to za dziwoląg językowy? Ty, panienko, jak się nazywasz? – chwycił za rękę przeciskającą się między stołem a kanapą dziewczynę w srebrno-białej sukience z frędzlami.
– Przecież wiesz, stary głupcze. Jesteś już całkiem pijany. Nie nazywaj mnie panienką – odparła i spojrzała na Krisa. – Saray Frost – uśmiechnęła się do niego, wyciągając dłoń.
– Kris Kowalski – wstał i przyjął podaną mu rękę. Wydało mu się, że poczuł jakiś przepływający między nimi prąd. I już wiedział. Wpadł jak śliwka w kompot.

Saray była śliczna. Pod skrojoną według najnowszej mody sukienką odznaczały się dwie, niewielkie, szpiczaste piersi. Nosiła krótkie, czarne włosy kończące się na linii podbródka i śmieszną, przydługą grzywkę, wchodzącą jej do oczu. Oczy miała zielone i nieco za duże w stosunku do drobnej, trójkątnej twarzy. I zupełnie nieludzkie nogi.
– Leon, ty dzisiaj wypiłeś zdecydowanie zbyt dużo bimbru – Saray wyrwała mu z dłoni kieliszek, którego nie wypuszczał przez cały wieczór. – Nikt, już nie chce słuchać twojego pitolenia. Nic z niego nie wynika. Tylko gadasz i gadasz, a nie o gadanie nam chodzi. Na gadanie czas jeszcze przyjdzie. To jest wojna. Wojna nigdy się nie skończyła. Patrzysz na świat oczami człowieka. Człowieka z innej epoki.
– A ty patrzysz na świat jak kto? – spytał.
– Jako ktoś więcej niż człowiek. Albo mniej, według niektórych. Ja nie mogę oceniać sytuacji jak ty, jak człowiek z innej epoki, jak człowiek w ogóle. Bo mi odmawia się tego miana, Leon. Nawet ty, przyznaj, kiedy patrzysz na mnie, patrzysz na mnie przez pryzmat mojej bioniczności. Nawet ty, światły obrońco starego porządku.
Nie czekała na jego odpowiedź. Pobiegła do ludzi stojących przy barze i nalała sobie drinka do kieliszka po Leonie Millerze. Leon nie przejął się nią ani trochę. Wyciągnąć lufkę z palców Weroniki i zaciągnął się resztą jej tajemnej, zielarskiej mikstury.

Kris nie słuchał Leona wcale. Bezczelnie za to słuchał i patrzył na Saray. Minęło piętnaście minut zanim zdecydował się do niej podejść. Czekała na niego. Jej bezczelny wzrok mówił, że Kris Kowalski dziś ugnie się pod jej spojrzeniem i powie sobie: „A co mi tam”, chociaż nigdy tego nie robi. Saray Frost miała taką małą moc. Moc, która nie miała nic wspólnego z jej bionicznymi nogami. Moc Saray Frost była całkiem staroświecka.
Dotknął jej ramienia. Odstawiła drinka i odwróciła się. Był jej wzrostu. Miał ładne, jasnobrązowe oczy i szaro-brązowe, potargane włosy. Ubrany był w zieloną bluzę z kapturem i starą, powycieraną skórę. Zupełnie niepoważnie jak na swój wiek, według panujących w Państwie Prawa standardów.
Wszystko potoczyło się tak szybko, jak historia, która przyśpieszyła. Nie minęło nawet pięć minut od spotkania przy barze, gdy oboje byli już zamknięci w łazience na parterze. Zrzucili z siebie ubrania i nie odrywając ust od ust wślizgnęli się na pralkę. Saray oplotła go swoimi długimi nogami i wbiła palce w tyłek. Pieprzył ją w tempie uderzeń jej serca. Wygięła szyję i całymi plecami położyła się na pralce. Starała się zdusić okrzyki, by nikt ich nie usłyszał. Złapał ją za bark i przyciągnął do siebie. Skończyli przytuleni.
– Czy ty też nie możesz słuchać tego ich gadania? Kanapowa rewolucja, pożal się boże. Jak oni nic nie wiedzą! – siedziała nago na podłodze, przytulona do jego klatki piersiowej. – Spróbowaliby działać naprawdę, to by się dowiedzieli, na co trzeba się narażać, jeśli chce się rewolucji. Spróbowaliby, kurwa, działać na dwa fronty.
Wydało mu się, że miała mokre oczy. Nie był pewien czy dobrze widzi. Po plecach spływała mu zimna strużka potu.
– Muszę wyjść. Mam sprawę na mieście – powoli zakładała majtki. – Pomożesz mi z sukienką?
– Sprawę na mieście o tej porze? Nie boisz się? Mogę cię odprowadzić.
– Nie twój biznes. No nie patrz tak na mnie jak zbity pies! – uśmiechnęła się. – Zadzwonię jutro. Masz mikrokoma?
– To nielegalne.
– E tam, nielegalne. Wszyscy mają.
– Ja nie mam.
– Serio?
– No serio. Nie dam sobie włożyć żadnego czipa do głowy. I bez tego mam dość problemów.
– No dobra. Nie będę już się dziwić. Zapisz mi swój numer telefonu – rozejrzała się po łazience. – Cholera, torebkę z komórką mam na dole. Weź mi zapisz na strajtaśmie. Weronika powinna mieć tu jakąś kredkę do oczu – zaczęła szperać w półce za lustrem.
Zapisał numer, a ona starannie złożyła kawałek papieru toaletowego tak, by wykonany tłustą, zieloną kredką napis, się nie rozmazał. Pomógł jej zapiąć sukienkę.

