Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

nini3 940x627 - Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

Nina chrzci świnkę morską szampanem i próbuje wykraść hostię z kościoła, żeby zawsze mieć przy sobie Jezusa. Niestety komunikant przykleja się jej do buta i dziewczynka musi z bólem serca wyrzucić go do kosza. Dochodzi do wniosku, że Boga jednak nie można mieć, tak jak się ma świnkę morską. Można go mieć tylko, tak jak się ma słońce czy księżyc. Za te przygody i życiowe wnioski, ośmioletnia bohaterka książki Sophie Scherrer może teraz trafić na nowy indeks ksiąg zakazanych.

Harry Potter promował okultyzm, a Teletubisie podprogowo lansowały homoseksualizm. Lista popkulturowych zagrożeń dla wiary jest długa, o czym wiemy z pamiętnych filmików księdza Natanka. Sprawa wydaje się z dystansu śmieszna, ale wcale nie jest śmiesznie, gdy jest się po stronie tych, którzy rzucają oskarżenia i robią to całkiem na serio. Najnowszą pozycją literatury dziecięcej, która znalazła się pod czujnym monitoringiem tropicieli treści szkodliwych jest książka Sophie Scherrer „Mała Nina”. Już 30 tysięcy osób żąda zakazu jej dalszej sprzedaży. W świetle tych wydarzeń nie pozostało mi nic innego, tylko popędzić do księgarni po egzemplarz.

nini6 1024x683 - Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

 

Według organizacji Ordo Iuris, żądającej wstrzymania dystrybucji książki, która w polskim przekładzie jest dostępna już od roku, „Mała Nina” rażąco obraża uczucia religijne dzieci i dorosłych oraz atakuje niewinność i wrażliwość.

Być może nie jestem najlepszą osobą, żeby oceniać czyjeś uczucia religijne, bo sama takich nie posiadam. W dodatku instytucję karania za taką obrazę uważam za lekkie nieporozumienie bo raz, że te uczucia bardzo trudno zdefiniować, dwa: w naszych warunkach to niestety prawo silniejszego (raczej nie zdarzają się sprawy obrazy uczuć osób innych religii niż katolicka), trzy: dlaczego nie chronimy w ten sposób innych przekonań albo przynależności, które mogą być dla nas czymś równie wrażliwym, jak wiara. Ale po kolei. Podejdźmy do sprawy rozsądnie.

O co chodzi z tą „Małą Niną”? Przede wszystkim o rozdział, w którym dziewczynka dużo rozmyśla o Bogu. Pyta mamę, gdzie jest Bóg. Chciałaby z nim rozmawiać, ale on nie odpowiada. Nie spełnia też jej modlitw. „Być może Bóg znajduje się zbyt wysoko i mnie nie słyszy” – zastanawia się Nina. Postanawia więc wykraść z kościoła komunikant, żeby móc zawsze mieć przy sobie Jezusa. Niestety plan spala na panewce, bo schowany do kieszeni opłatek wypada na podłogę. Żeby go ratować (i żeby nikt nie zauważył) Nina przydeptuje go butem. Kiedy chce go odlepić, okazuje się, że z „ciała Chrystusa” nic nie zostało. Pozostałości lądują więc w koszu na śmieci. Ten fragment to według przeciwników książki instrukcja profanacji najświętszego sakramentu. Jak dla mnie to jednak bardziej wyjątkowo realistyczny, nawet jeśli nieco niepoprawny, opis tego jak dzieci gubią się i odnajdują w skomplikowanym i niezrozumiałym przecież świecie religii.

Można by próbować przekonywać nieprzekonanych tłumaczeniem, że od tego są rodzice, żeby dzieciom wyjaśniać frapujące fragmenty książek, żeby czytać książki razem z dziećmi. Ale nie! Tak naprawdę „Mała Nina” nie potrzebuje żadnych wyjaśnień ze strony zaniepokojonych rodziców, których mógłby zmartwić rozdział o zdeptaniu hostii, bo Sophie Scherrer głosem Niny wyjaśnia to tak, że raczej nie można mieć wątpliwości, czy Nina jest szatanem, czy jednak mądrą dziewczynką, która sama dochodzi do ważnych wniosków, także tych dotyczących jej wiary.

„Pomyślałam, że prawdopodobnie Boga nie można mieć, tak jak się ma zakładkę do książki albo świnkę morską. Można Go mieć tylko tak, jak się ma słońce czy księżyc albo białą chmurę na niebie.”

To jest bardzo piękne. I bardzo dziecięce. Czy można chcieć lepszego morału? Czy można mieć do niej pretensje, że myśli i działa jak dziecko? Jeśli się je ma, to chyba naprawdę uważa się, że dzieci są narzędziem szatana. To teraz przypomnijcie sobie wszystkie swoje dziecięce rozważania na temat Boga i kościoła. Jeśli wychowaliście się w katolickich domach, pewnie mieliście ich mnóstwo.

nini7 1024x781 - Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

 

Religijność dzieci to fascynująca sprawa. Dzieci to trochę mali poganie. Ale czy wchodząc w ten przedziwny świat religii z dziecięcą wrażliwością, naiwnością i niewiedzą da się postępować inaczej? Świat kościelnych rytuałów, które są dziwne i kompletnie niezrozumiałe nawet dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Są też z ich punktu widzenia magiczne. Bo w końcu co chwilę jakaś woda zmienia się w wino, wino w krew, opłatek jest chlebem, ale też ciałem Chrystusa, chociaż wcale nie jest z mięsa. I jeszcze mieszka w jakimś „tabernakulum” (podobnie jak Ninę z książki, fascynowało mnie to słowo).
W dodatku ksiądz mówi do nas jakimś niezrozumiałym językiem. Co z tego, że od 50 lat to już nie jest łacina, skoro i tak nie rozumiemy połowy słów. Ja na przykład przez kilka lat próbowałam rozszyfrować co to jest takiego „błogosławionaśty” i co to „hosanna” (do dziś nie wiem), a mój brat długo zastanawiał się kim są „jakoimy”. Prawdopodobnie wszyscy mamy wspomnienia związane z niezrozumiałymi słowami z liturgii, które my słyszeliśmy zupełnie inaczej.

nini8 1024x768 - Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

 

Kiedy kościół jest częścią twojego dzieciństwa, ta sfera automatycznie musi pojawić się też w twoich zabawach. Nina z książki urządzała swojej śwince morskiej chrzest szampanem (bo tak chrzci się statki, chrzest to chrzest). Ja, kiedy miałam osiem lat, wraz z braćmi i kuzynkami bawiliśmy się w pogrzeb (wraz z pieśniami żałobnymi chowaliśmy mojego brata pod stertą własnoręcznie zerwanej trawy). To było w dniu pogrzebu dziadka, dziś myślę, że trochę oswajaliśmy w ten sposób śmierć. Rok później bawiliśmy się w ślub. Już nie pamiętam, kto był księdzem, ja czy Olka, w każdym razie zakaz kapłaństwa kobiet nie był dla nas czymś, czym należałoby się przejmować. Pamiętam też z dzieciństwa kompletnie pogańskie zabawy związane z religią. Kiedy mój najmłodszy brat miał trzy czy cztery lata modlił się do boga Ra, który mieszkał za szafą. Modlitwa brzmiała: „ra ra ra ra”. Pewnie gdyby nasi rodzice byli „porządnymi katolikami”, pilnowaliby nas przed szatańskim wpływem filmów o starożytnym Egipcie. Tymczasem kiedy pytałam ojca jak wygląda Bóg (to było bardzo ważne pytanie, które wielu z was z pewnością też je zadawało sobie i dorosłym), ten powiedział mi, że tak i tak wyobrażamy go sobie w naszej religii (to ten pan z brodą na chmurce), ale w innych religiach ludzie wyobrażają go sobie inaczej. Ale mój ojciec nie był porządnym katolikiem, ciągle narzekał na kler. A ja miałam nowe pytanie: co to jest kler? Bo znałam to słowo do tej pory tylko jako imię jakiejś bohaterki serialu. Nie mogło więc chyba ze mnie wyrosnąć nic dobrego.

Ulka miała większe szanse, ale przeczytała gdzieś (albo to chodziło o kogoś z jej rodziny), że jak ci się objawi Matka Boska, to wtedy musisz iść do klasztoru. A Ulka nie chciała. Dlatego modliła się gorliwie do Maryi, żeby się jej nie objawiała.

nini2 1024x683 - Mała Nina jak Harry Potter. Dzieci i religia, czyli jak pisać, żeby nikogo nie obrazić

 

Kiedy byłam mała nie czytałam żadnych szatańskich książek i całkiem poważnie i duchowo podchodziłam do sprawy pierwszej komunii (nie że prezenty, wtedy i tak się nic szałowego nie dostawało), a mimo to i tak owczym pędem ucierałam nosa płaskorzeźbie papieża na zewnętrznej ścianie naszego kościoła. Nie wiem po co to robiliśmy, może chodziło o to, że ten nos był fatalnie wyrzeźbiony i sam się prosił. W każdym razie dostałam wtedy swój pierwszy kościelny opieprz od mamy koleżanki (nienawidziłam tego, mamy koleżanek nie powinny karać nie swoich dzieci, niech zwracają uwagę rodzicom, jak już). A kiedy bardzo mi się nudziło na mszy, lubiłam ryć paznokciem w kościelnej ławie. Drewno było tak miękkie, że samo się prosiło. Za to dostałam swój drugi i ostatni kościelny opieprz, tym razem od taty koleżanki. Niedawno dowiedziałam się, że nie tylko ja lubiłam tak ryć i w końcu poczułam się poczucia winy. Wstrzymywałam też oddech, kiedy ksiądz uruchamiał kadzidło (dziś bardzo lubię ten zapach). Ale te wszystkie moje małe grzeszki to i tak nic, przy tym jak bezczelnie nabijał się z sakramentu komunii mój kolega z klasy Jacek.

To było w pierwszej klasie liceum, więc mieliśmy już 15 lub 16 lat. Pan od PO akurat gdzieś wyszedł, a Jacek zaczął brzydko naigrywać się z Gabryśki, która była wegetarianką i wielką miłośniczką koni. Wyciągnął z plecaka kanapki, a z nich plasterki kiełbasy i udawał, że rozdaje komunię wiernym (kilku innym chłopcom z klasy) błogosławiąc słowami „ciało Dyktatury”. Dyktatura to był koń Gabryśki.
Jacek jest dziś księdzem.

Do czego dążę? Religia jest nieracjonalna. Dzieci też. Chociaż szukają w niej racjonalnych wyjaśnień, ale też magii. Być może gdyby zrobić eksperyment i odciąć dzieci zupełnie od religii, wymyśliłyby swoją własną. Prawdopodobnie byłoby to coś okrutnego. W końcu, gdy pierwsi w miarę cywilizowani ludzie zaczęli wymyślać pierwsze religie, to nie było grzeczne przypowieści o miłosierdziu. Dziecięce pojmowanie religii, naiwne i pierwotne, i bez szatańskich wytworów kultury popularnych jest czymś niepojętym i szkodliwym dla różnych ludzi, którzy mają się za obrońców wiary i dziecięcych duszyczek. Bo dziecięce duszyczki są nieźle pokręcone. Skoro kogoś obraża myślenie i zachowanie „Małej Niny”, spokojnie mógłby się poczuć religijnie obrażony przez myślenie prawdziwych dzieci. Więc może je też powinno się zdelegalizować, żeby nikogo nie obrażać i nie deprawować.

Bo chociaż Nina jest postacią wymyśloną i opisaną przez osobę dorosłą, jej historia brzmi jak coś bardzo realistycznego, co mogło się przytrafić tylko dziecku. Zresztą Sophie Scherrer na końcu książki wymienia osoby, które były pierwowzorami jej postaci. Kto wie, może więc historia z hostią przydarzyła się jednej z niej naprawdę?

Pojawia się też pytanie: jak dziś pisać, żeby nikogo nie obrazić.Czy zupełnie zrezygnować z podejmowania tematów, które mogą być wrażliwe? Czy, pisząc na przykład dla dzieci, nie wdawać się w tematy religii, ludzkich światopoglądów? Przecież nigdy nie wiadomo, co kogo, pod jaką szerokością geograficzną urazi. No nie da się. Po prostu się nie da. I nie ma to najmniejszego sensu. Bo pewnych reakcji nawet nie jest się w stanie przewidzieć. To są reakcje ludzi, którzy marzą chyba o tym, żeby przywrócić indeks ksiąg zakazanych. To taki spis kościelny, na którym figurował m.in. Kopernik, Mickiewicz, Balzac czy Benjamin Franklin. Warto pamiętać, że znajdowało się na nim też wiele tłumaczeń Biblii, nie uznawanych oficjalnie przez kościół.

Zobacz także

10 Comments

  1. 1. Książka raczej nie jest w stanie w Polsce obrazić uczuć religijnych (da się to zrobić publicznie znieważając przedmiot lub miejsce kultu, a że hostia opisana nie jest prawdziwą hostią tylko mnóstwem liter, nie jest też przedmiotem kultu)
    2. Dzieci pod wieloma względami są bliższe ateistom i agnostykom niż poganom, poganie to mnóstwo religii i choć są one łatwiejsze niż monoteizmy, to dziecko i tak wymyśliłoby coś głupiego. Ogólnie, Nina nie odwala tu nic pogańskiego w sensie politeistycznego, ale za to jej zachowania są rzeczywiście bliskie pogaństwu np. poganie wszystko załatwiają wprost z bogami, nie używają pośredników w postaci świętych i aniołów, więc pragnienie posiadania Boga jest temu bliskie.
    3. Muszę przeczytać.
    4. ,,Prawdopodobnie byłoby to coś okrutnego. W końcu, gdy pierwsi w miarę cywilizowani ludzie zaczęli wymyślać pierwsze religie, to nie było grzeczne przypowieści o miłosierdziu.” Pierwsze religie miały na celu ogarnięcie przede wszystkim życia, a ono było i jest okrutne 🙂

  2. Przypomniałam sobie jak w dzieciństwie bawiłam się w mszę. Zdejmowałam ze ścian w domu babci wszystkie święte obrazki (a było ich sporo) i robiłam ołtarz. Odprawiałam mszę, śpiewałam pieśni, a na końcu była komunia z ciastek. Też w końcu zebrałam za to opieprz 🙂

  3. Jako matka chrzestna dwulatki czuję się zobowiązana pobiec do księgarni, kupić egzemplarz tej książki nim ją wycofają i trzymać u siebie, póki mała nie podrośnie. Moje uczucia religijne nie zostały urażone, a morał jest urzekający.

    1. Ja własnie przekazałam mój egzemplarz rodzicom czterolatki, która zresztą na imię ma Nina. Wypatrzyłam tę książkę kilka miesięcy temu i planowałam i tak kupić ją Ninie za kilka lat, ale jak się okazuje, nie ma czasu do stracenia 🙂

  4. Boże, widzisz i nie grzmisz. Zaraz, nie grzmisz, a książka dostępna już od roku… Więc może jednak grubymi nićmi szyta ta cała afera, a przeciwnicy „Małej Niny” próbują być świętsi od papieża?

    Ps. Jestem tylko zwykłym religioznawcą, nie specjalistą od teologii katolickiej, ale czy hostia nie jest czasem tylko opłatkiem do momentu przeistoczenia?

    1. Ja jestem całkiem na bakier z tą wiedzą. Aż zaczęłam guglać, ale internet nie daje mi jednoznacznej odpowiedzi, to strasznie zawiłe. Przydałby się jakiś ekspert 🙂

      1. Bo niezwykle trudno wytłumaczyć dzieciom doktrynę transsubstancjacji 🙂 Większość katechetów nawet nie próbuje, a dorośli nie chodzą na religię 😉 Mnie coś o tym wspominali na historii w liceum, bo podczas reformacji to był gorący temat, ale bez zagłębiania się w szczegóły i wyjaśniania, o co cho. W skrócie jednak: katolicy wierzą, że w momencie konsekracji następuje rzeczywista i trwała przemiana hostii w ciało Chrystusa (a wina w krew). Wyjmowanie hostii z ust jest, tak jak jej gryzienie, wypluwanie i tak dalej, uznawane za świętokradztwo. Nie można jednak mieć pretensji do dziecka, że to zrobiło, zwłaszcza że morał jest piękny 🙂

        BTW miałam kiedyś pomysł, żeby pytać ludzi wychodzących z kościoła, czy wierzą w transsubstancjację. Przypuszczam, że efekty byłyby ciekawe 😀

    2. Hostia przed konsekracją jest tylko opłatkiem, a hostia konsekrowana to już Ciało Chrystusa. Z tym że w tabernakulum przechowywane są właśnie te konsekrowane, więc jeśli mała Nina dobrała się do tabernakulum to nie był to już zwykły opłatek (;

      1. Nina wyjęła hostię z buzi 🙂

        1. Pamiętam jak katechetka mówiła, że absolutnie tego robić nie wolno. I wystawiać języka, żeby pokazać kolegom też nie 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj