życie

Życie prywatne

prywatne zycie post - Życie prywatne

Zastanawiam się czasami nad biernością społeczeństwa. Nad tym, dlaczego nawet gdy łamane są prawa człowieka, ludzie siedzą cicho. Chwilę się zastanawiam, ale przecież doskonale rozumiem. Ludzie chcą żyć swoim małym prywatnym życiem. Ono przecież liczy się najbardziej. To, że wstajesz patrząc na plecy ukochanej osoby. To, jak dzwonisz do swojej rodziny i pytasz, co słychać. To, jak głaszczesz swojego kota i słuchasz wrzasków dzieci z sąsiedztwa bawiących się za twoim oknem. Najczęściej nie jesteś w stanie wyrwać się z bańki swojej prywatności nawet wtedy, gdy ktoś chce ją przebić. Czasem w przebitej bańce wciąż próbujesz żyć tak jak dawniej. Czasem udajesz, że wcale nie pękła.

Bardzo chciałabym żyć swoim małym prywatnym życiem i niczym więcej. Nie przejmować się wcale. Ale nie potrafię, nie mogę. Uwiera mnie ta Polska A.D. 2016. Ale żeby tylko Polska była problemem! Z Polski przecież można wyjechać, albo zdusić ją w sobie. Zdusić ludzi, ludzkiej nienawiści, ludzkiej pogardy, ludzkiej obojętności, jakoś nie potrafię. Za bardzo się martwię.

Kiedy w ’89 roku skończył się w Polsce komunizm, obiecali nam, że nie będziemy musieli już nigdy wychodzić na ulice, że teraz będziemy mogli żyć już tylko swoimi małymi prywatnymi życiami. Miałam wtedy 7 lat i żyłam tylko takim życiem, zupełnie nie przejmując się polityką. Teraz mam 27 lat więcej i nie mogę tak zwyczajnie żyć swoim prywatnym życiem. Nie pozwalają mi. Zaczęło się w kwietniu, gdy gruchnęła wieść o planach zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. To dopiero wierzchołek góry lodowej. Ktoś próbuje kontrolować moje życie, moje prywatne życie, w absolutnie barbarzyński sposób, ktoś odbiera mi moją podmiotowość, bo jestem kobietą – tak się poczułam.

Musiałam ruszyć się z mojej bańki, bo oto moja bańka pękła. Pękła w sumie już dawno, bo przecież od dawna się przejmuję, od dawna żyję z myślą, że wszystko na tym świecie się chrzani. Jestem wściekła. Wściekła coraz bardziej, gdy słyszę o kolejnych próbach wchodzenia z butami w małe prywatne ludzkie życia, bo tak zwyczajnie nie da się żyć.

Ludzie jednak tkwią w swoich bańkach. Czasem powtarzają sobie jak mantrę, że coś ich nie dotyczy. Pod koniec maja organizowałyśmy z wrocławskimi Dziewuchami Marsz Świadomej Matki, kolejną akcję w ramach protestu przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Przyszło sto osób. Półtora miesiąca wcześniej, gdy temat dopiero co wypłynął, na demonstracji było nas pięć razy więcej. Czasem emocje po prostu z opadają i ludzie zwyczajnie żyją dalej, gdy temat, który na chwilę wyrwał ich z siedzeń, opada medialnie. Czy żebyśmy ruszyli się na dobre, trzeba nas kopnąć tak mocno, byśmy wszyscy wylecieli z siedzeń? Czy to już nie będzie za późno?

Chcemy żyć swoim prywatnym życiem i nie chcemy by ktoś się w nie wtrącał. I będziemy żyli nim, aż będzie za późno, aż nie będziemy mieć już tego życia pod naszą kontrolą, bo ktoś się do niego wtrącił, a my to zlekceważyliśmy. Trudno mieć do ludzi o to pretensje. Ludzie już tak działają. Działali i działać będą. Zawsze znakomita część społeczeństwa poddaje się bierności, przymyka oko na propagandę. Bo chce mieć święty spokój.

Zapytałam dziś mojego kolegi, którą pigułkę by wybrał, gdyby był na miejscu Neo. Powiedział, że wolałby zostać w Matrixie. Ja wiem, że bym w nim nie została, chociaż bardzo cenię sobie moje prywatne życie i cenię sobie święty spokój. Ale gdyby to do mnie przyszedł Morfeusz i powiedział, że „hej ty, żyjesz życiem, które ktoś wymyślił za ciebie, nie żyjesz na swoich zasadach”, byłabym zwyczajnie wściekła. I wzięłabym czerwoną pigułkę, chociaż wcale nie lubię tego filmu. A ty?

zarowki

Info organizacyjne. 18 czerwca w Warszawie za pięć dwunasta rusza Marsz Godności. Jego hasło to „Prawa człowieka prawami kobiet”. Wspieram tę inicjatywę całym sercem i rozumem. Jeśli jesteście z Warszawy/będziecie tego dnia w Warszawie, namawiam gorąco do uczestnictwa. O tej samej porze we Wrocławiu odbędzie się wspierający marsz performance. Biorę w nim czynny udział. Jeśli jesteście z Wrocławia, spotkajmy się pod Barem Barbara.

Komentarze (3)

  1. Antypatycznie Antypatycznie says:

    Też się wybieram tyle że w Toruniu 🙂 oto chodzi, że jesteśmy, że mamy siłę, czas i ochotę działać. Wiesz dobra Polska nie zginie dopóki nam chce się działać i nie poddajemy się bierności ! 🙂

  2. Problem polega na tym, że się tej bierności uczymy. Bycie w samorządzie szkolnym, organizowanie życia społecznego nie są wcale dobrze widziane i przyjmowane przez rówieśników. Chodzi o to, żeby się nie wychylać, nie dyskutować, nie dać się wciągnąć w niewygodną sytuację. Tutaj wg mnie kluczowe jest poczucie wspólnoty, którą mają środowiska konserwatywne: łatwiej im wychodzić na ulice, zbierać podpisy, organizować marsze, bo czują się w mniejszości, są wg siebie grupą zagrożoną, mają oparcie w strukturach i to ich bardzo konsoliduje. Nam się wydaje, że nas jest wiele i że ktoś tam to załatwi za mnie. Obawiam się jednak, że nie załatwi, z czego jeszcze wiele osób nie zdaje sobie sprawy…

  3. Patrząc na swoje środowisko doszłam do wniosku, że dla wielu bezpieczeństwo jest tożsame z biernością. Że jak będą siedzieć cicho to nic im się nie stanie. Ciężko jest mi to zrozumieć. Nie wiem czy to krótkowzroczność czy lenistwo. Ostatnio byłam w niemałym szoku, gdy dowiedziałam się że koleżanka z roku (jakby nie było kulturoznawstwa międzynarodowego) nawet nie wiedziała że są jakieś marsze, że rząd łamie konstytucje i nasze prawa. Nie miała pojęcia co się dzieje. Jednocześnie doskonale orientując się z najnowszych ploteczkach. To był jej wybór – czym się interesować. Wybrała nie interesować się swoimi prawami. I to jest dla mnie bardzo smutne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.