Jak Krystyna Krystynie, czyli znów o płci i języku

notpms 940x627 - Jak Krystyna Krystynie, czyli znów o płci i języku

Jeszcze kilka dni temu do głowy by mi nie przyszło zżymanie się na wypowiedź osoby publicznej, którą lubię i cenię, skierowaną przeciwko innej osobie publicznej, z której poglądami się nie zgadzam a wypowiedzi już nawet mnie nie śmieszą, a mocno przerażają. Ale Krystyna Janda zwaliła winę za całą twórczość słowną Krystyny Pawłowicz na klimakterium tej drugiej i coś we mnie pękło. Bynajmniej nie dlatego, że zrobiło mi się żal posłanki.

Przed kilkoma miesiącami napisałam o tym, jak bardzo boli mnie reakcja niektórych kobiet (czy raczej brak reakcji) na seksistowskie żarty. Ten tekst to trochę nieplanowana kontynuacja. Bo zasadniczo znów chodzi o to samo: o kwestie płci i języka. O to jak często, również nieświadomie, wprowadzamy do naszych wypowiedzi seksizm. Seksizm skierowany przecież przeciwko nam samym. Seksizm, którego czasem nawet sobie nie uświadamiamy.

Jeśli jakimś sposobem wypowiedź Krystyny Jandy nie dotarła do waszej części internetu pozwolę sobie zalinkować do wywiadu z aktorką w Newsweeku, a poniżej przytoczę wyrwany z niego cytat:

„Przypuszczam, że ta kobieta ma klimakterium w ostrym stadium. I ja to znam: uderzenia gorąca, nieopanowane ruchy. Tylko ja na to biorę plastry. Jeżeli na Polskę ma wpływać klimakterium Krystyny Pawłowicz, to ja przepraszam.”

– Krystyna Janda

No więc tak, zachowaniem człowieka czasami sterują hormony. I to nie tylko zachowaniami kobiet. Kiedy jest się nastolatkiem ma się burzę hormonów. Kiedy jest się w ciąży hormony szaleją. Testosteron podobno też wciąż każe im biec, jak śpiewała Kayah. I okej, rządzi nami biologia i nie ma w tym nic złego, ale do cholery, wyciąganie hormonalnych argumentów w dyskusji na poważne tematy, jest trochę dziecinne. Szczególnie, gdy to tak okropnie seksistowskie argumenty. I fakt, że Krystyna Janda też przechodziła menopauzę nie ma tu nic do rzeczy.

notpms 1024x683 - Jak Krystyna Krystynie, czyli znów o płci i języku

Ja na przykład co miesiąc mam okres. I inne kobiety w moim wieku też mają. Ale jak chcę jakąś obrazić, to jej nie powiem, że zachowuje się jak idiotka, bo pewnie miesiączkuje. Nie. Zwyczajnie powiem jej: Jesteś głupia! To też dziecinne (wyobraź to sobie wypowiedziane tak: jesteś GUPIA!), ale obraża tylko jedną osobę. Tę, do której słowa te są skierowane. Nie obraża zaś połowy ludzkości, której przypisuje się brak rozsądku w okolicach comiesięcznego krwawienia. Nawet jeśli hormony wpływają na nasze zachowanie, takie gadanie przyczynia się tylko do utrwalania seksistowskich stereotypów, w myśl których kobieta nie nadaje się do wielu rzeczy, bo co miesiąc regularnie traci rozum wraz z upływem krwi. Czy my żyjemy w XIX wieku i wciąż diagnozujemy jednostkę chorobową zwaną kobiecą histerią? No chyba nie.

Wiele osób uważa, że jestem na tym punkcie przewrażliwiona, a to przecież nic takiego, tylko ludzkie gadanie. No może i jestem przewrażliwiona. Ale wierzę, że wiele zmian zaczyna się od zmiany w języku. I wiele stereotypów wciąż nie jest przeszłością, bo ciągle w tym języku się przejawiają. Najczęściej ten językowy seksizm godzi w kobiety, w końcu nasza kultura jest do cna przesiąknięta patriarchalną tradycją, więc się nazbierało. Nikt nie wytyka mężczyznom andropauzy, albo szaleństwa testosteronu (poza Kayah). Takie wytykanie też byłoby zresztą nie fair.

Używamy tych sformułowań bezwiednie i bezrefleksyjnie, często przeciwko samym sobie. Naprawdę uważam, że pani Janda nie miała nic złego na myśli, poza tym, że źle myśli o pani Pawłowicz. Te językowe kalki, ciągnące za sobą stereotypy związane z płcią siedzą po prostu w nas tak głęboko, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co naprawdę za sobą ciągną. Bo gdybyśmy o tym myślały – my, kobiety – nie mówiłybyśmy chyba w ten sposób. Mam nadzieję. Odkąd o tym pomyślałam, nie mówię tak. Chociaż okres to cholernie wygodna wymówka, by wytłumaczyć dlaczego było się dziś dla kogoś wredną zołzą. Klimakterium też. Ale to wcale tak nie działa. I chyba bym już wolała, żeby Janda powiedziała o Pawłowicz, że jest GUPIA. Z takim argumentem się nie dyskutuje.

Zobacz także

2 Comments

  1. Dawniej kobiety miały migreny czy tzw. „globus”, których używały jako wymówki. Chyba w „Przeminęło z wiatrem” Rhett mówi do Scarlett, żeby nie usprawiedliwiała swojej głupoty niewyspaniem. I słusznie, bo biologia nie może być uniwersalnym usprawiedliwieniem – nie jesteśmy zwierzętami, żeby nas to określało.

    Tak się zastanowiłam, co by się stało, gdyby mężczyźnie wytknąć, że jego zachowanie jest spowodowane przez fazę księżyca. Albo że mu żona nie dała (odwrotność słynnego „sfiksowały, bo chłopa dawno nie miały”). Czy ktokolwiek by się na to zdecydował..?

    1. Że żona nie dała to akurat chyba często stosowane i to straszna potwarz jest 🙂 I to nie dość, że męskość ma podwarzać (no bo co to za chłop, że baba mu odmawia?), to jeszcze w żonę godzi, że pewnie oziębła. Jedno z najpaskudniejszych oszczertw, bo to seksizm w dwie strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj