rzecz miesiąca, życie

Nieświęta rodzina

Kiedyś powiedziałam mojemu mężowi, że w sumie to cieszę się, że jego rodzina jest taka nienormalna (patchworkowo-potworkowa), bo przynajmniej nie muszę się wstydzić za swoją. Czułabym się nieswojo wchodząc do jakiejś normalnej rodziny. Obraził się. Ale potem mu przeszło. Zaczęliśmy patrzeć na naszych znajomych i zastanawiać się, czy coś takiego jak normalna rodzina w ogóle istnieje. I właściwie, czym jest ta norma, bo może nie ma czegoś takiego jak normalna rodzina. Są tylko oczekiwania co do niej zbudowane na gruncie ckliwych telenowel.

Poszliśmy zresztą w naszej analizie dalej. Doszłam do wniosków nieszczególnie oryginalnych. Ja się chyba tych najbardziej normalnych rodzin trochę boję. Przecież one muszą skrywać mroczne sekrety. Mówią mi o tym skandynawskie dramaty z XIX wieku i seriale dekonspirujące mity amerykańskich przedmieść. Mówi mi o tym wers z Kazika, że „to dobry chłopak był i mało pił” oraz telewizyjne wizje lokalne w małych miasteczkach i osiedlach, gdzie sąsiedzi zawsze twierdzą, że to była taka spokojna rodzina. A potem się wszyscy pozabijali.

Ja mam z tyłu głowy takie swoje wyobrażenie normalnej rodziny: jest mama, tata, dzieci nie za dużo nie za mało, jest praca i pieniądze, jest miłość, ale może nie do końca zaufanie, jest spokój i klasyczne damsko-męskie role, jest posłuszeństwo hierarchia, której nie burzy nawet wyjście z domu. Jak widzisz, to nie jest idealna rodzina. I chyba też nie do końca normalna. Zresztą zależy dla kogo. To jest taka rodzina, którą może podświadomie kiedyś chciałam mieć, karmiona oczekiwaniami społecznymi z sąsiedztwa i telewizora, ale w którą tak naprawdę nie wierzę i w pewnym sensie się jej boję. I już chyba wolę swoją rodzinę, która jest trochę jak włoska rodzina, bo wszyscy mówią głośno i nikt nikogo nie słucha.

Tydzień temu obchodziliśmy Dzień Matki, wczoraj był Dzień Dziecka, a za trzy tygodnie wypada Dzień Ojca. Jest to więc idealny czas, żeby Rzeczą Miesiąca czerwca na Rzeczovniku została Rodzina. W przeciwieństwie do smutnych łysych chłopców, myślimy tu, że niejedno ma ona imię, niejedną formę. I prawdopodobnie żadna z tych form nie jest normalna, bo mówienie o normalności zakłada istnienie jakiejś jednej, pewnej normy. Tymczasem ja się nauczyłam już jakieś 25 lat temu, oglądając amerykańską Ulicę Sezamkową, że jednak norma w tym przypadku nie istnieje, bo modele są różne. To była jedna z najważniejszych lekcji mojego dzieciństwa. Drugą było to, jak ojciec powiedział mi, że nie wszyscy wyobrażają sobie Boga tak, jak chrześcijanie.

A Ty? Wierzysz w normalne rodziny?

Komentarze (4)

  1. Żeby coś było normalne, to musi być norma. A co jest normą? Patrząc po moim otoczeniu, sama jestem częścią czegoś zupełnie nietypowego. Mam oboje rodziców, dwoje rodzeństwa, ale u mnie w domu to tata nastawia pranie i gotuje, a mama przestawia meble i kładzie tapety. Na dodatek ona jest filozofem a on naprawia samochody…

    Normalne rodziny istnieją tylko w serialach.

    1. I to tylko tych nudnych serialach 😉

  2. Moja babcia, jak czasami próbuje mnie swatać, zawsze podaje argument „i nawet mało pije”. Za każdym razem, jak je słyszę aż mam ochotę się sama napić. Z żalu za wartościowej tego argumentu.

    Dla mnie nigdy normalna nie była, choć jest niestety dość powszechna, „rodzina” założona przez rodziców, którzy nie chcą być ze sobą ale są dla dobra dzieci.

    1. O tak! Podczas gdy najczęściej to tak naprawdę dla ich dobra powinni się rozstać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *