Pocztówki dźwiękowe. Lou Doillon

lou 940x627 - Pocztówki dźwiękowe. Lou Doillon

Pozwólcie, że otworzę na Rzeczovniku nowy cykl. Pocztówki dźwiękowe będą się ukazywać raz w miesiącu i nieść ze sobą moje muzyczne odkrycia i bieżące fascynacje. Ponieważ już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że słucham tylko muzyki, która mnie wzrusza lub uszczęśliwia, trzymam się tego i będę Wam polecać taką muzykę będę Wam polecać. Z góry uprzedzam, że cykl mogą zdominować francuskie piosenkarki. Nie wiem, jak one to robią, ale mnie poruszają albo uszczęśliwiają, albo jedno i drugie. I tak jest z bohaterką pierwszego odcinka, Lou Doillon. Odkrycie dla mnie bardzo świeże, zaledwie kilkudniowe, chociaż o tym, że ktoś taki jak Lou istnieje, wiedziałam od wielu lat.

Długo szukała swojej drogi. Była aktorką, modelką, rysowniczką. Znana była z tego, że jest znana, bo należy do uwielbianej we Francji rodziny, ale nikt nie potrafił powiedzieć, czym tak naprawdę zajmuje się Lou Doillon. Media przedstawiały ją jako „it girl” i imprezowiczkę, chociaż sama Lou najchętniej spędzała czas we własnym domu odrabiając lekcje z synem i, jak sama przyznaje, w całym życiu była może na pięćdziesięciu imprezach. Wychowywano ją na muzę artystów. Sama mówi o sobie, że przez 30 lat była groupie, która czasem wyprawiała różne dziwne rzeczy by dostać się za scenę, ale na scenie nigdy nie miała stanąć, chociaż od lat potajemnie pisała piosenki. Potajemnie, bo wstydziła się o nich mówić.

Żeby zrozumieć dlaczego Lou Doillon, mimo tego że wychowała się wśród muzyków, zadebiutowała dopiero w wieku 30 lat, trzeba rzucić okiem na jej rodzinę. Nie dość, że złożoną ze znanych artystów, to jeszcze taką patchworkowo-potworkową. Jej matka to słynna Jane Birkin, angielska aktorka i piosenkarka, była partnerka Serge’a Gainsbourga. Przyrodnią siostrą Lou jest gwiazda kina Charlotte Gainsbourg, a ojcem znany reżyser Jacques Doillon. Poza tym jest jeszcze cała masa przyrodniego rodzeństwa, potomstwa ojca Lou. Kilkoro z nich to też całkiem znani artyści.

Kiedy większość twojej rodziny odnosi same sukcesy, a twoje życie nie do końca wpisuje się w ten scenariusz, wolisz raczej nie wychodzić ze swoją twórczością do ludzi, jeszcze bardziej boisz się porównań i porażek. I tak właśnie było z Lou. Czuła się jak outsiderka. Co prawda zagrała w 24 filmach (zaczęła w wieku 6 lat) i pracowała jako modelka, ale przyniosło jej to więcej frustracji niż zadowolenia. Wszystkie projekty, w których brała udział okazywały się mniejszymi lub większymi niewypałami.

„I’m full of other people’s projects and my mom was like, “Can you imagine that you spent 15 years doing what other people wanted you to do and it never works out and the first thing that you do for you is a success. That’s the most reassuring thing in the world.” And it’s true. Now in France, I’m a huge success for being me, and that’s divine!”

 

Fragment wywiadu Lou Doillon dla noise.vice.com

Dzieciństwo Lou było bardziej niż specyficzne. Serge Gainsbourg ciągle bywał w domu Jane, mimo że ta była już w związku z Jacquesem Doillonem, a sama Lou nazywała go drugim tatą. Doillon porzucił Birkin po śmierci Gainsbourga w 1991 roku, gdy ta pogrążyła się w żałobie po byłym partnerze. Birkin nigdy nie przestała kochać Gainsbourga – do dziś opowiada w wywiadach o tej wielkiej miłości. Doillon zawsze miał mnóstwo kobiet. Z większością miał dzieci.

Dorosła Lou ze związkami radziła więc sobie średnio. Wciąż wybierała tych „złych chłopców”, których kochała za mocno, którzy zostawiali ją zbyt szybko. Po latach dopiero przestała o sobie myśleć jak o ofierze, a o tych wszystkich zaczęła myśleć jak o swoim muzach, o których wciąż pisze w swoich utworach.

Mimo że zawsze pisała piosenki i dorastała w otoczeniu artystów, nie chciała nagrywać, śpiewała tylko dla siebie i swoich przyjaciółek. W dodatku uważała, że na świecie jest zbyt wielu świetnych artystów, którzy próbują się przebić i im to nie wychodzi, dlaczego więc ona miałaby pchać się przed szereg. Twierdziła też, że ma zbyt niski, męski głos. Wydawało jej się, że śpiewać powinno się wysoko, tak jak to robią jej matka i siostra. I to właśnie matka, Jane Birkin, namówiła w końcu Lou do nagrania płyty.

lay low 300x276 - Pocztówki dźwiękowe. Lou DoillonPierwszy album, Places, ukazał się trzy lata temu i odniósł wielki sukces we Francji (Lou zdobyła nagrodę Les Victoires de la Musique, francuski odpowiednik Grammy, dla najlepszej wokalistki, a sama płyta pokryła się platyną).

Lou Doillon ma dziś 33 lata. Mieszka w Paryżu. W jej mieszkaniu jest półka pełna pamiętników, które pisze od kilkunastu lat. Pełno w nich przemyśleń i szkiców piosenek. Są też rysunki: Lou, jej 13-letniego dziś syna Marlowe’a i kilku przyjaciół. Zapisanych zeszytów jest mnóstwo, może 50. Dokładnie pod półką leży otwarta walizka, by w razie pożaru jednym ruchem strącić do niej pamiętniki i uratować wspomnienia. I można by już tylko za ten specyficzny romantyzm pokochać Lou Doillon, ale można ją jeszcze bardziej kochać za piosenki. Minimalistyczne, w pewnym sensie pierwotne.

Jest w muzyce Lou melancholia i pewna surowość. To sprawka ograniczonego do minimum instrumentarium i niskiego, spokojnego głosu Doillon, który momentami pobrzmiewa nieco Nico, ale ma w sobie o wiele więcej ciepła niż głos słynnej Niemki. Jest też w tej muzyce coś niezwykle intymnego.

Dziś ukazuje się drugi album Lou Doillon Lay Low. Zwykle to drugie płyty budzą najwięcej oczekiwań i przysparzają muzykom najwięcej stresu. Lou przyznała w wywiadzie dla Radiowej Trójki, że w jej przypadku jest inaczej. Pochodząc z takiej, a nie innej rodziny, czuła ogromną presję już przed pierwszą płytą. W końcu dorastała na oczach świata.

Pocztówkowy deser:

Zobacz także

6 Comments

  1. devil or angel na zmianę z daft punk jeżdzi ze mną w samochodzie już od hohoho. znam na pamięć. klasa

    1. To bardzo dobry numer jest. Jeden z ulubionych.

      1. 🙂 „To bardzo dobry numer jest”

  2. dzięki audycjom Atelier w Trójce Lou znam od jej debiutu. Przez długie miesiące Places było mi soundtrackiem 🙂 Z drugiego albumu słyszałam na razie tylko numery wykonane w studiu Agnieszki Osieckiej w Trójce i już zdążyły mnie zachwycić, jak i sama Lou 🙂

    1. Ja kiedyś namiętnie słuchałam Trójki, a teraz jestem trochę na bakier z radiem, co obiecuje sobie naprawić (i na przykład kupic radio, nie umiem z internetów:))

      1. ja z internetów umiem, jednak za takim starym radiem tęsknię bardzo. Miło by było ciągle nie musieć odpalać komputera 🙂 a co do Lou to nie przestaję słuchać jej nowego albumu. Zdecydowanie robi mi tę jesień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj