kultura, twórczość

Pocztówki dźwiękowe. Koncert ZAZ

zaz bike - Pocztówki dźwiękowe. Koncert ZAZ

Bajkowa opowieść o Paryżu, ułożona z obrazów, świateł i dźwięków. Przewodniczka z zachrypniętym głosem, która raz jest elegancką szefową jazz bandu, innym razem zaginioną siostrą Dzwoneczka. I przede wszystkim mnóstwo pozytywnej energii, którą nie da się nie zarazić. Tak było na koncercie Zaz we Wrocławiu, z którego przesyłam Wam dźwiękową pocztówkę.

Zaz przyjechała do Polski na trzy koncerty w ramach Ladies’ Jazz Festiwal. Zagrała w Warszawie, Wrocławiu i Gdyni. Jej polskie występy to część trasy promującej jej trzeci album „Paris”, który ukazał się przed rokiem.

Koncert zaczyna się jak film – napisami początkowymi. I jak film się rozwija. To muzyczna (i nie tylko) podróż po Paryżu. Razem z Zaz i jest fantastycznym zespołem chodzimy po rozświetlonych latarniami uliczkach, spacerujemy po dachach miasta, zaglądamy do mieszkań. Koncert jest trochę jak zbiór teledysków na żywo, trochę jak musical. (Niechże ukaże się DVD z tej trasy, koniecznie!) Iluminacje świetlne i filmowe zdjęcia wyświetlane na skromnej scenografii (a czasem na przezroczystej kurtynie-ekranie zasłaniającej muzyków) są wyjątkowo dopracowane, tak by współgrać z muzyką, uzupełniać ją, lecz nie przytłaczać. Momentami naprawdę zachwycające. Wielkie brawa za nie dla całej ekipy.

zaz-bike

Wizualna warstwa koncertu to oczywiście nie wszystko. W końcu to Zaz! Petarda pozytywnej energii, która potrafi nawiązać świetny kontakt z publicznością nawijając praktycznie tylko po francusku, podczas gdy publika po francusku nie za bardzo (tak comme ci comme ça). W cudownie uroczy sposób usiłuje mówić po polsku (tłumaczy między innymi sens piosenki o małym kolibrze wywołując salwy śmiechu). Skacze, gestykuluje i podrywa z siedzeń. Wielka szkoda, że na koncert miejsca sprzedawano wyłącznie siedzące. Bo chociaż to jazz, soul i chanson, energia Zaz i jej piosenek jest tak rockowa, że chciałoby się poskakać pod sceną, a nie tupać sobie pod siedzeniem (wyjątkowo niewygodnym siedzeniem w Hali Orbita, z bólem dodam).

Zobacz fragmenty koncertu:

Muzycznie Zaz jest wyjątkowo eklektyczna. Czasem śpiewa klasyczny, big-bandowy jazz, czasem typową francuską piosenkę, jakby wyrwaną z gardła Edith Piaf, czasem ociera się o kabaret, czasem o rocka, ale w tym wszystkim jest tak specyficzna, tak „zazowata”, że absolutnie nie można mówić o żadnym zbitku stylów, żadnym stylistycznym „od sasa do lasa”. To niesamowita umiejętność, być tak muzycznie spójnym przy tylu inspiracjach. Zaz wychodzi to znakomicie. A koncertowo składa się na bardzo ciekawą opowieść. Opowieść jest długa, trwa dwie godziny, i bardzo satysfakcjonująca. Nawet średnia akustyka Hali Orbita tej satysfakcji nie umniejszyła (chociaż moje, może niezbyt wprawne ucho, przyznaje, że głos piosenkarki w pewnym momencie był niemal niesłyszalny, gdy w grę weszły mocniejsze basy oraz, że ogólnie mogłoby być trochę głośniej).

zaz-cat

Zaz, czyli Isabelle Geffroy urodziła się w 1980 roku w Tour. W 2006 roku wyjechała do Paryża. Jej początki w stolicy Francji to występy w kabarecie i na ulicach Montmartre. W 2010 roku wydała swoją pierwszą płytę zatytułowaną „Zaz”, na której znalazł się m.in. jej największy przebój „Je veux”. Do tej pory ukazały się trzy studyjne płyty piosenkarki. Ostatnia, „Paris”, to jej interpretacje najsłynniejszych utworów o Paryżu, takich jak np. „Les Champs Elysee”, „Complainte de la butte” czy śpiewany w duecie z legendarnym Charlesem Aznavourem „J’aime paris au mois de mai”.

 

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.