Kto zabił Amy Winehouse?

amy main 940x627 - Kto zabił Amy Winehouse?

Była sobie dziewczynka. Na imię jej było Amy. Zniszczył ją wielki, brutalny świat i źli ludzie, karmiący się jej niemocą. A może to ona pozwoliła im się zniszczyć?

Asif Kapadia przed przystąpieniem do produkcji filmu, nie wiedział o Amy zbyt wiele ponad to, że istniała. Jego dokument nie wypływa więc z hołdu, nie wychodzi od żadnej tezy podsumowującej życie i śmierć piosenkarki. Odkrywa Amy, lepiąc jej obraz z prywatnych filmów, archiwalnych wywiadów i wspomnień jej bliskich. Wspomnień z offu, bo nie występuje tutaj żadna gadająca głowa. Przewodniczką jest nam sama Amy. Nikt inny jak ona sama pozwoli zobaczyć się z tak bliska.

„Jeśli będziesz żyć wystarczająco długo, w końcu nauczysz się jak żyć”

– To zdanie wypowiedział w filmie idol Amy, Tony Bennett. Amy żyła 27 lat. Umarła po części dlatego, że nie nauczyła się jeszcze, jak żyć. Czy ktoś był temu winny?

11693938 1102201583128058 1858699088813220715 n - Kto zabił Amy Winehouse?Reżyserowi udało się zgromadzić imponujący materiał. Większość tych amatorskich nagrań, gdyby nie tragiczna śmierć Winehouse, nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Są bolesne, momentami przerażające, ale również zabawne i bezczelne, jak sama Amy. Szczera, pyskata, pozbawiona jakiejkolwiek sztuczności, wymyślona od początku do końca przez siebie. Niepokorna, autodestruktywna, wewnętrznie poharatana.

Na sali kinowej byli widzowie, którzy w podczas napisów końcowych wycierali łzy. Ale ten dokument nie jest po to, by płakać. Jest po to by myśleć. Wbrew pozorom pozwala nam na szeroką interpretację. Aż prosi się o refleksję głębszą niż to, że biedną Amy zabiły złe media, zły chłopak, tata, co kochał córkę, ale bardziej kochał jej sławę.

Rodzina Amy, początkowo sprzyjająca projektowi, ostatecznie odwróciła się od filmu Kapadii. Czy jednak wskazuje on rodziców wokalistki jako współwinnych jej śmierci? Owszem, przerażająca jest scena, gdy Mitch Winehouse przyjeżdża na wyspę Saint Lucia, gdzie Amy przez wiele miesięcy dochodzi do siebie, w towarzystwie ekipy filmowej. Owszem, sama Amy opowiada o traumie, jaką było dla niej porzucenie rodziny przez ojca. Owszem, obrona Mitcha, który mówi, że zrobił wszystko, co mógł, by ją uratować i wyrażający przekonanie, że nie da się pomóc osobie, która sama nie chce sobie pomóc, brzmi jak dość nieudolna próba wybielania się przez człowieka, który mimo wszystko powinien mieć sobie coś do zarzucenia. Tylko czy w jego słowach nie ma ziarna prawdy? Bardzo dużego ziarna.

„I can’t help you, if you don’t help yourself”

Największą winą rodziny Amy było to, że nie słuchali, kiedy wołała o pomoc. Nie reagowali i dziś pewnie wciąż słusznie plują sobie w brodę. Bo nie przechodzi się do porządku dziennego nad wyznaniem 13-latki, która chwali się, że znalazła idealną dietę: można jeść, ile się chce a potem to wyrzygać. A gdy uzależniona od alkoholu córka przychodzi do taty i pyta, czy musi iść na odwyk, to widząc w jakim jest stanie i wiedząc, jak bardzo liczy się z twoim zdaniem, wysyłasz ją na ten odwyk bezwzględnie, a nie mówisz, że wcale nie musi. Tylko, czy przekonanie o tym, że gdyby pomoc przyszła wystarczająco szybko, byłaby skuteczna, koniecznie sprawdziłoby się w przypadku Amy? Amy, która chociaż bardzo chciała normalnie żyć, po równi pochyłej zmierzała do samozagłady. Może tak, gdyby Amy naprawdę tego chciała, gdyby sama na tym etapie zrozumiała, że potrzebuje pomocy.

Nie można mówić, że sama była sobie winna, to brzmi zbyt okrutnie. Nawet wtedy, gdy mówiła, że:

Życie jest takie nudne, gdy nie ma w nim narkotyków

Śmierci samobójcze, śmierci z przepicia, z przedawkowania narkotyków wymykają się jasnym kategoriom winy. Łatwo powiedzieć, że ktoś kogoś kochał za mało, ktoś żerował, ktoś wciągnął w nałóg, hejterzy kpili, media mieszały z błotem. Ale Amy spalała się sama wciąż od nowa i od nowa. Punktem zapalnym była Amy. Amy była wewnętrznie poharatana i lgnęła do poharatanych, destruktywnych mężczyzn. Do tego złego chłopca Blake’a, który jak się okazało miał ją zupełnie gdzieś. Amy była bezbronna i pozwalała się wykorzystywać. Amy nie słuchała przyjaciół, którzy próbowali wyciągnąć ją z bagna. Bardzo trudno jest pomóc takiej osobie. Pewnie, że można zmusić ją do odwyku, ale nikt nikomu nie zagwarantuje, że to uleczy jej duszę. Bez udziału Amy nikt nie mógł Amy uratować.

Wielkim sukcesem filmu Kapadii jest to, że to nie jest tylko dokument o sławnej i bogatej piosenkarce. To film o człowieku, z którym można się utożsamiać, którego można rozumieć, nie rozumieć, mieć ochotę nim potrząsnąć. O kimś, kto wydaje się nam bliski. „Amy” w końcu jest trochę filmem o nas samych. I nie, nie chodzi mi tu o refleksję nad tym, jak to żywimy się porażkami celebrytów na portalach plotkarskich.*
Czasem pokusa, by spłonąć jest zbyt wielka.

*mam nadzieję, że tego nie robicie:)

Zobacz także

2 Comments

  1. po prostu biedna. z chęcią obejrzę, żeby choć na chwilę spojrzeć na świat z jej perspektywy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Obserwuj