Cichutko wymknęła się z domu, nie żegnając się nawet z gospodynią. On po chwili, równie niepostrzeżenie, wrócił do piwnicy. Vendelia w najlepsze dyskutowała z pijanym Leonem i zdawała się w ogóle nie zauważyć zniknięcia Krisa.
– Leon, wasza dyskusja prowadzi donikąd. Uspokój się w końcu i idź spać. Za dużo dziś wypiłeś – Weronika nie przejmowałaby się zupełnie jego zachowaniem, gdyby tylko gadał. Tymczasem Leon coraz mniej kamuflował się z próbami obłapiania Vendelii. Tego było już dla za wiele.
– Weronika ma rację panie Leon. Dla pana koniec na dzisiaj. Powinniśmy rozmawiać o sprawach podstawowych w bardziej cywilizowanych warunkach. Bez wódy – czuła wciąż na sobie wzrok starszej przyjaciółki. Wstała i przesiadła się na stół, by dać jej do zrozumienia, że zachowanie Leona wcale jej się nie podoba.
– Sprawy podstawowe. Nie masz o nich pojęcia, dziewczyno!
– Jestem już zmęczona rozmową z tobą, Leon. Czego bym nie powiedziała, ty twierdzisz, że wiesz więcej. Bo co? Bo jesteś mężczyzną? Bo jesteś starszy i pamiętasz świat, którego nie ma i nie będzie? Nie widzisz w ogóle nic poza swoją utopią. A są sprawy ważne, współczesne, dziejące się tu i teraz. Niesprawiedliwość i zbrodnie, z którymi trzeba walczyć. A ty gadasz tak, jakby cię to w ogóle nie obchodziło.
– A ty, Ven, sprowadzasz wszystko do praw bionicznych. Nic, poza tym nie widzisz.
– To nieprawda.
– Może ty sama jesteś tak pół na pół?
– Nie, nie jestem. A jeśli nawet bym była, to co? Może masz coś przeciwko? Może popierasz to, co rząd z nimi robi? Inaczej byś myślał, inaczej byś mówił, gdyby twoje dziecko miało jakąś bioniczną część. Albo gdyby takiej części potrzebowało, a w naszych wspaniałych czasach nie ma do tego prawa, bo ktoś stwierdził, że stałoby się złym robotem, pół-maszyną, która będzie chciała cię zabić! – krzyczała.
Nie zauważyła, kiedy weszła na stół. Nie zauważyła, kiedy Weronika złapała ją za rękę i próbowała z tego stołu ściągnąć.
– Vendelia wkraczasz na grząski grunt – powiedziała – Zejdź.
Weronika brzmiała tak kategorycznie, że ryzykownym byłoby się jej nie posłuchać. Nie czekała na wyjaśnienia. Po minie Leona wiedziała, że nie chce słuchać tej smutnej historii. Wolała nie pytać, ale coś w niej pękło.
– Przepraszam. Ja po prostu… kiedy pomyślę sobie, że mojemu synowi może coś się stać i przez tę idiotyczną politykę, nie będzie mógł dostać takiej pomocy, jaką powinien dostać. Kiedy sobie pomyślę, jak zabrali nam nadzieję, którą dała nam nauka. Leon! Chyba rozumiesz, że mogłam się unieść?
– Rozumiem – powiedział.
Nie odezwał się więcej do niej tego wieczora. Vendelia też postanowiła nie wchodzić mu już w drogę. Z drugiego końca pokoju obserwowała jak ten stary, smutny mężczyzna przytula się do swojej młodej kobiety.

Wrocław, 2013

Zobacz także

2 Comments

  1. Jestem ciekawa, co to sprawę na mieście miała Saray Frost. Co do zdjęcia, aż się uśmiechnęłam. Barber Shop w Budapeszcie. Właśnie tam zamierzam następnym razem iść do fryzjera 😉

    1. Wiem, ten rozdział jest nawet już napisany, ale nie powiem, bo to akurat spojler zdradzający bardzo wiele z głównej osi fabuły, a może jednak kiedyś wrócę do tego projektu 🙂
      To miejsce w Budapeszcie jest takie klimatyczne (chociaż widziałam zaglądając tylko z zewnątrz). Z tego co pamiętam, to zrobiłam to zdjęcie ze względu na tę parę siedzącą przed wejściem. Był w nich jakiś taki piękny smutek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj