feminizm, życie

Powody lepsze i gorsze

umbrella main - Powody lepsze i gorsze

Miałam już nic nie pisać na ten temat przed dzisiejszym protestem, bo ostatnio ciągle poruszam kwestie aborcji i Strajku Kobiet i robi się bardzo monotematycznie, ale jednak nie wytrzymam i muszę odnieść się do tematu wywiadu udzielonego Wysokim Obcasom przez Natalię Przybysz, hejtu jaki na nią spadł, tego jak ta sprawa ma się do walki o prawa kobiet w Polsce i przede wszystkim kwestii kobiecej solidarności i siostrzeństwa.

Natalia Przybysz przyznała się do aborcji. Zrobiła to na łamach jednego z najważniejszych kobiecych magazynów w sposób tak szczery, że chyba bardziej się nie da. No i się zaczęło. Bo oto piosenkarka nie przerwała ciąży dlatego, że została zgwałcona, że jej życiu zagrażało niebezpieczeństwo, bo płód był zdeformowany, nawet nie dlatego, że była na dziecko za młoda albo nie miała za co żyć. Przerwała ją, bo jej nie chciała. Po prostu. Fala nienawiści ze strony tzw. „obrońców życia” była nieunikniona, ale nie o nią tu chodzi, nie ona boli najbardziej. Boli ocena ze strony tych, którzy stroją po stronie czarnego protestu, czasem nawet po stronie prawa wyboru. Bo nagle okazuje się, że prawo wyboru tak, ale tylko gdy ktoś ma dobre powody. A powody przerwania ciąży przez Natalię Przybysz były głupie i niewystarczające. Trzeba było więc pouczyć ją, że zrobiła źle, bo przecież za małe mieszkanie i niechęć do zmian w wygodnym i dostatnim życiu to za mało, by decydować się na aborcję, należy ponieść konsekwencje seksu. A w ogóle to powinna się zabezpieczać.

Jasne, powody Natalii Przybysz nie są może jakieś super ważne. Przynajmniej nie z naszej perspektywy, bo przecież dla niej mogą być istotne. Ale jeśli uważamy, że kobieta w takiej sytuacji powinna mieć wybór, to powody jej decyzji nie powinny nas obchodzić. Nie piszę tu z pozycji osób przeciwnych aborcji, czy też popierających jedynie tzw. „kompromis”. Piszę z perspektywy osoby będącej za wyborem. Wyborem nie tylko dla siebie, ale też dla innych kobiet. Nawet dla tych „głupich”, które się „puszczają”, a potem muszą „ponosić konsekwencje seksu”. Nawet dla tych, które według wielu myślą egoistycznie (właściwie kto nie myśli?). Dla wszystkich. Jeżeli jestem za wyborem, to nie oceniam kobiet, nie oceniam ich powodów, nie przyjmuję założenia, że te powody muszą być ważne. Jeżeli to robię, to wcale za wyborem nie jestem.

Jestem za wyborem. Nie dzielę powodów dokonania aborcji na lepsze i gorsze, bo to jest bardzo indywidualna sprawa

Skoro jestem za wyborem, godzę się z tym, że kobieta może przerwać ciążę po prostu dlatego, że wpadła i tego dziecka nie chce. Nie pouczam jej, że powinna się lepiej zabezpieczać bo, do cholery, wpadka to wpadka. Naprawdę może przytrafić się każdemu. Mądremu i przezornemu też. Bo nikt nie jest mądry i przezorny 24h/dobę, 7 dni w tygodniu. Jasne, mogę sobie pomyśleć, że mi na pewno by się to nie przydarzyło. No i się nie przydarzyło, chociaż przecież mogło. Jakimś cudem przez 8,5 roku na antykoncepcji hormonalnej ani razu nie zapomniałam o pigułce, nawet wtedy gdy po ostrym zapiciu, zapomniałam zdjąć szkieł kontaktowych i zmyć makijażu (a te dwie czynności przed snem to moja obsesja), pigułka i tak wieczorem trafiała do żołądka. Ale przecież parę razy trochę się bałam wymiotując do toalety, czy aby tabletka nie skończyła w kanalizacji. Medal z ziemniaka dla tych, które nie miały nigdy takich przygód. To jest życie i wszystko się może zdarzyć, nawet jeśli zwykle jesteśmy rozsądne i przezorne. Jeśli jestem za wyborem, to uważam, że ponoszenie konsekwencji wpadek wcale nie jest koniecznością. Nie zgadzam się z retoryką, że ciąża to kara za seks. Nie i już.

Nie oceniam kobiet, które decydują się na aborcję, bo uważam, że powinnyśmy wszystkie być solidarne i powinnyśmy być sobie siostrami. Nie robię tego również dlatego, że mam empatię i potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym być na ich miejscu

Teraz jestem w piątym miesiącu ciąży. Jest to dziecko planowane i wychuchane, strasznie panikuję, żeby wszystko było okej. W mojej obecnej sytuacji na aborcję zdecydowałabym się tylko w wypadku, gdyby płód był uszkodzony albo gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu lub zdrowiu. Tak jest teraz. Ale przypuśćmy, że wpadłabym siedem lat temu, gdy praktycznie nie miałam pieniędzy, pracowałam za marne grosze na umowę o dzieło i panikowałam, żeby nie złapać jakiejś ciężkiej grypy, bo nie miałam ubezpieczenia zdrowotnego. Naprawdę, w tamtym czasie nie zastanawiałabym się zbyt długo. Tak, jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której decyduję się na aborcję. Dla każdej z nas może ona wyglądać inaczej. Jak zachowałybyśmy się w sytuacji realnej? Tego tak naprawdę nigdy nie wiemy, dopóki ona nie nastanie

Jest jeszcze oczywiście sprawa tego, jak wywiad Przybysz ma się do czarnego protestu. Dziś w całej Polsce odbywa się II tura Strajku Kobiet. W pierwszym odruchu pomyślałam sobie, że ten wywiad w strajkowym kontekście jest mocno niefortunny. Może zniechęcić część kompromisowo nastawionych osób do protestów, może oczywiście rozjuszyć naszych przeciwników, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, żeby wypomnieć kobietom egoizm, uprawianie czarnej magii i rzeź niewiniątek i czego tam jeszcze nie mają w zanadrzu. Zdanie o tym, że Przybysz nie chciała zmieniać swojego 60-metrowego mieszkania na większe, które pomieści trójkę dzieci, może wkurzać, szczególnie w państwie, w którym wiele osób wychowuje nawet więcej dzieciaków na mniejszym metrażu. I pewnie wkurza. I ja się nawet tym wkurzonym osobom nie dziwię, w pewien sposób tę reakcję rozumiem, bo wiadomo, że odnosimy takie rzeczy bardzo do siebie. Ale co byśmy sobie o tym nie myślały, to jeśli popieramy wybór, ten jej błahy powód naprawdę nie powinien nas obchodzić.
Może zresztą Natalia Przybysz nie do końca mądrze się o tym nie wypowiada (nie tak mądrze, jakbyśmy oczekiwały), ale ma prawo mówić jak czuje i jak potrafi i to, czy jest osobą publiczną, czy nie, nie ma tu nic do rzeczy, bo opowiada o swojej prywatnej sprawie. Nie mówi jako przedstawicielka Strajku Kobiet, nie mówi w jego imieniu, nie mówi w imieniu wszystkich Polek, mówi jako Natalia Przybysz.

Sama jestem w Strajku od środka i wiem, jak bardzo musimy się pilnować w oficjalnych komunikatach, żeby nas nie zjedli i nie zaszczekali. Bo tu już niestety jest polityka

W strajku nigdy jednak nie chodziło o to, by zachować kompromis. Chodziło i nadal chodzi o to, by zatrzymać barbarzyńskie projekty zaostrzenia prawa aborcyjnego (a te, mimo odrzucenia ustawy Ordo Iuris istnieją, w Sejmie jest już nowy, jeszcze gorszy w swojej wymowie projekt, który zakłada m.in. kary za niektóre formy antykoncepcji). To jest część wspólna, bo przecież wśród kobiet, które przyłączyły się do protestu są zarówno zwolenniczki obecnie obowiązujących przepisów (które to przepisy są jednak nagminnie łamane i wielu kobietom legalnych aborcji się odmawia), jak i osoby takie jak ja, opowiadające się za pełnym prawem wyboru. Prywatnie każda z nas ma swoje zdanie, ale ruch jest tak wielki, że poglądy w nim są różne i wszystkie powinnyśmy te poglądy szanować, dyskutować z szacunkiem, a nie z agresją i przede wszystkim nawzajem się nie oceniać. Bo tak naprawdę sprawa jest dużo szersza niż aborcja i to się naprawdę nie może na tej aborcji skończyć, zwłaszcza że strajki kobiet ogarniają coraz większe połacie globu. W poniedziałek dziewczyny z Argentyny i kilku innych krajów Ameryki Łacińskiej strajkowały przeciwko fali przemocy wobec kobiet na ich kontynencie. Przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowały już Koreanki, które szykują kolejny protest na 29 października. Do protestów przygotowują się również Włoszki, które chcą wyjść na ulice 26 listopada by sprzeciwić się przemocy.

To jest czas, gdy potrzeba nam siostrzeństwa i solidarności, a nie wzajemnego oceniania się i złości. Nie chodzi tu tylko o Natalię Przybysz, nie chodzi nawet tylko o kobiety, które zdecydowały się na aborcję. Chodzi o wszystkie kobiety, które aż za bardzo lubią wzajemnie oceniać swoje życiowe wybory, licytować ważkość powodów. To zresztą też męska przypadłość, ale w tej chwili to my, dziewczyny potrzebujemy być ze sobą solidarne, więc piszę o kobietach. Mniej utwierdzania się we wstydzie i wmawiania sobie poczucia winy. Mniej ocen, więcej siostrzeństwa. I w protestach i na co dzień.

PS. widzimy się po południu 🙂

profil_fb_pl_no_logo

Komentarze (4)

  1. Podpisuję się całkowicie. Ja jestem za szeroko rozumianym wyborem, który powinny posiadać kobiety w związku z ciążą. Sama chciałabym móc decydować kiedy i w jakich okolicznościach zostanę matką. Nie ma dla mnie w tym nic nietaktownego, jeśli usuwa się blastulę czy morulę.. jednak uważam też, że jest to dość gorący moment i kobiety nie powinny strzelać sobie w stopę. Taki wywiad byłby na miejscu w jakimś normalnym, rozwiniętym umysłowo i społecznie kraju, a nie u nas i nie w tym momencie. Przyniosło to spory wyrzut i był to pretekst by znów cofnąć się do punktu wyjścia krzycząc, jak bardzo Czarny protest jest zły i jak można tak niereligijnie postępować… W takim czasie trzeba brać pod uwagę wrogów, których niestety Czarny prostest ma o wiele więcej niż zwolenników.

  2. Ja osobiście czuję niesmak po tym, do czego przyznała się N. Przybysz. Wcześniej ceniłam ją jako artystkę, a teraz jako człowiek czuję do niej niechęć jako do człowieka. Wybór wyborem, ale to trzeba mieć w sobie coś z psychopatki, żeby tak lekko, łatwo i przyjemnie usunąć ciążę z błahych powodów, bo mieszkanie, bo znów pieluchy itp. Szczyt egoizmu, nie chciałabym mieć z taką osobą do czynienia.

  3. ja jestem z moim partnerem 6 lat i uzywamy prezerwatyw (tak kilka lat temu odeszlam od pigulki bo nie chce sie faszerowac horminami)..nawet jesli moj partner mialby stabilna prace a ten prawie niezawodny condom by pekl to i tak usunelabym ciaze…bo ja po prostu nie lubie i nie chce miec dzieci..nie mam zadnych instynktow i wiem ze to sie nie zmieni (przynajmniej od 35 lat jest tak samo)…czy to wystarczajaco dobry powod?bo z tego artykulu troszje wynika ze powod Natalii byl not enough 🤔 nie wyobrazam sobie ze kraj/kosciol mialby mnie zmusic do bycia mama..chyba taka okrutna to moze bo nie lubie,nie chce i paszla won od mojego ciala!o!tymczasem pozdrawiam z Hiszpanii gdzie moge decydowac sama za siebie

    1. Powód Natalii był jak najbardziej enough, czy się komuś on podoba, czy nie. W ogóle powinniśmy nie tylko przestać licytować wartości czyichś powodów, powinniśmy w ogóle przestać o nie pytać i się nimi zajmować, bo to jest każdego prywatna sprawa. Tak jest np. we Francji, gdzie od 2014 roku przy zgłoszeniu się na aborcję kobiety nie są już proszone o podanie powodu. IMO tak właśnie powinno to wyglądać w cywilizowanym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.